Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Moja polityka - Liberalny blog Leszka Jażdżewskiego Moja polityka - Liberalny blog Leszka Jażdżewskiego Moja polityka - Liberalny blog Leszka Jażdżewskiego

5.09.2016
poniedziałek

Ofiara „Solidarności”, część II

5 września 2016, poniedziałek,

„Zawsze znajdzie się filozofia do braku odwagi” – uważał Albert Camus.

Niechętny klasycznej polityczności świat ogarniają ruchy protestu piękne w swej bezinteresowności, mobilizujące młodych ludzi ideową szlachetnością. Czy, jak bohaterowie „Solidarności”, będą gotowi poświęcić doskonałość swoich marzeń, żeby zmienić świat?

Dziś druga część mojego tekstu. Pierwszą można przeczytać tu.

Byłoby źle, gdybyśmy patrzyli na „Solidarność” w sposób naiwny tylko dlatego, że zginęła przedwcześnie. Robiąc z niej narzędzie do wymuszania w zbiorowym uniesieniu fałszywej jedności tam, gdzie istnieje realna wielość. Takie przeżywanie „Solidarności” byłoby niezgodne z jej społeczną praktyką. To była wielka, praktyczna lekcja pluralizmu, szacunku dla reguł i podmiotowości. Niestety, Polacy tej lekcji „Solidarności” w wolnym już kraju nie odrobili.

Za działalność społeczną i polityczną (kiedyś „antysocjalistyczną” i „wywrotową”) nie trafia się już do karceru ani nie traci pracy, jednak atomizacja jednostek wzrosła. By odwrócić myśl Vaclava Havla – mamy dziś do czynienia z „bezsiłą silnych”. Bezsiłą, dla której antidotum powinny być wyobraźnia i zaangażowanie, te dwie cechy, które konstytuowały „Solidarność”. Liczenie na dobrą wolę rządzących jest niezależnie od charakteru ustroju mrzonką. Jeśli liczysz na zmiany, musisz stać się ich motorem.

„Solidarność” nie budzi uniesień. Do kliszy bohaterskiego oporu, który przyniósł krew, łzy i podniosłą pamięć na zbiorowych mogiłach, pasuje słabo. Ale mit „Solidarności” roztapiający się w beznadziei narastającego kryzysu i słabnącego oporu lat 80., nie poszedł na marne. Posłużył do osłony negocjacji z władzą, a potem transformacji. Bez „Solidarności”, bez jej lidera Lecha Wałęsy, słaba opozycja końca lat 80. nie miałaby ułamka tej legitymizacji, jaką dał jej mit wielkiego zrywu z lat 80-81. Niektórzy, jak David Ost, uznali to za zdradę robotników przez intelektualistów.

„Zwycięzców się nie sądzi” – nie w Polsce. Tu zawsze przyjdzie im stanąć przed trybunałem moralnej czystości. Czy to na Piłsudskiemu w II RP, czy – zachowując proporcje – Wałęsie, Kuroniowi, Geremkowi, Mazowieckiemu w III RP. W Polsce nie sądzi się tylko przegranych. Porażka wygląda dumnie i wzniośle. Zwycięstwo, taktyczne zwroty i kompromisy konieczne do osiągnięcia celu są moralnie podejrzane. Działanie w imię moralnej jednoznaczności nigdy, nawet jeśli równa się ona straceńczej brawurze, niewybaczalnemu szafowaniu losem całego narodu, kiedy przynosi totalną klęskę. Opozycja antykomunistyczna wywodząca się z ruchu „Solidarności” wygrała. Polska zaś sama sobie jawi się zawsze niewinną ofiarą. Dlatego ojcowie założyciele III RP musieli zostać uznani za zdrajców.

