Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Moja polityka - Liberalny blog Leszka Jażdżewskiego Moja polityka - Liberalny blog Leszka Jażdżewskiego Moja polityka - Liberalny blog Leszka Jażdżewskiego

11.12.2017
poniedziałek

Cenzura wraca

11 grudnia 2017, poniedziałek,

Podczas posiedzenia 7 grudnia 2017 roku Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji upoważniła Przewodniczącego do wydania decyzji o nałożeniu kary pieniężnej dla Spółki TVN SA z siedzibą w Warszawie w wysokości 1 479 000 zł.

I tak oto, proszę szanownych Czytelników, doczekaliśmy się w wolnej Polsce powrotu politycznej cenzury. Póki co jeszcze nie prewencyjnej, ale nie mówmy hop. Teraz to urzędnik partyjny będzie decydował, jaki medialny przekaz jest dopuszczalny. Dały nam przykład paski w TVP Info, jak zwyciężać mamy.

KRRiT po przeprowadzeniu postępowania dotyczącego sposobu relacjonowania w programie TVN24 wydarzeń w Sejmie RP i pod Sejmem RP w dniach 16–18 grudnia 2016 r. stwierdziła, iż Spółka TVN SA, nadawca programu TVN24, naruszyła artykuł 18 ust. 1 i 3 ustawy o radiofonii i telewizji poprzez propagowanie działań sprzecznych z prawem i sprzyjanie zachowaniom zagrażającym bezpieczeństwu.

Wybranej przez zdominowany przez PiS Sejm Krajowej Radzie nie spodobał się sposób relacjonowania protestów przed Sejmem przeciwko przejęciu sądów przez obecną władzę. Dlatego postanowiła wskazać drogę do właściwego omawiania politycznych wydarzeń, nakładając odpowiednią karę.

Oto odpowiedni fragment ustawy.

1.

Audycje lub inne przekazy nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym, w szczególności nie mogą zawierać treści nawołujących do nienawiści lub dyskryminujących ze względu na rasę, niepełnosprawność, płeć, wyznanie lub narodowość.

2.

Audycje lub inne przekazy powinny szanować przekonania religijne odbiorców, a zwłaszcza chrześcijański system wartości.

3.

Audycje lub inne przekazy nie mogą sprzyjać zachowaniom zagrażającym zdrowiu lub bezpieczeństwu oraz zachowaniom zagrażającym środowisku naturalnemu.

Trudno stwierdzić, w jaki sposób relacja TVN24 złamała powyższe zapisy, bo uchwała KRRiT tego nie czyni. Zrobi to prawdopodobnie Warszawski Sąd Okręgowy, do którego stacja może odwołać się od decyzji Przewodniczącego KRRiT, w którym… Zbigniew Ziobro zwolnił we wrześniu przed upływem kadencji trzy wiceprezeski sądów i obsadził stanowisko prezesa. To są praktyczne skutki niezawetowanej przez Andrzeja Dudę ustawy o ustroju sądów.

Bartosz Węglarczyk zacytował na Twitterze podsumowanie sylwetki nowego premiera w TVP Info: „Mateusz Morawiecki wydaje się poniekąd być politykiem idealnym”. Oto wzór do naśladowania, niech amatorzy z TVN24 uczą się od najlepszych! A kto ośmiela się twierdzić inaczej – niech płaci.

Artykuł 14. konstytucji gwarantuje teoretycznie w Polsce wolność mediów: „Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu”.

Już nie.

Autor: Leszek Jażdżewski

Publicysta, politolog, założyciel i redaktor naczelny liberalnego magazynu „LIBERTÉ!”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 29

Dodaj komentarz »
  1. Ciekawe, że taka wiadomość musiała czekać 4 dni na pierwszą wzmiankę w mediach.

    Swoją drogą to PiS stosuje teraz środki, które już od lat powinny być stosowane wobec wyjców na cmentarzach, oszczerców smoleńskich, hołoty solidarnościowej blokującej wcześniej sejmy, klubów ronina i gazety polskiej jawnie organizujących bojówki faszystowskie, czy w końcu faszyzujących i bolszewizujących itd. itp. Wtedy były poważne przesłanki i dowody by tępić zdziczenie polityczne i ucinać łby rodzącej się faszystowskiej hydrze. Ale Tusk dbał o wygodną dla siebie „opozycję”, by móc społeczeństwo tą „opozycją” terroryzować. I jeszcze ją finansował setkami milionami publicznych złotych (dotacje partyjne)

    Dzisiaj faszystowska hydra rządzi i te środki bezwzględnie przeciwko swoim przeciwnikom zastosuje.

    Dlatego nigdy w życiu nie zagłosuję na dzisiejszą „opozycję”. Niech ją szlag trafi razem z tym jej PiS-em.

