Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Moja polityka - Liberalny blog Leszka Jażdżewskiego Moja polityka - Liberalny blog Leszka Jażdżewskiego Moja polityka - Liberalny blog Leszka Jażdżewskiego

23.12.2017
sobota

Kto zakazuje śpiewania kolęd?

23 grudnia 2017, sobota,

Organizacja Ordo Iuris apeluje do MEN w sprawie organizacji jasełek w przedszkolach i szkołach. Petycję, pod którą Ordo Iuris zbiera podpisy w internecie, można znaleźć tu.

Organizacja twierdzi, że w Polsce katolikom utrudnia się wychowanie dzieci w duchu ich religii, co samo w sobie może budzić lekkie zdumienie, zważywszy że w szkołach zajęcia z religii są pod względem liczby godzin na czwartym miejscu w ciągu całego cyklu edukacyjnego.

Ordo Iuris powołuje się na konstytucję – art. 48 ust. 1, który gwarantuje, że „rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami”, i art. 53 ust. 3, który stanowi, że „rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami”.

Przestrzeganie prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z ich przekonaniami to inicjatywa ze wszech miar godna poparcia. Dziś w szkołach, rzekomo publicznych, jest ono kompletną fikcją. Rok szkolny rozpoczyna się – oficjalnie i na zaproszenie dyrekcji – mszą świętą. Uroczystości szkolne bywają zdominowane przez księdza. Nadobowiązkowe zajęcia dodatkowe z katechezy Kościoła katolickiego traktowane są jako zajęcia domyślne, w zasadzie obowiązkowe dla wszystkich uczniów, niezależnie od ich faktycznych związków z instytucją Kościoła.

Śpiewanie kolęd, zwyczaj powszechny, niezależnie od religijnych przekonań w Polsce może być bardzo dobrym ćwiczeniem na lekcjach muzyki. Nie widzę też problemu, żeby uczniom uczęszczającym na katechezę umożliwić wystawienie w szkole przedstawienia, popularnych jasełek, na podobnych zasadach jak teatralnemu kołu zainteresowań – z pewnością byłby to przyjemny przedświąteczny akcent dla wszystkich zainteresowanych. Oczywiście takie przedstawienie nie może z oczywistych względów być obowiązkowe.

Normą niestety jest zapewnianie na katechezie frekwencji na siłę, przesuwanie jej pomiędzy inne zajęcia, „żeby księdzu nie było przykro”, to również popularne praktyki wśród dyrektorów, które szkodzą dzieciom przymuszanym do uczęszczania na zajęcia, w których nie chcą brać udziału, lub do spędzenia godziny czasu na korytarzu. Odseparowanie od reszty grupy, szczególnie dla najmłodszych dzieci, może być autentyczną traumą, na którą nie mamy prawa ich narażać.

Z prawa do wyznawania i wychowywania dzieci w duchu własnych przekonań uczyniono instrument przymusu, bicz na wszystkich, także tych, którzy woleliby szkołę, która nie zmusza dzieci i ich rodziców do światopoglądowych deklaracji.

Petycja Ordo Iuris przypomina nam, że to obecna pozycja oficjalnego nauczania Kościoła katolickiego podniesionego do rangi szkolnego przedmiotu jest aberracją i złamaniem zasady neutralności światopoglądowej państwa. I kosztuje rocznie miliard trzysta pięćdziesiąt milionów złotych płaconych z kieszeni podatnika Kościołowi, instytucji przecież niebiednej. Może warto za część tych pieniędzy zapewnić dzieciom ciepły posiłek w szkole? Nie tylko od święta?

Wesołych świąt wszystkim, obyśmy częściej mówili do siebie ludzkim głosem.

Autor: Leszek Jażdżewski

Publicysta, politolog, założyciel i redaktor naczelny liberalnego magazynu „LIBERTÉ!”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 116

Dodaj komentarz »
  1. Podatnik jest katolicki a nie świecki. Więc odwal się pan od podatków polskiego podatnika.

  2. Większość podatników to katolicy jak najbardziej świeccy, i większość z nich nie chce marnowania ich pieniędzy na finansowanie religii.

  3. Powyższy wpis (S) pokazuje jak można komuś mózg wyprać.
    I to pranie jest na najwyższych obrotach; bo jakie wnioski wyciągnie ciemniak, któremu podsunie się pod nos rzeczoną petycję?
    Ano takie, że w Polsce katolicy są ciemiężeni i nie mogą wychowywać dzieci po swojemu. Co jest prawdą a rebours.
    Kto się będzie narażał na wytykanie palcem i wyzywanie od heretyków?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. snakeinweb
    A ja jestem niekatolickim podatnikiem i nie życzę sobie, aby Polska była kolonią Watykanu.

  6. „Z prawa do wyznawania i wychowywania dzieci w duchu własnych przekonań uczyniono instrument przymusu, bicz na wszystkich, także tych, którzy woleliby szkołę, która nie zmusza dzieci i ich rodziców do światopoglądowych deklaracji.”

    Warto przeczytać to zdanie parę razy i zastanowić się co ono znaczy i jak to ogranicza naszą wolność.
    Amen

  7. Wyznawcy sekty ateistycznej muszą się oczywiście opierać na swoich zaklęciach i kłamstwach. Wszystkie poważne badania społeczne wykazują, że zdecydowana większość społeczeństwa polskiego akceptuje religię w szkole i jej finansowanie ze środków publicznych. Wystarczy przez parę sekund pogooglać, by to stwierdzić.

    Ogromna większość podatników to katolicy. „Katolickie” są również płacone przez nich w formie podatków złotówki. I nie da się tego podważyć nawet sforze spienionych hejterów osieroconych upadkiem sowieckiego kołchozu. Obudźcie się. Czasy w których UB-cy i sekretarze partii chrzcili swoje dzieci po kryjomu minęły bezpowrotnie.

  8. najwiekszym wrogiem koscioła kat, pis oraz tzw ”kaszkietowej lewicy spod znaku Razem ” jest wolny człowiek z klasy sredniej , drobny kapitalista czyli burżuj , kapitalizm każdemu daje szansę , zrobic pieniądze pieniądze może każdy kto ma pomysl-sposobność-fach -etc . Ktoś kto zrobil pieniądze jest niezalezny czyli WOLNY. a wolny czlowiek to wrog kosciola kat, pis , ”kaszkietowej lewicy ” oraz starych komuchow z prl . Bo wolnemu człowiekowi nie jest potrzebny żaden z w/w osobników , a każdy z w/w osobników o niczym innym nie marzy żeby nieustajaco walczyć o zdrowie, szczescie i pomyślność zwykłego człowieka nigdy przy tym nie stwarzając mozliwości by ów zwykły człowiek zył szczesliwie i pomyslnie . Bo jesli zwykły czlowiek byłby szesliwy i zyl w pomyslności to po co mu ”zbawiciele” spod znaku koscioła katolickiego, pis , ” kaszkietowej lewicy ” oraz starych komuchow z prl -u ? No po nic . Więc ” zbawiciele ” gonią krolika tak by go nie zlapać. A LIBERALIZM , kapitalizm , wolność , prawa człowieka to najwięksi wrogowie owych ” zbawicieli ” bo zwykli ludzie żyjąc w liberalizmie, kapitalizmie , wolnosci i w prawach człowieka szybko sie orientują ze owych ” zbawicieli ” NIE POTRZEBUJĄ. Dla tych ” zbawicieli ” liberał to szatan a kapitalizm , który sprawiedliwie daje szanse każdemu to Sodoma i Gomora.

  9. panie snakeinwebie ,

    ze wszystkich gatunków osobników występujących na forach Polityki to pan najbardziej pasuje do okreslenia ” hejter osierocony upadkiem sowieckiego kolchozu ” . oczywiście ma pan nieprzyjemnośc wystepować w liczniejszym gronie , nie jest pan sam , ale , mozna powiedzieć , że jest pan ” typowym , zerującym osobnikiem gatunku ” . Oczywiście nie zeruje pan na zoledziach czy burakach , panskim żerem jest hejt wszystkiego co tylko trochę czuć własnie liberalizmem . Pa , pa , postsowiecki hejterze.

  10. @blackley
    Już się tak nie pluj i nie bredź. Poszukaj lepiej jakiś poważniejszych badań świadczących, że większość polskich podatników nie chce religii w szkołach i nie życzy sobie jej finansowania. Jakieś fakciki proszę. A z tonami piany na ustach proszę się udać do kibla. Tam jest właściwsze miejsce.

  11. @ snakeinweb
    Niech sobie katolicy sami finansuja lekcje religii poza szkolami, placac dobrowolny podatek na Kosciol. I niech odwala sie od ludzi, ktorzy nie zycza sobie religii w szkolach za publiczne pieniadze.

  12. panie snakeinwebie ,

    1. po pierwsze , nie mam zyczenia by jakiś hejter się pospolitował ze mną . Per pan , tak proszę się zwracać. 2.tony piany , plucie i bredzenie ? pan raczy zartować , panie snakeinwebie, to pańska specjalność , specjalność hejtera ktrory hejtuje wszystko i wszystkich ale na dzwięk słowa LIBERALIZM dostaje spazmów wsciekłości . Jak to homosovieticus .

    Co do badań i ” fakcików” – co za okropna maniera zdrabniania słów , mówi pan też pieniążki ? – nie mam pojecia jakie są badania . Ale znam sporo ludzi mających o religii w szkołach jak najgorsze zdanie. No ale są to zapewne LIBERAŁOWIE. Pan takich ludzi znać nie mo ze bo na sam dzwiek słowa LIBERALIZM zaczyna pan lać hejt. jak to homosovieticus.