Do stworzenia wolnej Polski po 1989 roku okazało się potrzebne posłużenie się największym i najważniejszym, oprócz polskiego papieża, symbolem – mitu, który sami zbudowaliśmy i który w imię aktu założycielskiego nowej republiki należało poświęcić. Poświęcenie idealnej utopii w niedoskonałej realności jest wymiarem dojrzałości społeczeństwa i elit. To gorzka, bolesna i nieraz tragiczna lekcja dorosłości. To wzięcie odpowiedzialności za efekty, a nie tylko dobre intencje. To rzadkie, za rzadkie w polskiej historii, w której politykę uprawiali poeci.

„Solidarność”, wbrew opinii tych, którzy trzecią dekadę toczą wojnę z nieistniejącą „komuną”, nie została zdradzona. Ona została złożona w ofierze. To na niej ufundowana jest III RP.

Tekst inspirowany wystąpieniem na konferencji „Czas utopii. W poszukiwaniu utraconej przyszłości”, zorganizowanej w ramach programu „Miasto Przyszłości / Laboratorium Wrocław” podczas Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016.

Autor: Leszek Jażdżewski

Publicysta, politolog, założyciel i redaktor naczelny liberalnego magazynu „LIBERTÉ!”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 20

Dodaj komentarz »
  1. Takie teksty to się chyba nazywa „intelektualnym bełkotem”. Jakieś ahistoryczne bzdury o „poświęcaniu” Solidarności.

    Przypominam Autorowi, że Solidarności nikt nie poświęcał tylko Solidarność została zdeptana przez Stan Wojenny wprowadzony w Polsce 13 XII 1981 r., który trwał w praktyce z 8 lat (formalnie trochę krócej)

    Poza tym Solidarność spełniła w pełni swoją rolę w latach 1980-1981 będąc niejako zjawiskiem wypływającym z komunizmu i mającą sens tylko w specyficznych okolicznościach w systemie komunistycznym. W normalnych społeczeństwach nie ma potrzeby i szans powstawania takich organizacji, a nawiązywanie do ówczesnej Solidarności w odniesieniu do dzisiejszych czasów jest właśnie ahistorycznym „bełkotem”.

  2. Miłe to, że ma Pan ambicję napisania czegoś mądrego niestety (z Pana punktu widzenia, rzecz jasna) ja podpisuję się pod tym co napisał D. Ost. Nie podoba się Panu ,,osądzanie” Wałęsy, Geremka, Kuronia. Tak – gdy zostajesz politykiem to w pakiecie bierzesz na siebie konieczność zniesienia bezlitosnej oceny przez obywateli. To było także, solą demokracji ateńskiej – nawet najbardziej szlachetny i oddany lider podlegał OSĄDOWI. Nie zawsze słusznemu.
    Ale spójrzmy na to inaczej. Ofiary ,,sukcesu” transformacji: nieudacznicy, roszczeniowcy, wyuczona bezradność, homo sovieticus ,,jeżeli za mało zarabiasz to zwolnij się i weź kredyt”, ,,w tym kraju pracować za mniej niż 6tyś to trzeba być idiotą albo kraść”. To są OCENY z ust tych ,,zwycięzców”. Pamięta Pan film ,,Arizona”? Co prawda był on w dużej mierze inscenizowany ale ile wsi zachodniopomorskich stało się taką ,,Arizoną”? Czy ci ,,mądrzy, szlachetni” nie wiedzieli jakie będą skutki ich polityki? I ta niesprawiedliwość – jednych wyrzucono jak śmieci z dnia na dzień, innych oblepiano wręcz przywilejami.
    To nie Solidarność została złożona w ofierze ale jej szeregowi członkowie. Aparatczycy Solidarności zmienili się w otłuszczonych knurów a intelektualiści gdy dorwali sie do władzy wykonywali zalecenia Konsensusu Waszyngtońskiego jakby to były jakieś prawdy objawione. Efektem tego jest gospodarka o strukturze neokolonialnej oferująca tanią pracę (tanią aż do granic wyzysku) i niezbyt skomplikowane dobra na eksport.
    Na koniec zadam Panu pytanie/ćwiczenie intelektualne – jak Pan myśli ILU Z TYCH MITYCZNYCH 10 MILIONÓW zapisało by się dziś do Solidarności gdyby wiedziało co oznacza DLA NICH upadek tzw. komuny? Mam niejakie podejrzenie, że baaaaaardzo niewielu za to wierchuszka w całości.
    To nie Solidarność złożono w ofierze ale zarżnięto tą pisaną małą literą. Razem z przyzwoitością i sprawiedliwością.
    Dzisiejsze paroksyzmy ,,dobrej zmiany” to tylko wyrażenie opinii przez lud o tych co rządzili przez 25lat. Na tym chyba polega demokracja? Osądzano i Miltiadesa i Temistoklesa i Peryklesa – nie wiem w czym lepsi są Geremek i Wałęsa by lud nie mógł o nich wyrazić swej opinii?