  2. @wezuwsieci
    zgadzam sie z Toba w zupelnosci. Tusk i jego rzad w fatalny sposob zaniedbali te wszystkie rzeczy ktore wymieniasz, dodalbym karygodne zaniedbanie w sprawie postawienia niejakiego Ziobro przed Trybunalem Stanu, brak konsekwentnego pociagniacia kiboli do odpowiedzialnosci i wiele innych zaniedban, oni po prostu starali sie o te slynna ciepla wode w kranie, brzytwa ideologiczna przyszla z PISem.
    Masz dobry pomysl na kogo glosowac aby wyrownac wszelkie deformy (wymiaru sprawiedliwosci, szkolnictwa itd, itp) PISu?
    Jesli tak, chetnie sie dolacze.
    PS: jestem tem niepoprawnym naiwnym optymista, ktory (idiota) probowal zaprosic na Wigilie w Ottobrunn polskich kierowcow , byla spora dyskusja tu na tym forum.
    Chyba juz nigdy nie zmadrzeje 🙁

  3. Oszukuje sie Pan.

    Narod/Suwerem wybral sobie taka polityczna wiekszosc, ktora bedzie wpychac knebel do gardel myslacym inaczej.
    Dlczego?
    Ano dlatego ze IV Wladza III i IV PR go odmozdzala od 1989 r.

    Pan. L.Jazdzewsk, jestes jednym z tych odmzdzaczy.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. zbigniew
    11 grudnia o godz. 22:03 37726

    Kiedys za dobry pomysl uwazano, by Polska wypowiedziala wojne USA i szybko sie poddala.
    Dzis na dobry pomysl wyglada wypowiedzenie wojny Chinom…

    Sorry.

  6. Krok po kroku, dzien pod dniu… obecna Polska konsekwentnie podaza w strone Bialorusi!

  7. Narod/Suwerem wybral sobie taka polityczna wiekszosc, ktora bedzie wpychac knebel do gardel myslacym inaczej.

    „„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„
    Wiekszosc Polakow NIE glosowala na PiS. To „wspaniala” ordynacja wyborcza i sposob przeliczania glosow na miejsca w Sejmie
    pozwolily im uzyskac wiekszosc.

  8. Aspiryna
    11 grudnia o godz. 22:35 37730

    Wiem, ze na Kacza Wolke glosowalo 18% Ziomali. Ale to wystarczylo, by J.Kaczynski mial wladze Genseka i mogl wybierac sobie prezydentow, premierow, ministrow, itd.

    Ale to nie wina ordynacji wyborczej ino politycznego analfabetyzmu WIEKSZOSCI Polakow za ktory odpowiada IV Wladza.

  9. Ciekawe, czy tfurcy przez wielkie TFU Ustawy o radiofonii i telewizji przewidzieli konsekwencje wymyślonego przez nich prawa ? Dziś neobolszewicka władza wykorzystuje przepisy uchwalone przez styropianowoetosowy Sejm. Przepisy, które dublują Kodeks Karny i Kodeks Wykroczeń. w ogóle KRRiT była chyba już w zamyśle instrumentem politycznej kontroli nad mediami. To ciało w obecnym kształcie uważam za szkodliwe. Jeżeli już to Rada powinna jedynie czuwać nad przestrzeganiem technicznych kryteriów emisji, ale do tego wystarczyłby odpowiedni wydział w ministerstwie.

  10. snakeinweb
    11 grudnia o godz. 15:43

    No cóż, ciepła woda w kranie, to w pewnym sensie też demokratyczny standard. Różnica między Tuskiem a IV RP polega na tym, że ta ostatnia jest gotowa sporej częsci obywateli tę wodę teraz zakręcić. Wylewanie żalów i obwinianie Tuska nie zachowywał się tak, jak dziś zachowuje się Kaczyński jest dowodem na niezrozumienie demokracji jako takiej.

  11. @zbigniew

    Ja będę głosował tylko na bezpartyjnych i zrzeszenia lokalne w moim okręgu wyborczym, którzy nie mają żadnych związków z koncesjonowanymi centralnie mafiami partyjnymi.

    To znaczy, że będę głosował, jak się wprowadzi demokrację z prawem udziału niezależnych i organizacji lokalnych w wyborach (powszechne, równe i wolne wybory)

    Więc nie będę radził na kogo głosować, bo i tak nie ma wyboru nie ma na kogo głosować. Głosowanie w farsie wyborczej nie ma żadnego sensu. W komunie jakbyś nie głosował to zawsze wychodziła komuna. Dzisiaj jakbyś nie głosował to wychodzi postkomuna, która się dzisiaj POPiS nazywa.