  13. @kruk

    Katolicy sami sobie finansują lekcje religii w swoich szkołach publicznych. Ja radzę się odwalić od polskich i katolickich podatników. Zakładaj i finansuj sobie własne szkoły. Zalecam specjalny przedmiot dodatkowy. Elementarnych zasad zachodniej demokracji i kultury. Bo widać po komentatorach na tym blogu, że po dekadach wychowania w sowieckim kołchozie istnieje w tym zakresie ciągle olbrzymia luka edukacyjna.

    W cywilizacji zachodniej praktykowanie i wychowanie swoich dzieci w swojej własnej religii to jedno z najbardziej podstawowych praw ludzkich, które państwo cywilizowane ma nie tylko obowiązek chronić, ale jak trzeba to i wspomagać.

  14. @ blackley

    Nie zrozumiałeś po grzecznemu? Mam powiedzieć spadaj? Czy jeszcze bardziej po polskiemu?

  15. Panie snakeinwebie,

    Blog zdaje się nie jest pański czyż nie ? W sensie ,ze nie Pan jest Gospodarzem ? Tak ? Czy się mylę ?
    Po drugie – nie umie Pan czytać ? Prosiłem Pana by zechciał Pan zwracać się do mnie per Pan bo nie mam życzenia pospolitowac się z hejterem . Panem czyli.
    Po trzecie – w jakim języku ma Pan nieprzyzwoitosc zwracać się do mnie ? „” po polskiemu .. Po grzecznemu ,, to chyba Pan jest ten cham w gumofilcach o którym mówił Pan Cimoszewicz ostatnio. Hejtowanie wszystkiego i wszystkich , nienawiść do LIBERALIZMU, dziwaczne składnia , …. pasuje do gumofilcow i wyprozniania się na środku pokoju o czym to mówił Pan Cimoszewicz.

  16. @ snakeinweb
    „Jak trzeba, wspomagac”. Kto ma decydowac o tym, ze trzeba wspomagac? Ordo Iuris? A jezeli ateisci zechca byc wspomagani, bo im przeszkadza nachalna obecnosc Kosciola w szkolach, to co? Cos tu pleciesz o cywilizacji zapominajac, ze w krajach cywilizowanych panuje wolnosc wyznania albo niewyznawania zadnej religii. Mozna sobie probowac wyobrazic, co by sie stalo, gdyby np. w krajach o duzych populacjach muzulmanskich wszyscy zaczeli sie pchac ze swoja religia do szkol.

  17. @snakeinweb A Kim do diabła Pan jesteś, żeby wypowiadać się w imieniu katolików! Katolicy mają różne poglądy polityczne, a nawet różne poglądy na dogmaty wiary. Samozwańczy papież się znalazł!

  18. Panie Blackley i panie Snake!
    Bardzo ładnie się tu ze sobą kłócicie, ale pamiętajcie, że kapitalizm z wolnością ma tyle samo (czyli nic) wspólnego, co ma z nią kościół. Kościół zniewala bowiem maluczkich intelektualnie (umusłowo) a kapitalizm zniewala i ich także fizycznie. Kapitalizm oparty jest bowiem na przymusie pracy dla wszystkich pozbawionych kapitału i na wyzysku czyli okradaniu mas ludzi pracy przez garstkę kapitalistów, a kościół opiera swą materialną egzystencję na jak najbardziej kapitalistycznym handlu luksusowymi apartamentami z pełną obsługą, tyle że nie na tym Świecie, a w nieistniejącym Niebie (w znaczeniu transcedentalnym, a nie fizycznym). Kapitalista i klecha mają więc ze sobą bardzo wiele wspólnego, jako że boje oni żyją z tego, że oszukują i wyzyskują maluczkich, tyle że każdy z nich robi to po swojemu, a na ogół idą oni ręka w rękę, jako że bez kościoła, to nie byłoby kapitalizmu (a przedtem niewolnictwa i feudalizmu), gdyż tylko kościół powstrzymuje robotników (a dawnej powstrzymywał niewolników i chłopów pańszczyźnianych) przed rewolucją, strasząc ich nieistniejącym piekłem.
    Wesołych Świąt Panowie Snake i Blackley!

  19. @kruk
    A kto ci broni nie wyznawać żadnej religii? Kto cię zmusza do wysyłania dzieci na religię? Kto cię zapędza na siłę do kościoła?

    W tym swoim zacietrzewieniu nie zauważacie, że to wam się marzą zakazy, sami stosujecie nietolerancję i wykluczanie. Nie krzyczycie, że chcemy etyki w szkołach i niechodzenia na religie, bo nie macie ku temu nawet podstawy. Krzyczycie zakażmy katolikom nauki religii w szkołach. Nie krzyczycie, że chcecie zadeklarowanych ateistów, protestantów w życiu publicznym (tu też nie macie podstaw, bo nikt im udziału nie broni), tylko krzyczycie wpędźmy z życia publicznego księży i zadeklarowanych katolików. I tak wrzeszczycie te postsowieckie wykluczające i nietolerancyjne absurdy.

    Wolność polega na tym, że każdy sobie wierzy w co chce i nie musi się tego wstydzić. Może to robić otwarcie w domy, w szkole, w życiu publicznym, w polityce. Natomiast sowietyzm i zamordyzm polega na zakazach i wykluczeniu. Wierzyć można sobie tylko prywatnie lub w podziemiu.

    W tej sprawie to wy należycie do postsowieckich zamordystów. Krytykujecie PiS, że prowadzi Polskę na Dziki Wschód, a sami żeście z tej wschodniej mentalnej dziczy nie wyrośliście.

    Wolność wyznawania religii, również publicznie, to był jeden z najważniejszych postulatów Solidarności’80 a odzyskanie tych praw po 1989 roku było aktem powrotu Polski do zachodniej cywilizacji. I sobie te bolszewickie marzenia o wykluczaniu katolików z Polski wybijcie z głowy.

  20. @Jarek16

    Jestem Polakiem, katolikiem i podatnikiem i żaden PiSdzielec nie będzie mi zabraniał wypowiadać się w swoim i w zbiorowym imieniu. A że Polacy w ogromnej większości akceptują religię w szkołach publicznych wynika również z badań socjologicznych. Więc tym bardziej mam uzasadnione prawo wypowiadać się w tej sprawie w imieniu Polaków.

    Gdyby w Polsce było 5% katolików, to też broniłbym ich niezbywalnego prawa do lekcji religii i do bycia katolikami w życiu publicznym. Tak jak mają go dzisiaj protestanci, prawosławni, muzułmanie i żydzi.

  21. Snake
    Albo jesteś Polakiem, albo katolikiem rzymskim. Tertium non datur.

  22. Snake
    Zachodnia cywilizacja jest laicka a nie religiancka. W czasach PRL-u byliśmy więc znacznie bardziej zachodni niż dziś. Dziś jesteśmy Arabią Saudyjską Europy, tyle że rzymskokatolicką. Nie stać jest nas nawet na nasz własny narodowy kościół, w odróżnieniu od np. Wielkiej Brytanii, Szwecji, Danii, Finlandii, Norwegii czy też Islandii.

  23. Nawet w PRL-u nikt nie zabraniał rodzicom wychować dzieci po katolicku.
    Gdy w mojej miejscowości ktoś gorliwy doniósł do Komitetu PZPR, że ksiądz wikary za bardzo się angażuje w pracę z młodzieżą to odpowiedział -” lepsze to niż by mieli chuliganić”

  24. W zamierzchłych czasach PRLu całkiem nieźle prosperowały „prywatne” szkoly średnie prowadzine przez zakonników. Ciekawe, kto pierwszy wpadnie na pomysł zakładania w IV RP szkół stricte świeckich i czy taka inicjatywa w ogóle zyska aprobatę MEN.

  25. @snakeinweb
    24 grudnia o godz. 0:04

    … broniłbym ich niezbywalnego prawa do lekcji religii i do bycia katolikami w życiu publicznym. Tak jak mają go dzisiaj protestanci, prawosławni, muzułmanie i żydzi …

    Prawo spisane na papierze ale nieprzestrzegane i nierespektowane w praktyce jest tyle warte, co papier na którym zostało spisane. Innym słowem, jest prawem iluzorycznym i martwym.

  26. Panie kaesjocie,
    Nic nowego Pan nie odkrył. Prl tak naprawdę pasował i kościołowi kat , jak i prl-owskim feudalom do jakich sekretarza pzpr obojętnie jakiego szczebla można zaliczyć. Głównym wrogiem wikarego i sekretarza był LIBERALIZM. Podobnie jak dziś, z tym że pzpr zastąpił PiS – ale to tylko nazwą bo i ,,ideę,, i personel obu partii są czesto tożsame.Po 1989 roku pzpr wraz z członkami i przybudowkami otrzymał gwarancję nietykalności i bogacenia się. Kościół kat myślał ze będzie w Polsce coś w rodzaju katolickiego kalifatu i przeżywa dysonans poznawczy ze jednak jeszcze takie słowo jak LIBERALIZM zna. Panu też jak widzę sojusz pzpr i kościoła się podobał , najwazniejs,E zeby ,, nie balaganili,, .A tu taki peszek – koscielno- pzpr owska konstrukcja się zawaliła , feudalowie pzpr owscy poszli na szczaw – Ci co nie dali rady się ,,sprywatyzowac ,, i wraz z PiS najwięcej że wszystkiego nienawidzą LIBERALIZMU.

  27. @Lubicz56

    Twoje ostatnie zdanie jest w 100% prawdziwe, ale sugeruje rzeczy fałszywe i niezwiązane z tematem. Chcesz powiedzieć, że inne religie tam gdzie są mocniej reprezentowane nie mogą korzystać z lekcji religii w szkole publicznej?