  3. Przypomnę Panu coś bliżej naszych czasów: W. Churchill, tak ten Wielki Churchill został zwolniony po zwycięstwie z roboty przez wyborców. Głupcy? Jednak Wielka Brytania jakoś od tego się nie zawaliła. Demokracja.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Slawczan
    1. Racja – to nie Solidarność została złożona w ofierze a tylko jej szeregowi członkowie.
    2. Moim, i nie tylko moim zdaniem, Churchill niepotrzebnie walczył z III Rzeszą broniąc Wielkiej Brytanii (jako wyspy), jako że okupacja Wielkiej Brytanii (jako wyspy) przez Niemcy wyglądała by tak jak okupacja Danii – z zachowanym królem, parlamentem i rządem brytyjskim. A walcząc w ten sposób z III Rzeszą, czyli broniąc metropolii, to Churchill zbankrutował UK i spowodował niepotrzebne zniszczenia (Londyn, Coventry). Wystarczyło by przecież, aby wycofał się on, tak jak de Gaulle, do kolonii i tam organizował walkę przeciwko Hitlerowi. Gdyby jeszcze wziął ze sobą n.p. do Kanady flotę i lotnictwo, to było by to, z militarnego punktu widzenia, znacznie skuteczniejsze w dziele pokonania Hitlera niż to, że RAF i RN operowały z Wielkiej Brytanii.

  6. Przypominam tu po raz kolejny postulaty pierwszej „Solidarności”:
    – Zagwarantowanie prawa do strajku oraz bezpieczeństwa strajkującym i osobom ich wspomagającym.
    – Przywrócenie do poprzednich praw ludzi zwolnionych z pracy po poprzednich strajkach.
    – Podjęcie realnych działań mających na celu wyprowadzenie kraju z sytuacji kryzysowej poprzez:
    – Wypłacenie wszystkim pracownikom biorącym udział w strajkach wynagrodzenia za okres strajku jak za urlop wypoczynkowy.
    – Podniesienie wynagrodzenia zasadniczego każdego pracownika o 2000 zł na miesiąc jako rekompensatę dotychczasowego wzrostu cen.
    – Zagwarantowanie automatycznego wzrostu płac równolegle do wzrostu cen i spadku wartości pieniądza.
    – Realizacja pełnego zaopatrzenia rynku wewnętrznego w artykuły żywnościowe, a eksportowanie tylko i wyłącznie nadwyżek.
    – Wprowadzenie na mięso i przetwory kartek – bonów żywnościowych.
    – Zniesienie cen komercyjnych w handlu detalicznym.
    – Wprowadzenie zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji, a nie przynależności partyjnej, oraz zniesienie przywilejów policji i aparatu partyjnego poprzez: zrównanie zasiłków rodzinnych, zlikwidowanie specjalnej sprzedaży itp.
    – Obniżenie wieku emerytalnego dla kobiet do 50 lat, a dla mężczyzn do lat 55.
    – Poprawa warunków pracy służby zdrowia, co zapewnić miało pełną opiekę medyczną osobom pracującym.
    – Zapewnienie odpowiedniej liczby miejsc w żłobkach i przedszkolach dla dzieci kobiet pracujących.
    – Wprowadzenie urlopu macierzyńskiego płatnego przez okres trzech lat na wychowanie dziecka.
    – Skrócenie czasu oczekiwania na mieszkanie.
    – Podniesienie diet i dodatku za rozłąkę.
    – Wprowadzenie wszystkich sobót wolnych od pracy, a pracownikom w ruchu ciągłym i systemie 4-brygadowym brak wolnych sobót zrekompensować zwiększonym wymiarem urlopu wypoczynkowego lub innymi płatnymi dniami wolnymi od pracy.
    Pytam się, które z w/w postulatów wprowadzili w życie działaczce Solidarności po roku 1989, czyli w okresie, kiedy byli oni (i dalej przecież są) u władzy? Obawiam się, że żaden. 🙁