  12. @mr.off

    Sam jesteś żałosną ofiarą skutecznego odmóżdżenia, skoro uważasz, że ordynacja wyborcza nie ma znaczenia dla wolnego wyrażania woli suwerena. Ordynacja wyborcza jest jedynym środkiem wyrażenia woli narodu w demokracji. A jak „suweren” nie ma możliwości suwerennego zgłaszania i wybierania swoich kandydatów w wyborach, to z definicji nie jest suwerenem.

    Bez biernego prawa wyborczego nie ma wyborcy. Jest co najwyżej ciul, który jak w PRL-u, Korei Północnej, czy w III/IV RP zatwierdza listy paru partyjnych mafiozów. A Sejm w takich „wyborach” wraz z nierządem i z „opozycją” nawet w promilu nie reprezentuje narodu, lecz w 100%-tach reprezentuje partyjnych mafiozów. Nawet gdy zapędzą 99,99% ciuli do takich psuedowyborów.

  13. @Lubicz56
    Poprzedzający komentarz weź również do siebie.

  14. Wychodowali nowwego Cybę, mordercę

  15. Snake,
    Zacznijmy może od tego, że włączenie byłych państw tzw. demokracji ludowej (w tym więc też i Polski) w orbitę wpływów Unii Europejskiej przyniosło im problemy takie jak ma dziś Grecja czy Portugalia, czyli marginalizacje i zubożenie, jako że w UE liczą się przecież tak naprawdę jedynie interesy najsilniejszych jej członków, czyli Niemiec i Francji oraz do pewnego stopnia Italii. Reszta członków Unii, a więc także a nawet szczególnie Polska, nie ma w niej praktycznie nic do powiedzenia, a przyjęte one zostały tylko jako kraje buforowe, oddzielające Unię od odpowiednio Rosji. niestabilnych Bałkanów i niestabilnej Ukrainy oraz jako źródła taniej siły roboczej i rynki zbytu dla nadwyżek wyprodukowanych w tzw. Starej, czyli zamożnej Unii.
    Demokracja jest zaś w kapitalizmie taką samą fikcją jak np. sprawiedliwość, z tym, że w ustrojach klasowych, opartych na własności prywatnej i zysku, demokracja zawsze przekształca się w plutokrację, czyli w rządy bogaczy. Takie są po prostu prawa rządzące społeczeństwem klasowym.
    W większości państw świata większość społeczeństwa interesuje się być może polityką, ale nie na poziomie z góry przecież ustawionych przez rządzące nami elity, walk pomiędzy partiami politycznymi, biorącymi udział w tej parodii demokratycznych wyborów, a co z góry wyklucza wybór najlepszych ludzi do władz państwowych. W najbogatszych państwach świata większość ludności zaś wie, że wybory i parlamenty są tam tylko parodią demokracji, a wiec bojkotuje wybory albo oddaje (jak np. w Australii) nieważny głos. Sam fakt, że rządzą nami elity, które zmieniają się nie w wyniku wyborów, a tylko w wyniku rewolucji (patrz teoria elit V. Pareto) oznacza zaś, że wykluczony jest wybór najlepszych ludzi, jako że nie są oni dopuszczani do kandydowania na najwyższe stanowiska w państwie, co z kolei oznacza, że osoby zajmujące te stanowiska są z reguły marionetkami wielkiego ponadnarodowego zachodniego kapitału, który tak naprawdę rządzi tzw. Zachodem. Innymi słowy, na tzw. Zachodzie (I świecie) nie ma od dawna demokracji, a jest tylko plutokracja i to samo odnosi się także do państw z obrzeża owego I świata, czyli też i do Polski. A za utrzymanie się przy władzy plutokratów, to ja walczyć nie mam zamiaru.

  16. Szanowny Panie redaktorze

    Za glupote w tym wypadku dziennikarzy trzeba placic. Poszanowanie prawa a w tym wypadku woli wyborcow nie moze byc lamane przez reporterow telewizyjnych. Sluszna decyzja.