  28. Panie jakowalski-kellerze-JohnKowalski , czy jak tam się Pan chce w tym tygodniu nazywać ,

    Na pańskim miejscu nie zabieralbym głosu o wadach kapitalizmu. Z tego powodu ze jest Pan kompletnie niewiarygodny jako wieloletni, etatowy pracownik kapitalistyczne j instytucji jaka jest bank w kapitalistycznym semi-niewolnuczym kraju jakim była wtedy RPA. Skoro kapitalizm tak Pana brzydzi należało porzucić pracę w kapitalistyczne instytucji w kapitalistycznym kraju i zacząć życie w Wenezueli
    Albo Wietnamie. Byłby Pan wiarygodny i wierny swoim poglądom . No ale nie było by pensji bankiera i emerytury ,,,, Ale coś za ccos , albo forsa albo czyste sumienie

    Tak samo proszę się nie wypowiadać o nowoczesności prl. Jako wieloletni etatowy pracownik tzw centrali handlu zagranicznego nie wie Pan jak prl naprawdę wyglądał. Zwyczajni ludzie nie mieli w przeciwieństwie do Pana paszportów , talonow na różne dobra etc. .My wiemy jak prl wyglądał a Pan opowiada propagandowe bzdury , jak sekretarza pzpr sobie prl w yobrazali a nie jak ludzie żyli.

  29. Panie kellerze- jakowalski – etc-itd,

    Pańskie porównanie kościoła kat i kapitalizmu dowodzi że mentalnie tkwi Pan w prl i kompletnie nie ma pojęcia co to kapitalizm .
    Kościół i tu się z Panem zgadzam sprzedaję nieistnijacy towar. Coś jak działka na księżycu. Natomiast dzięki K apitalizmowi ma Pan co jeść , gdzie mieszkac i czym jeździć. Bułki w sklepie są bo jest konkurencja i każdy sklep i piekarnia chce zarobić dzięki temu ma Pan sklepy zaopatrzone we wszystko co dusza zapragnie. Kapitalistaw chce zarobić i są bułki. Za prl do jego śmierci , dostawy pieczywa do sklepu przekraczamy możliwości owego ustroju, komunisci umieli zrobić bomby i czołgi jednak bułek nie udało im się dostarczyć na czas. Oczywiście w sklepach w Warszawie może i były, ale Warszawa to nie cala Polska. Na pańskie opowieści o rzekomo najzdrowszej na świecie prlowskiej żywności powiem że takiego brudu i smrodu jak w spożywczymi gs za PRL w dzisiejs gm świecie nie ma.

  30. Panie snakeinwebie,
    Już Tadeusz Kościuszko powiedział , ze wszelkie zło w Polsce bierze się z obecności kościoła kat w życiu kraju i edukacji młodzieży. No ale żeby wiedzieć takie rzeczy trzeba czymś się interesować a nie hejtowac wszystko i wszystkich .

  31. Blackley
    Jeżeli się do mnie zwracasz po nazwisku to pamiętaj, że powinieneś podać także swoje własne, gdyż tego wymaga regulamin blogu, netykieta i generalnie dobre obyczaje. Zresztą i tak będziesz musiał mi je podać, gdyż Prokuratura właśnie wydała dnia 4 grudnia b.r. (czyli 2017) nakaz aby „Polityka” ujawniła twoje personalia. Jeśli chcesz ten nakaz zobaczyć, to napisz do redakcji „Polityki” albo do Prokuratury Rejonowej Warszawa Ochota. Sygnatura akt: PR4Ds.437.2017. Oskarżony jesteś zaś o czyn z art. 212 § 1 kk na podstawie art. 180 § 1 kpk, art. 218 § 1 kpk oraz art. 326 § 3 pkt 4 kpk.
    Wesołych Świąt!

  32. Blackley – p.s.
    1. To nie kapitalizmowi czy konkurencji zawdzięczam, że mam co jeść, gdzie mieszkać i czym jeździć, a tylko ludziom pracy, którzy wytwarzają i dostarczają mi jedzenie, mieszkanie (w sensie, że je wybudowali, je konserwują i zaopatrzają w wodę, prąd, gaz i c.o. oraz dostarczają mi do niego telewizję kablową i Internet), środki transportu, energię do ich napędzania etc. Oczywiste też jest, że każdy sklep i piekarnia chce zarobić, a więc ceny są w nich dziś paskarskie, jak to w kapitalizmie. Kapitalista nie po to przecież zakłada interes, aby mi dostarczać żywność i inne dobra konsumpcyjne z energią włącznie, ale aby zarobić (o czym poniżej). Nie jest też prawdą, że za PRL-u dostawy pieczywa do sklepu przekraczały możliwości owego ustroju a poza tym, to bułki były wtedy smaczniejsze, zdrowsze i tańsze niż dziś, a to akurat doskonale pamiętam. Bułki te były w PRL-u dostępne wszędzie, a na prowincji często były one smaczniejsze, gdyż piekarnie były tam mniejsze i bardziej tradycyjne, czyli jakbyśmy to dziś powiedzieli – ekologiczne. Sklepy były zaś generalnie czyste za owej „komuny” i co ważniejsze, nie było w nich wówczas niezdrowego „junk food” o czym też poniżej a ceny na dobra pierwszej potrzeby były w nich wówczas bardziej przystępne. Nie tylko komuniści umieli zaś zrobić bomby i czołgi, jako że potrafili i dalej potrafią je robić kapitaliści i co gorsza wciąż robią z nich użytek – od Korei przez Wietnam po Irak, Afganistan i Syrię, szerząc wszędzie zniszczenie, śmierć, choroby i nędzę.
    2. Wykazujesz się, jak to jest widać „jak na dłoni”, kompletnym niezrozumieniem mechanizmu działania kapitalizmu. Przedsiębiorstwo kapitalistyczne nie istnieje przecież po to, aby zaspokajać potrzeby jego klientów, a tylko po to, aby zaspokajać potrzeby jego WŁAŚCICIELI, innymi słowy aby maksymalizować zysk. W kapitalizmie sukces osiągniesz bowiem tylko wtedy, kiedy robisz coś tylko i wyłącznie dla pieniędzy, jako że „the business of business is business” (co można przetłumaczyć dosłownie jako „biznesem biznesu jest biznes”, a poprawniej jako „interesem firmy jest robienie interesów”), jak to autorytatywnie stwierdził Milton Friedman – twórca monetaryzmu, laureat nagrody Banku Szwecji im. Alfreda Nobla w dziedzinie ekonomii w roku 1976, czołowy przedstawiciel tzw. chicagowskiej szkoły w teorii ekonomii, w artykule opublikowanym w roku 1970 na łamach „The New York Times”. A aby zmaksymalizować swój zysk, to firma wytwarza takie dobra czy usługi, które dają jej możliwie jak największy zysk, nieważne, że mogą one być szkodliwe dla konsumentów, że wspomnę tu choćby tzw. junk food (śmieciowe jedzenie), tzw. soft drinks typu Coca Coli składające się (oprócz wody) głównie z cukru oraz sztucznych barwników i sztucznych substancji smakowo-zapachowych a przede wszystkim legalne i nielegalne narkotyki: od papierosów i alkoholu zaczynając, poprzez tzw. środki uspokajające i tworzące sztuczne poczucie dobrostanu (np. niesławnej pamięci Prozac), po typowe narkotyki typu opium, morfiny czy kokainy.
    3. Maksymalizacji zysków służy także sztuczne wzbudzanie popytu na towary, które przynoszą największy zysk ich producentom i dystrybutorom, choćby nawet były one szkodliwe dla zdrowia osób je konsumujących, jak np. różnego rodzaju używki i inne narkotyki, o czym już wspomniałem. Sztucznym wzbudzaniem popytu zajmuje się w kapitalizmie jak wiadomo marketing, który jest przecież niczym innym jak tylko sztuką wepchnięcia konsumentom tego, co nie jest owym konsumentom potrzebne, a często jest dla nich wręcz szkodliwe (np. wspomniane już alkohol, papierosy, narkotyki i broń oraz tzw. junk food, w tym bardzo niezdrowe „soft drinks” typu Coca Coli etc.), ale których produkcja przynosi kapitalistycznym, prywatnym producentom największe zyski. Ponieważ rozsądnie, racjonalnie myślący ludzie nie dali by się manipulować reklamie (generalnie marketingowi), to wynika z tego, że ogromna większość ludzi nie myśli racjonalnie i na tym właśnie żeruje socjotechnika, w tym szczególnie marketing a co potwierdza tzw. ekonomia behawioralna czyli psychologiczna, dziś już uznawana przez establishment (tegoroczny, czyli z roku 2017, Nobel z ekonomii). Sam fakt, że na świecie w samym tylko roku 2015 wydano: na marketing cyfrowy 147 mld USD, a na reklamy w TV 190 mld USD świadczy, że ludzie nie działają racjonalnie, że są oni podatni na socjotechnikę, na manipulowanie z zewnątrz, na manipulowanie odwołujące się do naszych czysto zwierzęcych instynktów, przesądów, fobii etc. a nie do rozumu. Przecież w zeszłym (2016) roku na sam tylko marketing wydano na świecie w mld USD: USA 183, Chiny 74, Japonia 37,UK 25, Niemcy 21, Korea Płd. 11, Francja 11,Australia 10, Brazylia 10 i Kanada 9 (Performics “Executive Summary: Advertising Expenditure Forecasts September 2016”). Dla porównania: PKB Polski wynosił w roku 2015 ok. 475 mld USD. Tak więc faktem jest to, że w kapitalizmie rynkowym prywatne firmy, takie jak np. Apple, w pogoni za maksymalizacją zysku marnotrawią ograniczone zasoby surowców, niszczą środowisko, produkują rzeczy szkodzące ludziom i wyzyskują pracowników, szczególnie w tzw. III świecie. To jest po prostu cena, którą płacimy za to, że mamy w tym systemie ciepłą wodę w kranie oraz pełne półki w sklepach, a ci, których jest na to stać, mogą w tym systemie zaspokajać swoje nawet najbardziej wyszukane, a często też i wręcz zboczone potrzeby konsumpcyjne.
    4. Oczywiste też jest, że w warunkach gospodarki rynkowej, dobro pracowników jest (bo też i musi być) na ostatnim miejscu w hierarchii ważności osób zarządzających przedsiębiorstwem kapitalistycznym. Pracowników traktuje się tam tak jak zwierzęta hodowlane w gospodarstwie rolnym – daje się im minimum tego, co musza one zjeść i wypić, aby w optymalnym czasie osiągnęły one gotowość do pójścia do rzeźni (np. świnie), czy też aby dawały one optymalną ilość i jakość mleka (np. krowy) albo też aby znosiły one optymalną ilość odpowiednej jakości jajek (np. kury) czy wreszcie, w przypadku np. zarodowych ogierów i klaczy, aby dawały one optymalne potomstwo, np. w przypadku koni wyścigowych, możliwe najszybsze i najwytrzymalsze osobniki. Obwiązuje tu przecież zasada maksymalizacji zysku, co z reguły wymaga cięcia kosztów, oczywiście nie zawsze kosztem jakości, ale np. linie lotnicze maksymalizują obecnie swoje zyski głównie poprzez pogarszanie jakości świadczonych przez nie usług (więcej foteli na metr kwadratowy kabiny pasażerskiej, ograniczenie ilości personelu obsługującego pasażerów na lotnisku i w samolocie, gorsza jakość posiłków etc.). Nikt się zaś w kapitalizmie nie przejmuje tym, że pogarszają się warunki pracy, jako że z reguły na każdego niezadowolonego pracownika, domagającego się poprawy warunków pracy i płacy, czeka w kolejce kilku chętnych, o co najmniej nie gorszych kwalifikacjach, a gotowych zaakceptować gorsze warunki pracy i płacy. Dba o to zresztą rząd, tolerując bezrobocie i wręcz je nawet stwarzając, np. ograniczając zatrudnienie w sektorze państwowym, co obserwowaliśmy niedawno w Polsce, szczególnie w latach 1990-tych. Takie, a nie inne są bowiem realia realnego kapitalizmu.
    Pozdrawiam
    LK