  7. I jeszcze to:
    http://wyborcza.pl/magazyn/1,124059,16233248,David_Ost_o_cwiercwieczu_wolnej_Polski__Nie_byliscie.html
    Tak to się dziś na Zachodzie usprawiedliwia zdradę ludzi pracy przez „styropianowe” elity. 🙁 Niestety, ale Polacy nie posłuchali rad profesora Galbraitha, zawartych w jego eseju „Which capitalism for Eastern Europe?” (Harper’s Magazine, April 1990 – tłumaczony także na język polski). Galbraith napisał wtedy, że Plan Balcerowicza nie może się udać, gdyż „kurację wstrząsową w Polsce można interpretować jako próbę osiągnięcia w ciągu zaledwie kilku lat tego, na co kapitalizm zachodni potrzebował lat kilkuset” oraz że „narzucamy Europie Wschodniej taki kapitalizm, jakiego sami nie odważylibyśmy się przyjąć na Zachodzie. Począwszy od ubiegłego stulecia, od czasów Marksa, aż do obecnych.” A przecież prof. Galbraith należał zawsze do ścisłych elit w amerykańskiej nauce i polityce – był on nawet ambasadorem USA w Indiach (czasy prezydentury J. Kennedy’ego).

  8. Amerykański politolog David Ost już dziesięć lat temu opisał w „Klęsce ‚Solidarności’” co sprawiło, że szeroko rozumiani ludzie pracy, motor i siła wolnościowej rewolucji, zostali przez swoich przywódców uznani za niebezpiecznych hamulcowych modernizacji, wyrzuceni na margines i wepchnięci w ramiona populistów i radykałów. Cytuję więc z Osta:
    – Przez całe lata 80. opozycja popierała każdy strajk i każdy protest społeczny. Mało kto wchodził w szczegóły, pytał, czy ma sens. Potem nagle następuje zwrot o 180 stopni. Skoro jesteśmy u władzy „my”, „Solidarność” jako emanacja narodu, i sprawujemy rządy w imieniu klasy robotniczej, to strajkować nie wolno. Wtedy tak mówili i Adam Michnik, i bracia Kaczyńscy.
    – Niedługo po stanie wojennym ludzie opozycji uznali, że droga do demokracji jednak prowadzi nie przez zbiorowe uczestniczenie, ale przez własność. Cenne zasoby podziemnej prasy w latach 80. były poświęcane na druk książek von Hayeka [jako że to było finansowane przez CIA]. Wcześniej hasłem było: „Nie ma wolności bez solidarności” – przez małe i duże „s” – ale wkrótce pojawiło się: „Nie ma wolności bez własności”.
    – W Polsce po 1989 r. klasowość zniknęła z języka, bo nowe władze obawiały się społecznego wybuchu. Nie chciały dopuścić do masowych protestów, więc musiały znaleźć odpowiedź na poczucie zagrożenia wywołane utratą pracy, bankructwem fabryki. Była nią ideologia według której: „Każdy jest zdany na własną energię i siłę. Jeżeli sobie nie radzisz, to jesteś nieudacznikiem”. Mimo indywidualizmu klasowość i tak się przewijała. W roku 1989 i 1990 słyszało się zwrot: „Budujemy system w interesie klasy, której jeszcze nie ma”. Pamięta pan, że w kółko mówiono o klasie średniej, która ma być?
    – Polska miała naprawdę szansę zbudowania systemu opartego na powszechnej partycypacji. W czasach pierwszej „Solidarności” ludzie uczestniczyli w rządzeniu, działali w związkach. I myśleli o sprawach publicznych. Kiedy słyszę, że dzisiejsza Polska jest indywidualistyczna i nieufna, to przypominam sobie, że waszą najważniejszą cechą była wtedy współpraca. W roku 1989 też można było stworzyć bardziej wspólnotowe prawa i popierać grupy, które proponowały różne formy własności wspólnej. Przecież spółdzielczość ma głębokie korzenie w polskiej myśli społecznej. W 1981 r. często mówiono o dziele Edwarda Abramowskiego [działający na przełomie XIX i XX wieku socjolog i psycholog, teoretyk spółdzielczości, syndykalista].
    – Wiara w indywidualizm i powtarzanie, że pora wziąć sprawy w swoje ręce, zburzyły coś, co Polska już miała. Kiedyś poprosiłem studentów w Polsce, żeby porozmawiali z dziadkami – kimś, kto długo pracował w obu systemach. Wyniki nas zaskoczyły: okazało się, że lepiej było w tym pierwszym. Owszem, fatalne zaopatrzenie, niedobory, ale ludzie czuli, że tworzą grupę. Dziś praca to miejsce podejrzeń i rywalizacji.
    http://wyborcza.pl/magazyn/1,124059,16233248,David_Ost_o_cwiercwieczu_wolnej_Polski__Nie_byliscie.html