    Slawomirski

  17. Panie Redaktorze,
    Przypominam, że prawo obowiązujące obecnie w Polsce zabrania tylko stosowania cenzury prewencyjnej środków społecznego przekazu. Co prawda Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej gwarantuje każdemu wolność wypowiedzi i oznacza to, że w teorii każdy z nas ma prawo do wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania uzyskanych informacji, to jednak art. 54 owej Konstytucji głosi tylko, że „Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane”. Nie ma tam zaś nic o zakazie innego rodzaju cenzury niż prewencyjna, a więc obecnie w Polsce dozwolona jest prawnie cenzura post factum. Dozwolone są więc obecnie w Polsce przez prawo takie rodzaje cenzury, jak:
    – prawna – w Polsce prawo zakazuje bowiem publikowania określonych treści pod groźbą rozmaitych kar, które są egzekwowane na normalnej drodze prawnej czyli przez organy ścigania i sądy;
    – represyjna – polegająca na ściganiu, karaniu i wycofywaniu z obiegu materiałów objętych cenzurą, jednak bez cenzurowania ich przed publikacją;
    – wewnętrzna (odredakcyjna) – odbywająca się nie na mocy prawa lecz na mocy wewnętrznych przepisów porządkowych (regulaminów – pisanych i niepisanych) wewnątrz wydawnictw (w tym internetowych) czy stacji radiowych oraz telewizyjnych, a polegająca na kontrolowaniu publikacji przez właścicieli tychże mediów;
    – polityczna – ograniczenia wolności słowa dotyczących polityki, szczególnie zaś krytyki władz (np. urzędu Prezydenta Rzeczypospolitej oraz innych głów państw – np. sprawa krytyki Wojtyły przez Urbana) oraz
    – religijna – w Polsce mamy de facto ograniczenia publikacji krytykujących religię rzymsko-katolicką – zarówno jej dogmaty jak też i bardziej przyziemne sprawy typu postępowania kleru czy też zarządzania finansami kościoła rzymsko-katolickiego oraz, last but not least, przepisy prawa karnego o tzw. obrazie uczuć religijnych.

  18. Snake,
    Demokracja JEST z definicji pojęciem abstrakcyjnym, tak samo jak dyktatura, pokój, wojna, polityka czy gospodarka. Poza tym, to prawdziwa demokracja, czyli prawdziwe ludowładztwo jest możliwe tylko w demokracji bezpośredniej. Demokracja bezpośrednia (z greckiego demos = lud oraz kracja = panowanie, władza), czyli bezpośrednie ludowładztwo jest to bowiem bezpośrednie panowanie ludu – inaczej system polityczny, w którym decyzje podejmuje się przez głosowanie ludowe (plebiscyt, referendum), w którym wziąć udział mogą wszyscy obywatele uprawnieni do głosowania. Tylko w demokracji bezpośredniej, inaczej niż w obecnej dziś w większości państw zachodnich demokracji pośredniej (parlamentarnej), obywatele mają wpływ na decyzje podejmowane przez władze.
    System najbliższy demokracji bezpośredniej występuje obecnie głównie w Szwajcarii – praktycznie każda ustawa federalna i lokalna może tam zostać poddana pod referendum, tak więc prowadzi się tam więcej referendów niż we wszystkich pozostałych państwach świata łącznie. Poza Szwajcarią, demokrację bezpośrednią stosuje się również w Liechtensteinie. Innym krajem w którym funkcjonowała demokracja bezpośrednia była Libia za czasów Kadafiego – stąd też był on tak bardzo znienawidzony przez pseudodemokratyczny Zachód.
    Demokracja bezpośrednia pozwala uniknąć takich wad demokracji pośredniej (parlamentarnej), jak:
    – Brak w demokracji pośredniej (parlamentarnej) skutecznego narzędzia do zmuszenia polityków wybranych do rządu na lata (na ogół 3 do 5) do respektowania swoich obietnic wyborczych, jako że wynik referendum oddaje opinię ludzi w danej chwili, a nie w chwili ostatnich wyborów. W krajach gdzie pomiędzy wyborami następują zwykle duże zmiany poparcia dla ugrupowań politycznych (tak jak np. w Polsce) demokracja pośrednia musi zawsze prowadzić do podejmowania decyzji wbrew woli wyborców. W demokracji pośredniej częściowo tylko przeciwdziałać mogłyby temu tylko częstsze wybory (np. co rok), na co jednak nie godzą się partie polityczne z ugrupowaniem Kukiza włącznie.