  33. Blackley
    Art. 212. Zniesławienie – Dz.U.2017.0.2204, Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny.
    § 1. Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.
    § 2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
    § 3. W razie skazania za przestępstwo określone w § 1 lub 2 sąd może orzec nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego, Polskiego Czerwonego Krzyża albo na inny cel społeczny wskazany przez pokrzywdzonego.
    § 4. Ściganie przestępstwa określonego w § 1 lub 2 odbywa się z oskarżenia prywatnego.

  34. panie jakowalski-kellerze-johnkowalski – czy jak tam pan chce żeby pana nazywać

    przypominam , ze oskarzał mnie pan o pedofili ę i czyny lubieżne publicznie , prokurator bedzie miał zajęcie

    kłaniam się

  35. panie jakowalski -etc-itd ,

    skoro kapitalizm jest i był taki straszny , wyzyskujący i trujący to czemu pracował pan w kapitalistycznej instytucji jaką jest bank dla kapitalistów w kraju kapitalistycznym i do tego trzymających czesc swoich obywateli w semi-niewolnictwie jakim była RPA ?

    Pracował pan za wysoką pensję do momentu uzyskania wysokiej emerytury. Pomagał pan kapitalistom w ich działalności – nazywa pan kapitalizm przestepstwem a kapitalistow prrzestepcami więc , uzywając panskiej terminologii , bra lpan udział w przestepstwie. Teraz zyjąc z pieniedzy zarobionych w kapitalistycznych bankach opowiada pan ludziom jaki to kapitalizm jest straszny i wyzyskuj acy . A BYŁ PAN pracownikiem aparatu wyzysku . Jest pan niewiarygodny. Jezeli pana brzydził kapitalizm by l o si e zatrudni c w WIETNAMIE, Mongolii albo w dowolnym kralu tzw ” demokracji ludowej ” . Nie byłby pan wtedy pracownikiem kapitalistycznego banku , najwyzej jakiegoś ” banku ludowego ” . Tyle ze ” ludowe banki ” nie płaciły wysokich wypłat w twardej walucie i nie zapewniały emerytur w tychże walutach , najwyżej w jakichś juanach albo rublach nic nie wartych. Banki kapitalistyczne najpierw obdzierały ludzi ze sskóry więc mogły płacic duze pensje.

    czołgiem

  36. Rozum wyparowal. Upiory w akcji.

  37. „Wyznawcy sekty ateistycznej muszą się oczywiście opierać na swoich zaklęciach i kłamstwach.”
    Tako rzecze religiant i pewnie w to wierzy!
    A przecież to religie, na czele z chrześcijańską opierają się, od zawsze, na samych kłamstwach, które są wtłaczane do głów wyznawców od urodzenia.
    A robią to skutecznie, gdyż żadnemu wyznawcy, nie przyjdzie nawet do głowy cień jakiejkolwiek refleksji i zastanowienia się np. dlaczego stwórcy całego kosmosu, leży na sercu to, czy ktoś w piątek zje kiełbasę, czy suchy chleb?
    Albo, dlaczego wszechmocny, któremu przecież zależy, aby wszyscy weń wierzyli, nie załatwił tego, zaraz po stworzeniu wszystkiego, tylko po latach zaczął nawracać jakieś plemię żydowskie?
    Czcze moje gadanie, bo kościół chce wierzących, a nie myślących i gdyby tylko mógł, myślenia by zakazał. Do czego zresztą dąży na wszelkie sposoby; odmóżdżając już dzieci w przedszkolach.

  38. blackley,
    Z wariatem trzeba się zgadzać we wszystkim, albo go omijać.
    Próżno szukać racjonalności w jego słowotoku.

  39. Blackley
    1. A niby gdzie miałem pracować? Musiałem pracować nie mając kapitału i wybierałem zawsze najlepsze prace jakie mi oferowano. Nic więc dziwnego, że starałem się pracować tam, gdzie mogłem osiągnąć wysoką wydajność pracy a więc także wywalczyć możliwie najwyższe zarobki, więc raczej nie w Wietnamie czy w Mongolii a Australii czy też np. w USA. Trudno jest też mieć o to do mnie pretensje, że wydajność pracy była wówczas najwyższa w krajach, dokąd ja legalnie wyemigrowałem i gdzie mnie chcieli jako legalnego imigranta. Poza tym to nigdy nie znałem mongolskiego czy wietnamskiego, a nauka tych języków sprawiłaby mi znacznie większą trudność niż np. angielskiego. Dlaczego też ty tam nie wyemigrowałeś, a tylko radzisz to innym?
    2. Jeśli zaś jest tak jak twierdzisz, czyli że pracownicy najemni pomagają kapitalistom w ich działalności a więc twoim zdaniem biorą oni udział w przestępstwie, to my wszyscy powinniśmy siedzieć, niezależnie od tego, czy jesteśmy wyzyskiwaczami czy też wyzyskiwanymi. Jak więc widzisz, twoja logika pozostawia tu wiele do życzenia…
    3. Poza tym ja nigdy nie byłem pracownikiem aparatu wyzysku, a tylko ofiarą tego aparatu. Sam nikogo nigdy i nigdzie nie wyzyskiwałem, natomiast sam byłem wyzyskiwany jako że za godzinę mojej pracy brano od klienta firmy w której pracowałem ponad 100 ówczesnych dolarów a mnie płacono z tego niewiele ponad 10 dolarów. Jak to inaczej a nazwać jak nie wyzyskiem?
    4. Na koniec – nicka internetowego, np. „blackley”, można zaś oskarżać o wszystko – to jest najwyżej naruszenie netykiety i regulaminu blogu czy też forum, ale nie jest to czyn karany sądownie. Poza tym, to jak udowodnisz, że nie byłeś nigdy pedofilem i że to ja pisałem o tobie te rzeczy? Pamiętaj, też, że definicja pedofilii jest dziś bardzo szeroka, podobnie jak definicja tzw. czynów lubieżnych. I na razie, to nie mnie, a ciebie ściga prokuratura i to ty się będziesz musiał tłumaczyć a nie ja. Radzę ci więc jak najszybszą ucieczkę z Polski, gdyż jutro może być już za późno. A nie chcę mimo wszystko widzieć ciebie za kratkami. Ale jak się będziesz bardzo upierał…

  40. Snakeinweb 24 grudnia o godz. 0:04 37790
    Nikt ma tym forum nie chce zabraniać nauczania religii katolickiej w szkołach katolickich na koszt kościoła katolickiego i/lub rodziców posyłających swoje dzieci to tychże katolickich szkół, ale nie ma na miejsca na jakąkolwiek religię w szkołach państwowych, które z definicji powinny być ideologicznie, a więc też i religijnie na 100% neutralne.

  41. Blackley
    Nie wycieraj też swojej brudnej burżujskiej gęby Tadeuszem Kościuszką. Ani też Stanisławem Staszicem. 🙁

  42. Snakeinweb 24 grudnia o godz. 0:04 37790
    Nikt na tym forum nie chce zabraniać nauczania religii katolickiej w szkołach katolickich na koszt kościoła katolickiego i/lub rodziców posyłających swoje dzieci to tychże katolickich szkół, ale NIE ma na miejsca na jakąkolwiek religię w szkołach państwowych, które z definicji powinny być ideologicznie, a więc też i religijnie na 100% neutralne.

  43. Szanowny Panie Blackey,

    Nie ma co, udalo sie Panu naprawde dopiec jednemu z „nieomylnych” na blogach Polityki.