  9. Rewolucje pozeraja nie tylko swoje dzieci, ale takze swoich wodzow, chyba, ze sa tacy jak Stalin. Hitler I Mussolini polegli na placu boju o swoje Utopie. Kilkoro waznych uczestnikow Solidarnosciowej rewolucji juz nie zyje. Ci nadal wsrod nas opedzaja sie przed atakami, pomowieniami I oskarzeniami o brak dostatecznej prawicowosci, o rozmowy z rzadem PRL, o nie budowanie barykad i nie rzucaniem koktajli Molotowa na oddzialy Milicji I ZOMO. Solidarnosc pod przywodctwem Lecha Walesy i inteligentnych doradcow dokonala bezkrwawej rewolucji. Koniecznie byly kompromisy. Zapobiegly one rzezni, jakiej doswiadczyli Wegrzy w 1956 I Czesi w 1968. Kompromis w cywilizowanym swiecie sluzy znajdowaniu rozwiazan moze nie w stu procentach zadawalajacych obie strony, ale takze koncza rose sie podaniem dloni i rozejsciem sie w pokoju.

  10. @Jakowalski
    Wybacz ale jako historyk nienawidze dzialu historii pt. Co by bylo gdyby/ Co powinien zrobic Napoleon w przeddzien bitwy pod Waterloo ale OK trzymajmy sie Twojej konwencji. Otoz Churchill ma historyczna zasluge dla ludzkosci – zdusil uklady z Hitlerem, bez ogladania sie na koszty. Cena bylo bankructwo i upadek Imperium. Jak gdzies czytalem Chamberlain i Halifax toczyli tak wojne by miec z czego zaplacic reparacje. Churchill byl ignorantem ekonomicznym wiec nie zawahal sie zruinowac budzetu by uzbroic Anglie. Ma to o tyle znaczenie, ze GDYBY tak sie stalo jak Ty ,,zalecasz” to Hitler mialby 10-15 dywizji wiecej do dyspozycji oraz 1,5tys swietnie wyszkolonych pilotow wiecej w momencie bitwy pod Moskwa. Czyli w momencie gdy dzieje ludzkosci zawisly na wlosku. I Rosjanie o ow WLOS wygrali. To wtedy operacja Barbarossa zalamala sie. Bitwa ta ginie ,,przykryta” Stalingradem i Kurskiem. Ale to wlasnie wtedy Hitler byl o wlos mozliwosci realizacji swoich rasistowskich fantasmagorii. Wobec roli Moskwy w bolszewickim systemie i decyzji Stalina o ,,osobistym” udziale w obronie Moskwy jej upadek oznaczalby zalamanie sie bolszewickiego systemu.