    – Referenda są całkowicie odporne na głosowanie taktyczne, czyli głosowanie na inną opcję lub kandydata niż najsilniej popierany (przez daną osobę głosującą, a nie ogół wyborców) w celu np. zablokowania kandydata albo partii najbardziej nielubianych przez danego wyborcę (np. ostatnio we Francji często głosowano nie za konkretną partią, ale przeciwko partii Pani Le Pen).
    – W demokracji pośredniej (parlamentarnej) wyborca nie ma możliwości wypowiedzenia się w dowolnej sprawie. Jeśli ktoś, tak jak np. ja, zgadza się z jedną opcją polityczną w pewnych sprawach (np. z PIS w kwestiach ekonomicznych), a nie zgadza się w innej (np. z PiS w kwestiach obyczajowych), to w demokracji pośredniej nie będzie on z reguły nigdy prawidłowo reprezentowany. W demokracji bezpośredniej ma on zaś możliwość głosowania w każdej sprawie według swojego własnego uznania, niezależnie od stanowiska partii politycznych w danej sprawie a więc nie musi on głosować na konkretnego polityka (kandydata), który przecież nie musi w demokracji pośredniej spełniać swoich obietnic wyborczych, a tylko głosuje za albo przeciwko danemu rozwiązaniu w konkretnej sprawie.
    – Wola establishmentu politycznego w demokracji pośredniej (parlamentarnej) powoduje, że podejmowane są w niej często decyzje niezgodne z wolą wyborców, natomiast w demokracji bezpośredniej wyborcy mogą podjąć decyzję w każdej konkretnej sprawie wbrew woli establishmentu politycznego.
    – W demokracji pośredniej (parlamentarnej) wyborcy NIE są odporni na różnego typu naciski, korupcję i inne czynniki, które powodują podejmowanie przez polityków decyzji wbrew woli wyborców, a co nie jest możliwe w demokracji bezpośredniej, gdzie owe elity NIE maja nic do powiedzenia, jako że decyzje podejmuje w niej lud, a nie reprezentanci owych, a ogół skorumpowanych, elit.
    – W demokracji pośredniej czyli parlamentarnej wyborcy nie mogą wykazać inicjatywy w zarządzaniu państwem, a w demokracji bezpośredniej mogą oni nawet ustalać temat głosowania, np. w referendum wstępnym.
    Pozytywne efekty stosowania demokracji bezpośredniej są następujące:
    – Większe zadowolenie z życia (niem. Lebenszufriedenheit; ang. life satisfaction). Efekt ten ma bardzo wysoki poziom istotności statystycznej i ma porównywalny wpływ na zadowolenie z życia, co wzrost dochodów. Z większego zadowolenia z życia, wraz ze wzrostem partycypacji, korzystają także w równym stopniu wszyscy obywatele, bez względu na wysokość ich dochodów, wykształcenie, wiek czy też płeć.
    – Dochód na głowę w jednostkach terytorialnych o silniejszej demokracji bezpośredniej jest na ogół znacznie wyższy aniżeli w jednostkach terytorialnych o stosunkowo mniej rozwiniętych możliwościach współdecydowania.
    – Wydatki jednostek terytorialnych czyli państw, stanów, prowincji, landów, kantonów czy gmin, w których zastosowanie ma demokracja bezpośrednia są z reguły niższe, jako że efektywna kontrola wyborców nad organami władzy możliwa jest bowiem tylko w demokracji bezpośredniej. Im więcej demokracji bezpośredniej tym są więc niższe są koszty sektora publicznego.
    – Zwiększa się skuteczność administracji publicznej oraz zmniejsza się poziom długu publicznego (deficyt budżetowy maleje) i maleje korupcja, jako że tylko w demokracji bezpośredniej możliwa jest efektywna kontrola wyborców nad organami władzy.
    – Wydatki publiczne na edukację na głowę mieszkańca są z reguły wyższe, jeśli możliwe jest przeprowadzanie referendów.
    – W demokracji bezpośredniej ludzie chętniej płacą podatki, aniżeli w demokracji pośredniej, czyli że w demokracji bezpośredniej istnieje mniejsza skala zjawiska uchylania się od płacenia podatków oraz podatki są niższe w jednostkach terytorialnych (państwach, stanach, prowincjach, landach, kantonach czy gminach) o rozwiniętej demokracji bezpośredniej.