    A Falicz, Mauro Rossi, jakowalski czy chocby Szanowny Pan Snake rzadza i dziela od czasu do czasu wspierani przez karykature podpisujaca sie z literkami NH na koncu.

    Nie sadze abym w calosci podzielal Panska opinie ta tematy gopodarcze ale zmuszenie wypowiadajacego sie tutaj ex cathedra jakowalskiego to przypadkowego wyrzucenia z siebie szczerej prawdy o sobie jest bezcenne

    „(…) Poza tym ja nigdy nie byłem pracownikiem aparatu wyzysku, a tylko ofiarą tego aparatu. ”

    Kazdy z powyzej wymienionych Panow dwoma rekami sie pod tym podpisze. Oni wszyscy to czegos ofiary (czy to „systemu wyborczego”, czy to „lewactwa” czy to „kapitalizmu” czy „liberalizmu”).

    Znakomite

    Pozdrawiam

  44. snakeinweb
    24 grudnia o godz. 9:18

    Dokladnie to chcialem powiedzieć.

  45. Buttercup
    Wszyscy, a więc łącznie z tobą, jesteśmy ofiarami kapitalizmu – większość, która jest nim wyzyskiwana, gdyż jest wyzyskiwana, a mniejszość, która wyzyskuje, gdyż przestaje być ludźmi a zamienia się w bezmózgie i amoralne potwory podobne do Blackleya, co ciekawie opisał Reymont w „Ziemi Obiecanej”. Obawiam się tylko, że to jest dla ciebie zbyt trudna lektura. A Blackleyowi pogratulujesz, kiedy stanie on przed sądem. Ale chyba tylko odwagi głupiego. 😉

  46. sugadaddy 24 grudnia o godz. 13:01 37811
    Celnie się sam opisałeś. 😉

  47. snakeinweb 24 grudnia o godz. 9:18 37798
    Powtarzam – Nikt na tym forum nie chce zabraniać nauczania religii katolickiej w szkołach katolickich na koszt kościoła katolickiego i/lub rodziców posyłających swoje dzieci to tychże katolickich szkół, ale NIE ma na miejsca na jakąkolwiek religię w szkołach państwowych, które z definicji powinny być ideologicznie, a więc też i religijnie na 100% neutralne.

  48. @Lubicz56

    Więc dopuszczasz się fałszu i niepotwierdzonej niczym insynuacji. Wystarczy spojrzeć na grafiki szkolne na Śląsku Cieszyńskim czy Białostocczyźnie, że dzieci prawosławnych i protestantów cieszą się równymi prawami jak dzieci katolickie.

    Polecam np. link: http://sklep.cerkiew.pl/product_info.php?products_id=3996 oraz więcej starań w badaniu rzeczywistości a nie medialnej propagandy.

  49. snakeinweb 24 grudnia o godz. 18:15 37821
    A co z dziećmi niewierzących?

  50. Szanowny Panie jakowalski

    Naprawde przykro mi ze w podsumowaniu swojego zycia dochodzi Pan do wniosku ze byl Pan ofiara, ba jeszcze smutniej sie robi gdy pomyslec ze przez cale dorosle zycie nie pojal Pan jak skomplikowane moga byc losy ludzkie i przewrotna fortuna.

    Rozumiem Panski zachwyt nad dualistycznym schematem przedstawionym przez Zeromskiego – ofiary i potwory – i to potwory „amoralne i bezmozgie”. Pierwszy epitet tlumaczy panska nieskrywana pogarde dla kazdego ktoz Panem sie nie zgadza natomiast drugi jest – Pan wybaczy – panskim epitafium. Trzeba miec cojones aby przyznac ze wykorzystanym sie zostalo przez „bezmogow” – najwywazniej ‚quality of the wits is more important than quantity’.

    Co sie zas tyczy odwagi to przedziwnie czyta sie dyskusje dwoch doroslych ludzi i natrafia na fragment :
    ‚(…) Poza tym, to jak udowodnisz, że nie byłeś nigdy pedofilem i że to ja pisałem o tobie te rzeczy? Pamiętaj, też, że definicja pedofilii jest dziś bardzo szeroka, podobnie jak definicja tzw. czynów lubieżnych. ‚
    Panska odwaga jest szokujaca – lecz przyznam ze tego typu odwage spotyka sie zazwyczaj wsrod wyrostkow na poziomie likwidowanego gimnazjum.

    Jestem gleboko przekonany ze byl/jest Pan swietnym specjalista w swojej dziedzinie – i rzetelnie zapracowal na swoje pieniadze/emeryture, poniewaz nie moge sobie wyobrazic innego powodu umieszczania w jakimkolwiek zespole tak zgorzknialej i przepelnionej pretensjami wobec calego swiata osoby.

    Z powazaniem

  51. Buttercup
    1. Powtarzam raz jeszcze, gdyż widzę, że znów nic nie rozumiesz: – WSZYSCY, A WIĘC TEŻ I TY, JESTEŚMY OFIARAMI KAPITALIZMU – większość, która jest nim wyzyskiwana, gdyż jest wyzyskiwana, a mniejszość, która wyzyskuje, gdyż przestaje ona być ludźmi i zamienia się ona stopniowo w bezmózgie (w sensie pozbawione wyższych uczuć) amoralne potwory podobne do głównych bohaterów „Ziemi Obiecanej” Reymonta.
    2. Niestety ale jak to widzę, nie jesteś w stanie pojąc tego, jak skomplikowane są losy ludzkie i jak jest nam ludziom nieprzychylna fortuna, że finansowy sukces garstki pozbawionych moralności wyzyskiwaczy okupiony jest zawsze w kapitalizmie wyzyskiem i poniżeniem mas, pracujących w pocie czoła na tę garstkę pozbawionych moralności wyzyskiwaczy. Nie sądzę też, abyś ty był wyzyskiwaczem – raczej się to tylko tobie, tak samo jak blackleyowi, wydaje. Prawdziwi wyzyskiwacze nie pisują bowiem na blogach i forach internetowych, jako że robią to za nich opłacani przez nich propagandziści, podobnie zresztą jak opłacani są przez tę garstkę wyzyskiwaczy praktycznie wszyscy dziennikarze – nie tylko mediów uważanych za prawicowe czy centrowe, ale nawet pseudolewicowe pisma typu „Gazety Wyborczej”, „Polityki” czy też „Przeglądu”. Prawda jest bowiem taka, że ta wszechobecna dziś propaganda (czy też jak kto woli marketing i socjotechnika) opłacana jest przez garstkę najbogatszych kapitalistów i że robi ona ludziom wodę z mózgu, wmawiając im, że nie są oni ani wyzyskiwani ani też manipulowani. A ponieważ, co już nie raz i nie dwa na tym i innych blogach udowadniałem, człowiek NIE jest istotą racjonalną, to stosunkowo łatwo poddaje się on tej manipulacji i propagandzie, która robi mu ową wodę z mózgu.
    3. Nie myl też Żeromskiego z Reymontem czy Prusem i zauważ, że nigdzie nie napisałem, że rządząca nami elita pieniądza składa się z bezmózgowców. Napisałem tylko, że mniejszość, która wyzyskuje większość, przestaje być ludźmi a zamienia się w bezmózgie (w sensie pozbawione wyższych uczuć), amoralne potwory podobne do kapitalistów z „Ziemi obiecanej” Reymonta, ale na początku, w fazie akumulacji kapitału, to tylko osobnik inteligentny może odnieść sukces, z tym, że musi się, o czym też poniżej, pozbyć wszelakich śladów moralności, aby odnieść sukces w kapitalizmie czy też każdym innym ustroju klasowym, to jest w niewolnictwie i feudalizmie, gdyż tylko jednostki amoralne są wstanie wyzyskiwać i poniżać innych ludzi.
    4. Trudno jest więc uznać za głupków głównych bohaterów „Ziemi obiecanej” Reymonta – oni są bowiem tylko (w ogromnej większości) pozbawieni moralności, gdyż, jak to staram ci się wyjaśnić, moralność i generalnie uczciwość jest w kapitalizmie tylko przeszkodą w osiągnieciu sukcesu. Przykładowo: właściciele firm dla których pracowałem nie byli wcale głupkami – to byli na ogół ludzie bardzo inteligentni, ale to nie inteligencji, a brakowi skrupułów moralnych zawdzięczali oni swój sukces. Ich strategia biznesowa polegała bowiem na sprzedaży możliwie jak najniższej jakości produktów za możliwie jak najwyższą cenę i tu dochodziło do konfliktów pomiędzy nimi a mną, który pracował u nich i na nich jako menedżer (executive w angloamerykańskim biznesowym slangu), gdyż ja byłem za konkurowaniem wysoką jakością, ale oni uważali, że moja strategia nie obiecuje aż tak wysokich i aż tak szybkich zysków jak ich strategia polegająca na obniżaniu jakości wyrobów i maskowaniem tej obniżki jakości poprzez agresywny marketing.
    5. Dalej – jak to już ci wyjaśniałem, w Sieci można każdy istniejący w niej nick bezkarnie wyzywać np. od pedofili. Tak więc nicka internetowego, np. „blackley”, można bezkarnie (w sensie prawnym) oskarżać o wszystko – to jest najwyżej naruszenie netykiety i regulaminu blogu czy też forum, ale nie jest to czyn karalny sądownie. Poza tym, to jak można udowodnić, że nie było się nigdy pedofilem? Można tylko udowodnić, że się nie było karanym za pedofilię, ale to nie znaczy, że się nie popełniało w przeszłości czynów uważanych za pedofilskie. Ponadto, to definicja pedofilii jest dziś bardzo szeroka, podobnie jak definicja tzw. czynów lubieżnych. To co dawniej uchodziło za normalne, moralne i zgodne z prawem, np. seks małżeński z 16-letnią dziewczynką, dziś uważne jest za pedofilię i jest karane sądownie. Itp. Itd. Prawo jest przecież zmienne i niewiele ma ono wspólnego z moralnością i sprawiedliwością.
    6. Na koniec – nie jestem ową „zgorzkniałą i przepełnioną pretensjami wobec całego świata osobą”, a tylko osobą, która opisuje świat taki jaki on jest naprawdę. A to już nie jest moja wina, że ten świat jest jaki jest i że panuje w nim pogarda dla innych ludzi, wyzysk człowieka przez człowieka, kłamstwo oraz dwulicowość i że generalnie premiuje się w nim nieuczciwość i brak skrupułów moralnych oraz że sukces garstki pozbawionych moralności wyzyskiwaczy opłacany jest w kapitalizmie przez wyzysk pracujących na tych amoralnych wyzyskiwaczy mas i utrzymywanie tych mas w nieświadomości tego, że są one wyzyskiwane i manipulowane przez tę garstkę pozbawionych moralności wyzyskiwaczy przy pomocy wynajętych przez nich propagandzistów – głównie usłużnych dla wielkiego kapitału dziennikarzy i literatów oraz, last but not least, ekspertów od socjotechniki i naukowców z takich dziedzin jak głównie psychologia (szczególnie społeczna) i socjologia oraz dyscypliny pokrewne.