  11. Slawczan
    Niby nie lubisz, ale się w to bawisz…;-)
    A Churchill tylko dla tego bronił za wszelką cenę W. Brytanii, gdyż bronił on wtedy swojego stołka, nie patrząc na koszta tej obrony – nie tylko finansowe, ale też w zabitych i rannych Brytyjczykach.
    Oczywiście, że gdyby W. Brytania poddała się Niemcom, to Hitler miałby do dyspozycji więcej dywizji, czołgów, armat i samolotów pod Moskwą, co dla Polaków oznaczać mogło (choć niekoniecznie musiało) znacznie dłuższą i być może jeszcze bardziej okrutną okupację niemiecką, ale ja tu rozważam z punktu widzenia Anglosasów, a nie Polaków. Churchill tak czy inaczej miał nas wiadomo gdzie i tak jak Hitler uważał nas za podludzi. Z kolei nawet gdyby Hitler zajął Moskwę, to by mu z tego wiele nie przyszło, jako że jedna sprawa to zająć Moskwę, a druga to ją utrzymać. To pierwsze udało się Napoleonowi i wcześniej nawet Polakom, ale to drugie to nigdy się nie udało najeźdźcom z Zachodu. A mnie chodzi tu głównie o to, że Churchill był zwyczajnym SOB – nie tylko dla nas, ale także i dla zwyczajnych Brytyjczyków, że interesowała go tylko władza, a nie dobrobyt tych, którymi on rządził. Nie rozumiem więc, skąd uważa się go, nawet w tak przez niego pokrzywdzonej i zdradzonej Polsce, za jakiegoś bohatera.
    Pozdrawiam

  12. @ Slawczan
    „Ilu z tych mitycznych 10 milionow zapisaloby sie dzis do Solidarnosci, gdyby wiedzialo co oznacza dla nich upadek tzw. komuny?”
    Trzeba jeszcze wziac pod uwage jaka alternatywe dawalo ludziom przedluzanie komuny i dopiero potem ludzi pytac. W tym przypadku gdybanie nie jest trudne.
    „Solidarnosc zarznieto razem z przyzwoitoscia i sprawiedliwoscia”. Czyli uwazasz Solidarnosc za monolityczny ruch napedzany utopia. Budowa zrebow demokratycznego panstwa prawa nie ma zadnego zwiazku z przyzwoitoscia i sprawiedliwoscia?

  13. „Solidarność” była narzędziem, które zmiotło komunę. Była to organizacja, która powstała dzięki pomysłowi na opozycję środowisk inteligenckich, głównie warszawskich, ponieważ nie było szans (a tego nauczył polska opozycję rok 1968), aby wyłącznie te środowiska dokonały zmian. Robotnicy szczęśliwie po laniu, jakie dostali w latach 1970 i 1976, też zrozumieli, ze sami (czyli bez glowy) niczego nie zdziałają. I tak zaczęła się ta krótka, ale owocna współpraca, której skale trudności ilustruje choćby słynne „21 punktów”, gdzie obok postulatów „inteligenckich”, jak zniesienie cenzury, wolność słowa etc., znajduja się pomysły kompletnie idiotyczne i swiadczace, ze ich autor miał zero wiedzy ekonomicznej. Współprace trzeba było zakończyć, jako ze skończyły się żarty, a zaczęły schody, bo należało przekształcać kraj, a tego mogli dokonać tylko fachowcy. Było to zadanie, które można byłoby porównać z wysiłkiem społeczeństwa po 1918 roku, kiedy trzeba było klecic kraj z trzech odrębnych i różniących się od siebie (po dzis dzień, niestety) części. Dziś „Solidarność” jest solidarnością polskiej ciemnoty i barbarii, jako ze pozbawiona „mózgów” stacza się po równi pochyłej. Ostatnie pomysły z „wolnymi” od handlu niedzielami są ukoronowaniem tego staczania się.