  19. mr.off
    11 grudnia o godz. 22:47
    „… to nie wina ordynacji wyborczej ino politycznego analfabetyzmu WIĘKSZOŚCI Polaków za który odpowiada IV Władza.”
    Moim zdaniem to nie „analfabetyzm polityczny” lecz „mierność przedstawicieli klasy politycznej” jest przyczyna tego, iż ponad połowa uprawnionych nie chodzi na wybory.
    Po prostu doszli do wniosku, iż żaden z kandydatów nie zasługuje na wybór a głos „pusty” jest głosem nieważnym zatem szkoda czasu na fatygowanie się do lokalu wyborczego.
    Ponadto niska frekwencja jest bardziej „nośna propagandowo” niż wskaźnik głosów nieważnych.
    Natomiast zgoda co do udziału IV-tej władzy w wykreowaniu takiego stanu rzeczy.

  20. Kaesjot – 14 grudnia o godz. 10:01, 37744
    Mniej więcej to samo chciałem napisać. Po prostu w obecnej, tzw. demokracji pośredniej czyli przedstawicielskiej, coraz więcej obywateli zauważa, że nie ma na kogo głosować, czy to ze względu na niską jakość kandydatów (Trump i Clintonowa w USA, Duda i Komorowski w Polsce), czy też ze względu na to, że coraz więcej wyborców zauważa, że nie ma w ich okręgu wyborczym czy tez generalne państwie kandydata czy też partii, na którego albo którą mogliby oni oddać swój głos. Mnie na przykład podoba się generalnie (po latach ekstremy neoliberalnej) program gospodarczy PiS-u (poza pomysłami typu zamykania sklepów w niedziele), oraz niektóre elementy polityki społecznej, np. 500+, ale nie odpowiada mi zupełnie polityka zagraniczna PiS-u, zbyt zorientowana na USA, NATO i UE a szczególnie zaś odstrasza mnie klerykalizm obyczajowy PiS-u, w tym odebranie kobietom prawa decydowania o własnym ciele czy też oświadczenie premiera Morawieckiego, że ma on zamiar rechrystianizować Europę i to wbrew woli większości Europejczyków. Dochodzi do tego świadomość, że jeśli oddam ważny glos na konkretnego kandydata na posła, to jeśli zostanie on wybrany, będzie on realizować politykę szefa swojej partii, a ja, jako wyborca, nie będę mieć żadnego wpływu na to, jak ten wybrany przeze mnie poseł będzie głosować. Podobnie jest z kandydatami na urząd prezydenta. Stąd też jestem zdecydowanym zwolennikiem demokracji bezpośredniej.

  21. Kaesjot
    Jeszce to: XX-wieczni myśliciele włoscy Vilfredo Pareto oraz Gaetano Mosca, niezależnie od siebie, doszli do wniosku, że to, co nazywamy w kapitalizmie i innych ustrojach klasowych „demokracją”, jest jedynie fasadą, skrywającą rzeczywiste rządy elit. Uznawali oni rządy oligarchii za niezmienną cechę społeczności ludzkich. Masy są według tej teorii apatyczne i podzielone, natomiast elity przedsiębiorcze, aktywne oraz spójne. Fasadowa demokracja burżuazyjna zmienia więc jedynie jawną opresję w manipulację. W koncepcjach socjalistycznych głoszono zaś, że prawdziwa demokracja w sferze politycznej może się zrealizować tylko w warunkach demokracji społeczno-ekonomicznej, czyli w warunkach równości nie tylko formalnej (prawnej), ale także i majątkowej (ekonomicznej), jako że w warunkach znacznych nierówności majątkowych, najbogatsi mają nieporównywalnie większy wpływ na polityków, urzędników państwowych i sędziów niż masy, które nie posiadają wielkich majątków umożliwiających im legalne przekupywanie (korumpowanie) polityków, urzędników państwowych i sędziów. Jak bowiem wiadomo, w demokracjach burżuazyjnych takie przekupywanie polityków, urzędników państwowych i sędziów jest usankcjonowane prawnie: lobbyści, wpłaty na fundusze partyjne i wyborcze, manipulacja opinią publiczną przez bogaczy będących właścicielami mass mediów i uprawiających aktywny marketing polityczny na rzecz partii i kandydatów reprezentujących interesy elity pieniądza etc. Przytłaczająca większość zachodnich demokracji parlamentarnych dopuszcza bowiem gromadzenie przez partie polityczne datków od prywatnych osób i firm (bezpośrednio lub za pośrednictwem specjalnych funduszy). Tylko w teorii nie powinno to mieć żadnego wpływu na procesy legislacyjne, ale w praktyce jest przecież bardzo mało prawdopodobne, aby politycy, którzy są przecież tylko ludźmi, byli odporni na tego rodzaju wpływy. W Stanach Zjednoczonych podjęto co prawda formalnie wysiłki na rzecz reformy systemu finansowania kampanii wyborczych, która miałaby zapobiegać tego rodzaju patologiom, ale nie ma tam mowy o zakazaniu finasowania partii politycznych czy tez konkretnych polityków przez prywatny kapitał, a wiadomo przecież, że w prawdziwym kapitalizmie, to wszystko jest na sprzedaż – inaczej nie mamy przecież do czynienia z wolnym rynkiem, tą podstawą prawdziwego, czyli rynkowego kapitalizmu. Tak więc dochodzimy do wniosku, ze kapitalizm nie jest kompatybilny z demokracja, że w związku z tym możemy mieć albo kapitalizm, albo demokrację – tertium non datur, jako że w warunkach wolnego rynku demokracja musi się przekształcić w plutokrację. Nie da się bowiem ukryć wpływu, jaki wywierają najbogatsi kapitaliści na procesy polityczne we współczesnych państwach kapitalistycznych i że wpływ ten może być „pozytywny” (finansowy „wkład”, tzw. dotacja albo najzwyklejsza na świecie łapówka) względnie „negatywny” (odmowa płacenia podatków, zagrożenie przeniesieniem zyskownych gałęzi gospodarki w inne miejsce czy też zagrożenie zamieszczenia w kontrolowanych przez siebie mass mediach negatywnych opinii na temat polityki rządu czy też zachowania się poszczególnych polityków).
    Joseph Stiglitz, laureat nagrody im. Nobla z ekonomii, opublikował w roku 2011 w periodyku „Vanity Fair” („Targowisko Próżności”) artykuł zatytułowany „Of the 1%, by the 1%, for the 1%” („Z 1%, przez 1%, dla 1%”), nawiązujący do tzw. adresu gettysburskiego A. Lincolna („Government of the people, by the people, for the people” czyli ,Rządy narodu, przez naród i dla narodu”) w którym postawił on tezę, że Stany Zjednoczone są w coraz większym stopniu rządzone przez najbogatszy 1% i że USA dryfują od czasów Reagana w kierunku plutokracji, ponieważ indywidualni obywatele mają coraz mniejszy wpływ na politykę, a najbogatsi członkowie elit pieniądza – coraz większy. W badaniu przeprowadzonym przez politologów Martina Gilens’a z Uniwersytetu Princeton i Benjamina Page’a z Northwestern University, a który został wydany w kwietniu 2014 roku, stwierdzono, że ich większość społeczeństwa amerykańskiego w rzeczywistości ma niewielki wpływ na politykę rządu. Patrz też Wikipedia – ‘Fasadowość demokracji’ i ‘Plutokracja’.