  52. Redaktor mnie rozczarowuje – oczekiwalem wpisu w rodzaju : Przyjmij karpia do domu i uchron przed katolickimi siepaczami a dostaniesz dyplom „Sprawiedliwy wsród karpi” !
    Ale to prawda – kolęd się nie spiewalo albowiem trzeba bylo omówic ten obraz nędzy i rozpaczy o nazwie „totalna opozycja” 😉 ! Rzecz niespotykana w demokracjach Zachodu – zbieranina frustratów na chodniku z alimenciarzem na czele….

  53. Murator – otóż to -opozycja tzw. demokratyczna w Polsce to jest znów tylko opłacana z Zachodu zbieranina frustratów – dawniej z zawodowym wygrywaczem w Totolotka a dziś z z alimenciarzem na czele….

  54. Buttercup
    Anyway – Merry Xmass und ein gutes neues Jahr 2018!

  55. A co powiecie na to:
    Wszystkie dane statystyczne dotyczące globalnej gospodarki potwierdzają to, że Chiny Ludowe (ChRL) są już największą gospodarką na świecie. Chińczycy składają dziś więcej wniosków patentowych niż Amerykanie a w Pekinie mieszka więcej dolarowych miliarderów niż w Nowym Jorku. Pekin stał się stolicą globalnej klasy biznesowej. Azja Wschodnia, a więc de facto Chiny, przejmują więc z powrotem stery globalnej gospodarki (gdyż jeszcze na początku XIX wieku największymi gospodarkami świata były Chiny i Indie).
    Nadchodząca rzeczywistość, co podkreśla wielu naukowców, będzie się znacząco różniła od tego, do czego przyzwyczailiśmy się na początku XXI wieku – to jest związane z tym, że to nie Zachód jest obecnie lokomotywą globalnej gospodarki a więc odruchowe wyobrażenia na temat tego, jak jest zorganizowany świat, czy to ekonomiczny czy społeczny, wynikają z naszego myślenia, z ostatnich 150 lat. Ale teraz lokomotywa się zmieniła i zmieni się też natura światowej gospodarki i polityki – z Pax Americana na Pax Sinica.
    Więcej tu: http://www.tokfm.pl/Tokfm/7,103085,22826738,taka-bedzie-polska-w-2040-roku-centrum-swiata-przesuwa-sie.html#BoxNewsImg&a=66&c=96

  56. jakowalski
    25 grudnia o godz. 12:48 37827

    „Murator – otóż to -opozycja tzw. demokratyczna w Polsce to jest znów tylko opłacana z Zachodu…”

    Genau ! A Madame Kaminski za powiedzonko o szczególnej kascie – dzie-ku-je-my ! Pomogla tym chlapnieciem PAD (?) w zalatwieniu tego pilnego problemu 🙂 ! Tzw. opcja atomowa w rzeczywistosci pokaze ze ta cala wierchuszka EU to bezsilny „ein Haufen Scheiße” ! Gute Nacht !

  57. Murator
    1. Otóż to. Przecież obecnie też nie mamy w Unii praktycznie nic do powiedzenia, a jeśli Unia nam obetnie fundusze, to będzie musiała się z nami pożegnać, zresztą na swoje własne nieszczęście, gdyż pamiętajmy, że Polskę przyjęto do Unii nie z dobrego serca, czyli aby nam pomóc, ale aby pomoc bogatym krajom owej Unii poprzez otwarcie polskiego rynku na ich nadwyżki, udostepnienie dla zachodniego kapitału taniej a wydajnej polskiej siły roboczej oraz posiadanie sporego kraju buforowego na wschodnich rubieżach UE, co ma szczególne znaczenie dla Niemiec – tego najważniejszego członka owej Unii. Polska zaś bez trudu znajdzie innych sponsorów, którzy będą chcieli zdobyć nasz rynek zbytu, np. Chiny (będące od dość dawna największą gospodarką świata) czy też Rosję.
    2. Zauważmy też, że aby otrzymać ową „pomoc” unijną, to trzeba mieć tak zwany wkład własny, którego biedne kraje, takie jak Polska, po prostu nie mają, a więc aby zdobyć ten wkład zadłużają się one w bankach, które przecież od dawna nie należą do polskiego kapitału. Tak więc ta pomoc unijna to jest tylko koń trojański Zachodu w Polsce. Cały ten przekręt unijny polega przecież na tym, aby wyciągać pieniądze od biednych krajów, tyle że w sposób inteligentny, tak, aby biednemu krajowi (takiemu jak np. Polska) wydawało się, że dostaje on pieniądze od Unii. Pomyślmy – jaki byłby inaczej sens przyjęcia Polski do Unii, jak nie to, aby na tym zarobiły Niemcy i inni bogaci członkowie UE? Przecież w kapitalizmie nic nie ma za darmo.
    3. Fakty są bowiem takie, że to Polska dokłada do Unii, a nie Unia dokłada do Polski. Nawet jeśli założymy, że średni koszt wykształcenia jednego Polaka to jest tylko około 60 tys. dolarów czyli nieco mniej niż ćwierć miliona złotych, to pomnóżmy sobie te ćwierć miliona złotych przez trzy miliony Polaków zagranicą w samej tylko Unii, a zobaczymy wtedy, ile pieniędzy Polska wydała na pomoc dla najbogatszych państw UE, finansując kształcenie pracowników dla tychże najbogatszych państw – członków UE. W moich obliczeniach wziąłem pod uwagę to, że każdy polski uczeń, bez względu na szczebel drabiny edukacyjnej, na którym się znajduje, kosztuje polskich podatników, według raportu OEDC „Education at a glance”, średnio prawie 6 tysięcy dolarów rocznie i założyłem, ze średnio uczy się on 10 lat, co jest oczywiście szacunkiem mocno zaniżonym. Dodajmy do tego jeszcze większe straty spowodowane tym, że co roku te 3 miliony Polaków nie wytwarzają nic w Polsce, a tylko zagranicą. Ponieważ przeciętna płaca w UE wynosi około 2 tysiące dolarów USA na miesiąc (patrz np. reinisfischer.com/average-salary-european-union-2015), to Polacy wytwarzają miesięcznie w samej tylko Unii, ale poza Polską, co najmniej około 6 miliardów dolarów miesięcznie czyli rocznie ponad 70 miliardów dolarów. W rzeczywistości tracimy zaś znacznie więcej, jako że ponieważ średni PKB per capita w Unii wynosi około 35 tysięcy dolarów USA rocznie, to te 3 miliony Polaków pracujące poza Polską wypracowuje dla bogatych państw Unii około 1,050,000 milionów dolarów USA rocznie, a więc mniej więcej tyle, ile wynosi roczny PKB Polski (1,005,449 milionów USD). Dzieje się tak, ponieważ średnia wydajność Polaka poza Polską jest znacznie wyższa niż w Polsce (i stąd też płace są w bogatych państwach Unii znacznie wyższe niż w Polsce). Tak więc na członkostwie w UE to Polska realnie traci, a zyskują na tym tylko Niemcy i inne bogate państwa zachodnioeuropejskie. Pomyślmy więc, czy się nam ten unijny interes aby na pewno opłaca.

  58. jakowalski
    25 grudnia o godz. 16:14 37832

    Podobno w miejscowosci Chrzypsko Wielkie w Wielkopolsce znajduje sie osrodek dla dotkniętych alkoholizmem. Juncker(s) jako (praktykujacy) pijak móglby tam byc leczony ! Okolice piękne – samo serce Europy…
    Byc moze po konsumpcji markowych (i znanych sobie z Vaterlandu) towarów (oczywiscie nie wódy a np. kawy Jacobs) zrozumialby wzburzenie Polaków, Litwinów & Co*.
    Wrócilby uleczony do Luxemburga z „Rezept” na „makowietz”.

    * https://magazin.spiegel.de/SP/2017/50/154712667/index.html

    PS.1
    Po dzisiejszym spotkaniu na którym spiewano kolędy (przedzial wiekowy „chóru” od 6 do 59 lat !) mogę redaktorowi potwierdzic ze nikt nie zakazal spiewania kolęd ! 🙂 !
    Dopalacze podczas spotkania to 1 litr „Finlandii” i 0,7 Bordeaux

    PS.2
    W Nowym Roku 2018 trzeba się zajac tym Polexitem ! Dosyc tego €-terroru

  59. murator 25 grudnia o godz. 23:13 37835
    Otóż to! 🙂

  60. @jakowalski
    25 grudnia o godz. 16:14 37832

    Wytlumacz mi, dlaczego tani polski pracownik na Zachodzie ma wedlug ciebie dostawac tam srednia europejska, a nie stawke minimalna (albo i jeszcze mniej)?