  14. Kalina i Kruk
    NSZZ „Solidarność”, tak samo jak KOR (później KSS KOR), została założona przez CIA i była od początku finansowana przez CIA. To więc CIA „zmiotła” w Polsce tzw. komunę, a nie solidaruchy. Robotnicy dali się zaś w latach 1980. oszukać przekupionym przez CIA inteligentom z KOR-u, którzy obiecywali im dobrobyt na poziomie Niemiec czy też Szwecji, ale jak inteligenci z KSS KOR doszli do władzy w roku 1989, to zaczęli oni likwidować polskie fabryki, aby tym samym wyeliminować polski przemysł z rynków światowych, które wówczas były zalane towarem, a wiec cierpiały z powodu kryzysu nadprodukcji. Jak wiadomo, w kapitalizmie największym problem jest zawsze zbyt, a rozwiązuje się ten problem na ogół przez eliminację konkurencji. Tak więc w interesie Zachodu leżało wyeliminowanie polskiego przemysłu z gry, a to oznaczało w praktyce zamknięcie większości polskich fabryk i tym samym wyrzucenie z pracy milionów Polaków. Tak to góra „Solidarności”, opanowana przez przekupionych przez CIA inteligentów z KSS KOR, zdradziła polskich robotników, o czym pisał profesor Ost w cytowanej już przeze mnie książce.
    (Głównie do Kruka) – co do zbudowania owych „zrębów demokratycznego państwa prawa”, to chyba robisz tu sobie żarty, jako że nie mamy dziś w Polsce demokracji a tylko plutokrację i państwo bezprawia, o czym świadczy choćby obecny kryzys całego polskiego systemu wymiaru sprawiedliwości. Dyskusja na ten temat odbywa się na blogu Celińskiego.

  15. @Kalina
    6 września o godz. 6:50
    ,,Solidarność” była narzędziem, które zmiotło komunę” – to narzędzie mogło by sobie ,,zmiatać komunę” choćby do dziś gdyby nie załamanie sie ekonomiczne ZSRR oraz niezastosowanie przez Gorbaczowa sprawdzonej, rosyjskiej metody na problemy – jakiekolwiek – czyli terroru. Solidarność mogła by sobie knuć i konspirować ile się da ale skutek tego byłby taki sam jak z burzy w szklance wody. Wypalono by wagony Sportów (to ci bez dostępu do dularów) i wypito też nie mało. Wszystko to przy założeniu, że nasza tzw. komuna utrzymała by swój ,,dobrotliwy” kurs.
    Inaczej by sytuacja wyglądała gdyby na czele struktur Solidarnosci stał nasz ,,Pierwszy Powstaniec Warszawski” alias ,,Najtwardszy Żołnierz Wyklęty” w swej zdwojonej osobie