  22. Dzisiaj FCC (see Encyclopedia Britannica) zarzucila Obamy pomysl
    „Net neutrality” z 2005 r. i przywrocili competition, tj. konkurencje zgodnie z zasadami wolnego rynku. FCC to taki zandarm ktory kontroluje i handluje czestotliwosciami, m.in public radio broadcast band. FCC potrafii nalozyc wielomilionowe kary jak uzytkownicy wspomnianych airwaves zlamia wymagania tegoz FCC. A jakie one sa ? Na publicznych airwaves nie wolno przeklinac, nie ma porno, zadnego rozbierania (typu Go Go) innymi slowy niemal Korea Pln. Ale, ale… Dotyczy to tylko public radio broadcast band, ktore sa w kompetencji (wlasnoscia) rzadu federalnego. Cable and satellite, live stream, wireless phones, etc. to nie obowiazuje. Jezeli TVN24 uzywa publicznych a nie cablowych laczy czy satelitarnych – cos ich musi obowiazywac.

  23. Wybralem kilka „wyrazen” za ktore FCC w USA nalozyloby kare, cyt.: „wyjców na cmentarzach”, „tępić zdziczenie polityczne i ucinać łby”,
    „ciul-ciuli”, etc. Mozna to z grubsza nazwac jako „shitonthenet”.

    mr. jerkoff, polopiryna, a gdzie wy pobieracie te swoje mizerne „sekury” i „znaczki” na platki owsiane ? Nie w Rz.P., wiec nie wtracajcie sie, nie ublizajcie, nie zajmijcie sie sprawami polskimi.
    Can you grasp such fundamental notion ?
    Well … Can you?

    Piszcie kowalski piszcie, ale powstrzymujecie sie ze sprawami dot. USA, bo nie macie o nich najmniejszego pojecia. Nie wspominajac o jezyku.
    Im dluzej siedzicie w domu przed tym tanim komputerkiem, tym mniejszy zostawiacie po sobie tzw. carbon footprint.

  24. Maciek Placek
    1. Korzystam od dawna z komputera kwantowego, który czerpie energię bezpośrednio ze Słońca, a więc nie zostawiam za sobą żadnego tzw. śladu węglowego.
    2. Przypominam ci, że Amerykanin, i to nie byli jaki po koszernego pochodzenia (a więc jeśli go krytykujesz, to jesteś automatycznie antysemitą i nie masz czego szukać w USA), czyli sam profesor Joseph Stiglitz, laureat nagrody im. Nobla z ekonomii, opublikował w roku 2011 w periodyku „Vanity Fair” („Targowisko Próżności”) artykuł zatytułowany „Of the 1%, by the 1%, for the 1%” („Z 1%, przez 1%, dla 1%”), nawiązujący do tzw. adresu gettysburskiego A. Lincolna („Government of the people, by the people, for the people” czyli ,Rządy narodu, przez naród i dla narodu”) w którym postawił on tezę, że Stany Zjednoczone są w coraz większym stopniu rządzone przez najbogatszy 1% i że USA dryfują od czasów Reagana w kierunku plutokracji, ponieważ indywidualni obywatele mają coraz mniejszy wpływ na politykę, a najbogatsi członkowie elit pieniądza – coraz większy. W badaniu przeprowadzonym przez politologów Martina Gilens’a z Uniwersytetu Princeton i Benjamina Page’a z Northwestern University, a który został wydany w kwietniu 2014 roku, stwierdzono zaś, że ich większość społeczeństwa amerykańskiego w rzeczywistości ma niewielki wpływ na politykę rządu. Patrz też Wikipedia – ‘Fasadowość demokracji’ i ‘Plutokracja’.