    Po drugie wytlumacz mi, dlaczego Francja i Niemcy zadaja aby pracownicy delegowani zarabiali tyle co miejscowi. Chca zniszczyc ten polatny wyzysk? No, bo ceny uslug podskocza.

    A tak generalnie to dlaczego przyjmujesz, ze „sredni” Polak za granica to to samo co „sredni” pracownik zachodni?

    Postaraj sie o rzetelne dane co do zarobkow Polakow za granica i co do ich tam wytwarzanego PKP. Przestan zonglowac srednimi europejskimi, bo wychodza ci tylko zmyslone kokosy.

  61. M.F.
    1. Pytasz się, dlaczego przeciętny polski pracownik na Zachodzie ma dostawać tam średnią z danego kraju, a nie stawkę minimalną (albo i jeszcze mniej)? Ponieważ inaczej, to mielibyśmy do czynienia z nielegalną dyskryminacją ze względu na narodowość, czyli inaczej z rasizmem.
    2. Dlatego też Francja i Niemcy słusznie żądają, aby pracownicy delegowani zarabiali tam tyle co miejscowi, ponieważ inaczej to mamy do czynienia z dumpingiem płacowym i obniżaniem płac we Francji i w Niemczech. Generalnie, to jeżeli mamy Unię Europejską i jednolity rynek pracy, to powinny w niej obowiązywać te same przepisy prawa pracy i te same stawki minimalne płac, w zależności od wykonywanego zawodu i posiadanych kwalifikacji, aby w ten sposób wyeliminować zarówno skrajny wyzysk jak też płacowy, a więc też i socjalny dumping.
    3. Polak pracuje nie tylko zagranicą tak samo wydajnie, jak na tzw. Zachodzie, ale także pracuje on tak samo wydajnie Polsce jak na owym Zachodzie, np. w fabrykach i montowniach ulokowanych fizycznie w Polsce, ale będących własnością zachodniego kapitału np. montownie Opla czy Fiata czy też sklepy Lidla, Auchana czy też Aldiego. Przecież w polskiej filii Fiata wydajność i jakość pracy jest wyższa niż u Fiata we Włoszech, a mimo to Polacy pracujący u Fiata w Tychach zarabiają znacznie mniej niż Włosi pracujący u Fiata w Turynie. Czy uważasz, ze to jest sprawiedliwe i że to ma jakikolwiek związek z tzw. zachodnimi, podobno demokratycznymi zasadami?
    4. Polacy mają zagranicą taka samą wydajność pracy jak tubylcy, jako że inaczej, to by ich tam nie zatrudniono. Oczywiście, ta wydajność jest różna w różnych gałęziach gospodarki – najwyższa na ogół w nowoczesnym przemyśle, a najniższa w prostych usługach. Ale zarówno polski naukowiec czy też polska sprzątaczka mają na tzw. Zachodzie taką samą wydajność pracy co tubylcy zatrudnieni na tych samych stanowiskach pracy. Wiem to doskonale, gdyż ponad 30 lat pracowałem na tym tzw. Zachodzie i zajmowałem się tam zawodowo rynkiem pracy, a więc też i poziomem płac. Raz jeszcze powtarzam – organizacja pracy wszędzie tam, gdzie występuje praca zespołowa, wymaga, aby każdy pracownik miał mniej więcej tę samą wydajność – czy to jest nowoczesna fabryka samochodów czy też supermarket. W przypadku, kiedy daną pracę ktoś wykonuje samodzielnie, to też zapłata musi być taka sama niezależenie od narodowości osoby ją wykonującej. Jesli ktoś ma bowiem mniejszą wydajność pracy, to wykonanie danego zadania, np. naprawy samochodu, zajmie mu więcej czasu. Wyższe wynagrodzenie jest w takim przypadku usprawiedliwione tylko wtedy, jeżeli to ma być naprawa ekspresowa.

  62. @ mały fizyk
    Sklepy Lidla w Polsce i w Niemczech są takie same i ceny towarów podobne. Tyle że w polskim Lidlu obsada zmiany to 5 osób a w niemieckim – 10 osób. Płace nominalnie na podobnym poziomie tyle że w Niemczech wypłacane są w EUR a w Polsce w PLN.
    W polskiej fabryce angielskiej spółki produkującej elementy karoserii samochodowych operator prasy zarabia ok 2 000 PLN/m-c.
    Ustawiacz ( stopień wyżej w hierarchii od operatora ) w Anglii dostaje 4 000 GBP/m-c.
    Które fabryki i sklepy przynoszą większe zyski ich zachodnim właścicielom – tamte, ich miejscowe czy te tutaj , w Polsce ?
    Niemiecka firma działająca w Polsce ( znam ich od 13 lat ) ma już kolejną 4-tą nazwę ( bo zmieniają się właściciele). Nawet NIP się nie zmienia przy tym ale następuje to regularnie co 5 lat.
    Tyle właśnie trwają wakacje podatkowe dla firmy rozpoczynającej działalność w Polsce.
    Są to firmy znane mi osobiście.
    Jakby zsumować tylko różnice między zyskami jakie firmy zachodnie mają z działalności prowadzonej u siebie a tej u nas i porównać to z unijnymi dotacjami to wyszłoby , że to nie Unia nas dotuje lecz my Unię.

  63. Kaesjot 26 grudnia o godz. 11:47 37839
    1. Oczywiście, że to NIE Unia Europejska nas dotuje lecz my dotujemy ową Unię. Polskę przyjęto przecież do owej Unii nie z dobrego serca, czyli aby nam pomóc, ale aby pomoc bogatym krajom owej Unii poprzez otwarcie polskiego rynku na ich nadwyżki, udostepnienie dla zachodniego kapitału taniej a wydajnej polskiej siły roboczej oraz posiadanie sporego kraju buforowego na wschodnich rubieżach UE, co ma szczególne znaczenie dla Niemiec – tego najważniejszego członka owej Unii. Polska zaś bez trudu znajdzie innych sponsorów, którzy będą chcieli zdobyć nasz rynek zbytu, np. Chiny (będące od dość dawna największą gospodarką świata) czy też Rosję.
    2. Zauważmy też, że aby otrzymać ową „pomoc” unijną, to trzeba mieć tak zwany wkład własny, którego biedne kraje, takie jak Polska, po prostu nie mają, a więc aby zdobyć ten wkład zadłużają się one w bankach, które przecież od dawna nie należą do polskiego kapitału. Tak więc ta pomoc unijna to jest tylko koń trojański Zachodu w Polsce. Cały ten przekręt unijny polega przecież na tym, aby wyciągać pieniądze od biednych krajów, tyle że w sposób inteligentny, tak, aby biednemu krajowi (takiemu jak np. Polska) wydawało się, że dostaje on pieniądze od Unii. Pomyślmy – jaki byłby inaczej sens przyjęcia Polski do Unii, jak nie to, aby na tym zarobiły Niemcy i inni bogaci członkowie UE? Przecież w kapitalizmie nic nie ma za darmo.
    3. Fakty są bowiem takie, że to Polska dokłada do Unii, a nie Unia dokłada do Polski. Nawet jeśli założymy, że średni koszt wykształcenia jednego Polaka to jest tylko około 60 tys. dolarów czyli nieco mniej niż ćwierć miliona złotych, to pomnóżmy sobie te ćwierć miliona złotych przez trzy miliony Polaków zagranicą w samej tylko Unii, a zobaczymy wtedy, ile pieniędzy Polska wydała na pomoc dla najbogatszych państw UE, finansując kształcenie pracowników dla tychże najbogatszych państw – członków UE. W moich obliczeniach wziąłem pod uwagę to, że każdy polski uczeń, bez względu na szczebel drabiny edukacyjnej, na którym się znajduje, kosztuje polskich podatników, według raportu OEDC „Education at a glance”, średnio prawie 6 tysięcy dolarów rocznie i założyłem, ze średnio uczy się on 10 lat, co jest oczywiście szacunkiem mocno zaniżonym. Dodajmy do tego jeszcze większe straty spowodowane tym, że co roku te 3 miliony Polaków nie wytwarzają nic w Polsce, a tylko zagranicą. Ponieważ przeciętna płaca w UE wynosi około 2 tysiące dolarów USA na miesiąc (patrz np. reinisfischer.com/average-salary-european-union-2015), to Polacy wytwarzają miesięcznie w samej tylko Unii, ale poza Polską, co najmniej około 6 miliardów dolarów miesięcznie czyli rocznie ponad 70 miliardów dolarów. W rzeczywistości tracimy zaś znacznie więcej, jako że ponieważ średni PKB per capita w Unii wynosi około 35 tysięcy dolarów USA rocznie, to te 3 miliony Polaków pracujące poza Polską wypracowuje dla bogatych państw Unii około 1,050,000 milionów dolarów USA rocznie, a więc mniej więcej tyle, ile wynosi roczny PKB Polski (1,005,449 milionów USD). Dzieje się tak, ponieważ średnia wydajność Polaka poza Polską jest znacznie wyższa niż w Polsce (i stąd też płace są w bogatych państwach Unii znacznie wyższe niż w Polsce). Tak więc na członkostwie w UE to Polska realnie traci, a zyskują na tym tylko Niemcy i inne bogate państwa zachodnioeuropejskie. Pomyślmy więc, czy się nam ten unijny interes aby na pewno opłaca.
    Pozdrawiam
    LK

  64. „Chcesz powiedzieć, że inne religie tam gdzie są mocniej reprezentowane nie mogą korzystać z lekcji religii w szkole publicznej?”