  16. Slawczan (6 września o godz. 12:07 36817)
    Pełna zgoda! Upadek „komuny” w Polsce zaczął się przecież od tajnego układu z roku 1988 zawartego w NYC pomiędzy Gorbaczowem a Reaganem, oddającego Polskę pod kuratelę Zachodu w zamian za pozwolenie na to, aby partyjna nomenklatura z tzw. demoludów mogła przekazać do zachodnich banków zyski z nielegalnego przejęcia majątku państwowego. Tak więc w Polsce doszło pod koniec lat 1990. do zmiany systemu ponieważ zgodził się na to Gorbaczow, a wynika z tego, że ta cała KORowsko-styropianowa legenda to jest tylko jeden tylko oszalały stek kłamstw. Prawda jest bowiem taka, że KOR jak tez i pierwsza „Solidarność” została utworzona i była ona cały czas finansowana przez CIA, tak samo jak Radio Wolna Europa czy też paryska Kultura. Dawno już temu znany amerykański dziennikarz Bob Woodward, ten sam, który upublicznił z Carlem Bernsteinem aferę Watergate, a która doprowadziła do rezygnacji Nixona ze stanowiska prezydenta USA, opisując działalność CIA w Polsce, sprawiał początkowo na swoich czytelnikach wrażenie, że działania tej agencji w latach 1980tych były „nieznaczne” (Bob Woodward, „Zasłona – Tajne Wojny CIA 1981-1987” op. cit. strona 375): „Mały tajny kanał, który za pośrednictwem organizacji Kościoła Katolickiego w Polsce przekazał fundusze CIA w wysokości od 20 do 30 tysięcy dolarów USA do rąk NSZZ Solidarność, został zamknięty z powodu ryzyka politycznego.” Jednakże później ujawnił on, że skala operacji CIA w Polsce była znacznie większa, niż on to sugerował. Z kolei jego kolega Carl Bernstein, w „ Świętym Przymierzu” („The Holy Alliance’”) w “Time” z 24 lutego 1992, na stronie 28, poinformował, że „tony sprzętu – faksy (pierwsze w Polsce), prasy drukarskie, nadajniki radiowe, telefony, krótkofalówki, kamery wideo, kserokopiarki, teleksy, komputery, procesory tekstu (word processors) były przemycane do Polski za pośrednictwem kanałów utworzonych przez księży, amerykańskich agentów i przedstawicieli amerykańskiej centrali związkowej AFL-CIO oraz europejskich ruchów pracowniczych. Pieniądze dla zdelegalizowanego związku „Solidarność” (a więc de facto dla jej szefa, czyli dla Lecha Wałęsy) pochodziły z funduszy CIA, Narodowej Fundacji na rzecz Demokracji (the National Endowment for Democracy), tajnych kont watykańskich i zachodnich związków zawodowych. Całkowity koszt tych działań nie jest znany, ale inne źródła mogą być wykorzystane do oceny ich wielkości. Nie można też wykluczyć, że pomoc CIA dla Solidarności zbliżyła się do poziomu działalności tejże Agencji w Afganistanie.” Więcej tu: http://www.globalsecurity.org/intell/ops/solidarity.htm

  17. Oczywiście pod koniec lat 1980.

  18. @jakowalski
    6 września o godz. 22:31 36818

    „Całkowity koszt tych działań nie jest znany,…”

    Czyli nic nie wiesz ale fantazjujesz. Lem mial jednak lepsze analizy i opowiesci (np. Eden) 😉

  19. mały fizyk (8 września o godz. 21:47 36823)
    Nikt nie zna całkowitych kosztów działalności CIA. Nawet jej dyrektor. Ba, tego nie wie nawet sam Mossad ani też KGB.

  20. @jakowalski
    6 września o godz.12:07 36817
    Informacje o pierwszej „Solidarności” z lat 1980-81 i z okresu stanu wojennego o źródłach finansowania z CIA, zawarte w publikacji dziennikarzy, którzy stali się znani w czasie afery Watergate w Stanach Zjednoczonych, które Pan cytuje z ich książek są znane od ponad 30 lat. Myślę, że warto poznać też inne punkty widzenia innych autorów z naszego kraju. Polecam lekturę znakomitej książki profesora Karola Modzelewskiego „Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca”, która opublikowały „Iskry” w 2013 r.

  21. LSPI
    Mało kto w Polsce zdaje sobie dziś sprawę z tego, że zarówno KOR jak tez i Solidarność utworzone zostały i finansowane były przez CIA. Przy tym, to nawet PPR, utworzona, jak wiadomo z inicjatywy radzieckiej, ale nie bezpośrednio przez obcy wywiad, tak jak KOR czy Solidarność, wydaje się być organizacją autentycznie polską.

css.php