  25. Maciek Placek
    1. Korzystam od dawna z komputera kwantowego, który czerpie energię bezpośrednio ze Słońca, a więc nie zostawiam za sobą żadnego tzw. śladu węglowego.
    2. Przypominam ci, że Amerykanin, i to nie byli jaki bowiem koszernego pochodzenia (a więc jeśli go krytykujesz, to jesteś automatycznie antysemitą i nie masz czego szukać w USA), czyli sam profesor Joseph Stiglitz, laureat nagrody im. Nobla z ekonomii, opublikował w roku 2011 w periodyku „Vanity Fair” („Targowisko Próżności”) artykuł zatytułowany „Of the 1%, by the 1%, for the 1%” („Z 1%, przez 1%, dla 1%”), nawiązujący do tzw. adresu gettysburskiego A. Lincolna („Government of the people, by the people, for the people” czyli ,Rządy narodu, przez naród i dla narodu”) w którym postawił on tezę, że Stany Zjednoczone są w coraz większym stopniu rządzone przez najbogatszy 1% i że USA dryfują od czasów Reagana w kierunku plutokracji, ponieważ indywidualni obywatele mają coraz mniejszy wpływ na politykę, a najbogatsi członkowie elit pieniądza – coraz większy. W badaniu przeprowadzonym przez politologów Martina Gilens’a z Uniwersytetu Princeton i Benjamina Page’a z Northwestern University, a który został wydany w kwietniu 2014 roku, stwierdzono zaś, że ich większość społeczeństwa amerykańskiego w rzeczywistości ma niewielki wpływ na politykę rządu. Patrz też Wikipedia – ‘Fasadowość demokracji’ i ‘Plutokracja’.

  26. Maciek Placek
    I co powiesz na to: w Chinach jest dziś tylko 3.3%, nędzarzy, a w Polsce aż 17.6%, zaś w USA też sporo, gdyż aż 15.1%, jako że trzeba tu wziąć pod uwagę zarówno wysokość przeciętnych dochodów jak też i wysokość progu ubóstwa w lokalnej walucie. Poza tym, to współczynnik nierówności Giniego jest mocno zaniżony w USA, jako że nie bierze on pod uwagę niskich na ogół dochodów jakże tam licznych nielegalnych imigrantów.
    Poza tym, to prawie każdy kraj kapitalistyczny to są wyspy bogactwa w oceanie biedy. Tyle, że w Europie Zachodniej to te wysepki zamożności są jakby nieco większe, a ocean biedy jakby nieco mniejszy, a w tzw. III świecie i w USA, te wysepki są malutkie, a ocean zaś olbrzymi. Przykładowo w biedzie żyje obecnie aż 46.5 milionów mieszkańców USA, w tym w biedzie absolutnej czyli nędzy żyje aż 20.4 milionów Amerykanów.
    A poza tym jeszcze, to według Banku Światowego, ponad 500 milionów ludzi zostało wyciągnięte w Chinach Ludowych (ChRL) z ubóstwa w latach 1981-2012, jako że wskaźnik ubóstwa spadł tam z aż 88% w 1981 r. do zaledwie 6,5% w roku 2012, głównie dlatego, że PKB Chin wzrósł w latach 1980-2016 prawie 37 razy (licząc w cenach bieżących) i aż 69 razy (licząc w cenach porównywalnych, czyli PPP). Dla Polski odpowiednio wskaźniki tego wzrostu PKB są zaś zaledwie nieco ponad 8 i prawie 6. Wynika z tego, że Chiny, pod władzą komunistów, zwiększyły w latach 1980-2016 swą gospodarkę aż nawet do około 10 razy więcej niż Polska, od roku 1989 będąca pod wpływem zachodniego kapitału. Innymi słowy – gospodarka Chin Ludowych (ChRL) rozwijała się w tych latach w średnim tempie (tzw. compound annual growth rate) pomiędzy około 10,5% rocznie (licząc w cenach bieżących) a 12.5% (licząc w cenach porównywalnych, czyli PPP), a gospodarka Polski tylko w tempie odpowiednio około 6% i 5% rocznie, a więc mniej więcej dwa razy wolniej niż Chiny Ludowe, pod władzą tych „złych” komunistów. Dziwne, że nie daje to ani w USA ani też w Polsce nikomu nic do myślenia…

  27. Leonid Kagan, you’re, no doubt, a massive moron.

    https://www.wired.com/2017/03/race-sell-true-quantum-computers-begins-really-exist/

  28. Maciek Placek
    Stać cię już tylko na chamskie ataki ad personam? Zapoznaj się lepiej z pismem Prokuratury Rejonowej Warszawa-Ochota – Sygn. Akt PR 4 Ds. 437.2017 z dnia 3 grudnia b.r.

  29. Trzeba iść do sądu.

  30. mpn
    Kto ma iść do sądu?

css.php