    W USA Sąd Najwyższy powziął w roku 1948 następującą decyzję w sprawie nauki religii w szkołach: „Pierwsza Poprawka do Konstytucji opiera się na założeniu, że religia i rząd będą mogły najlepiej osiągać swoje wzniosłe cele, gdy żadne z nich nie będzie wkraczać w cudzą sferę działania. (…) Pierwsza Poprawka ustawiła między kościołem a państwem ścianę, która musi pozostać wysoka i nieprzebyta”.

    Łatwo obliczyć, ile lat jesteśmy za „Murzynami”.

  65. dezerter83 26 grudnia o godz. 13:20 37841
    Na ogół stoimy po różnych stronach barykdady, ale tym razem, to przyznaję Ci 100% rację!

  66. @jakowalski
    26 grudnia o godz. 11:30 37838

    ad.1 Falszywa odpowiedz. Bo jezeli Polak na Zachodzie dostaje ta sama place minimalna co miejscowy pracownik, to tu nie ma zadnej dyskryminacji (a juz na pewno nie rasowej).

    ad.2 „Generalnie, to jeżeli mamy Unię Europejską i jednolity rynek pracy, to powinny w niej obowiązywać te same przepisy prawa pracy i te same stawki… ” Jestem jak najbardziej za (in to nie tylko w odniesieniu do placy minimalnej). Ale nie odpowiedziales na moje pytanie, dlaczego sie o to Fancja i Niemcy staraja a nie Szydlo i Morawiecki?

    ad. 3 i 4. Nie wypowiadalem sie na temat wydajnosci polskich pracownikow na Zachodzie czy w Polsce. Ale przyznam cie racje, ze najprawdopodobniej maja taka same wydajnosc jak ich miejscowi koledzy. Tyle, ze wiekszosc Polakow pracuja na malo wydajnych (i platnych) stanowiskach (tak jak ich malo wydajni miejscowi koledzy).

    A masz juz rzetelne dane o „srednich” zarobkach Polakow na Zachodzie i o ich „srednim” PKP tam? Bo te twoje wyliczanki na podstawie sredniej europejskiej, ze 3 mil. Polakow na Zachodzie tworzy ten sam PKP co wszyscy w Polsce razem wzieci, to ten 3 rodzaj prawdy za ks. Tischnerem. Albo jak to sie dzisiaj mowi „fake news” 🙁

    Wyciagasz wnioski na podstawie blednych danych i to mnie ostrzega wzgledem twoich dalszych wnioskow, np. wyjscia z EU. No, ale pewno piszesz nie do mnie, tylko do „ciemnego ludu” 😉

  67. MF
    1. Znów nic nie rozumiesz. Chodzi tu bowiem o to, że Polak na Zachodzie Unii i w Polsce dostaje z reguły znacznie niższą płacę za tę samą pracę (na tym samym stanowisku pracy, tak samo wydajną, tej samej jakości etc.) . Jak to więc można nazwać, jak nie dyskryminacją (etniczną jak nie rasową) Polaków w UE?
    2. Rządy Francji i Niemiec bronią interesów swoich obywateli, tu głównie francuskich i niemieckich ludzi pracy przed socjalnym dumpingiem i nieuczciwą konkurencją ze strony Polaków. Natomiast Szydło i Morawiecki reprezentują tylko wąskie interesy polskich, pożal się nieistniejący boże, „przedsiębiorców”, którzy potrafią konkurować tylko posiadaniem taniej siły roboczej.
    3. Patrz punkt 1.
    4. Takich danych to nikt nie ma, gdyż nie prowadzi się z przyczyn polityczno-ideologicznych takich statystyk, a więc można się tu opierać głównie na informacjach uzyskiwanych od Polaków pracujących na tzw. Zachodzie. Ale gdyby Polacy nie zaniżali płac roboczych na owym Zachodzie, to ani Macron, ani Merkel nie musieliby stawać w obronie odpowiednio francuskich i niemieckich ludzi pracy z którymi nieuczciwie, gdyż dumpingowymi, mocno zaniżanymi płacami, konkurują polscy ludzie pracy. Tak więc udowodniłem ci ponad wszelaką wątpliwość, że przeciętne zarobki Polaków są zdecydowanie niższe niż Francuzów czy Niemców.
    5. To ty więc wyciągasz wnioski na podstawie błędnych i mocno niekompletnych danych i na tej podstawie nie jesteś w stanie zauważyć, ze Polska dokłada do Unii a więc wyjście z niej było by dobre zarówno dla Polski jak też i Polaków.

  68. @jakowalski
    26 grudnia o godz. 21:08 37844

    „Chodzi tu bowiem o to, że Polak na Zachodzie Unii i w Polsce dostaje z reguły znacznie niższą płacę za tę samą pracę (na tym samym stanowisku pracy, tak samo wydajną, tej samej jakości etc.) „. A na poczatku twierdziles, ze zarabia srednia europejska? Wiec co sie teraz zgadza? Nie musisz odpowiadac, bo dla jasnosci zaraz dopowiem, ze to jest pytanie retoryczne. Ale co sie usmialem to moje 🙂

    „Takich danych to nikt nie ma, gdyż nie prowadzi się z przyczyn polityczno-ideologicznych takich statystyk,…”

    I znowu pudlo. Sprawdz sobie np. tutaj: https://media.euro-tax.pl/raporty/raport_zarobki_2017_web.pdf

    NB. Z Tab. 2 wynika, ze ci wredni Niemcy (i Austriacy) placa Polakom srednio najlepiej.

    PS. Ja zadnych wnioskow (a wiec tez zadnych blednych) za czy przeciw EU nie wyciagalem. Pokazalem tylko bledy w twoich dowodach o gospodarczym mocarstwie 3 mil. Polakow za granica 🙂

  69. Mały Fizyk
    Znów Diabeł ukrył się przed Tobą w szczegółach. Ten raport oparty jest bowiem na niereprezentatywnych danych, zebranych w sposób urągający wszelkim zasadom, zbierania danych, jako ze umieszczono w nim dane pochodzące z różnych źródeł i opierające się na innych definicjach zarobku, podatku, emigranta etc. Przeczytaj dokładnie ten fragment owego raportu a zobaczysz, ze in jest nic nie warty (zacznij od strony 10):
    „Wycenie starano się nadać charakter rzeczywisty, co było podstawą wprowadzenia szeregu założeń korygujących (mój komentarz: takie założenia w praktyce zawsze deformują i fałszują obraz rzeczywistości):
    a) Przyjęta liczba Polaków, którzy mogą starać się o zwrot nadpłaconego podatku, stanowi sumę emigrantów pracujących w wymienionych powyżej krajach, z uwzględnieniem następujących korekt:
    i. Obniżenie o 10 proc .(mój komentarz: dlaczego o 10 a nie np. 5 czy 20?), liczone od poziomu wynikającego z danych opublikowanych przez GUS, w celu uwzględnienia szacowanej liczby osób, które posiadają niedopłatę podatku;
    ii. Przyjęto dodatkowo, że po korekcie (i) wielkość rynku należy pomniejszyć o dalsze 40 proc. (mój komentarz: dlaczego o 40 a nie np. 50 czy 30?), co stanowi przybliżoną liczbę osób, które uzyskały już zwrot nadpłaconego podatku;
    iii. Otrzymaną wielkość po korekcie (i) i (ii) dodatkowo skorygowano in minus o 5 proc.(mój komentarz: dlaczego o 5 a nie np.10 czy też 2 i pół?) , co stanowi średnią liczbę odrzucanych wniosków o zwrot nadpłaconego podatku, wynikających z niemożliwości uzyskania niezbędnych danych poświadczających zatrudnienie (mój komentarz: skąd wzięto tę średnią?) ;
    iv. Przyjęto utrzymanie wielkości emigracji w 2016 roku na poziomie analogicznym do okresu poprzedniego (mój komentarz: na jakiej podstawie?).
    b) Średni zwrot z pojedynczego zeznania przyjęto na podstawie danych historycznych wynikających z transakcji zwrotu podatku w poszczególnych krajach przeprowadzanych przez Euro-Tax.pl. (mój komentarz: przecież te dane są też obarczone w/w błędami, a więc są one bezwartościowe)
    W powyższym raporcie korzystano z danych klientów pozyskanych przez firmę Euro-Tax.pl w latach 2004-2016. Wzięto pod uwagę ponad 170 tys. spraw. (mój komentarz: znów – próbka danych użytych w tym „badaniu” nie jest reprezentatywna dla całości polskiej emigracji zarobkowej, której liczebność szacuje się przecież na miliony.)
    Podstawą wyceny zarobków Polaków w Europie były szacunki GUS dotyczące wielkości emigracji czasowej (mój komentarz: jak wiadomo, te szacunki są mocno zaniżone ) .
    Założono, że 70% (mój komentarz: znów – dlaczego o 70 a nie np.60 albo 80?) przebywających za granicą podejmuje tam pracę zarobkową. Kolejnym przyjętym założeniem był średni czas (mój komentarz: konkretnie jaki?)pobytu migranta w poszczególnych krajach. Dane te uśredniono (mój komentarz: w jaki sposób i dlaczego?)w odniesieniu do każdego kraju.
    W kalkulacji uwzględniono kraje, dla których EuroTax.pl S.A. przeprowadzał operacje odzyskiwania nadpłaconego podatku – łącznie sześć krajów (Holandia, Irlandia, Niemcy, Belgia, Austria oraz Wielka Brytania). (mój komentarz: znów – ograniczono się tylko do krajów, dla których EuroTax.pl S.A. przeprowadzał operacje odzyskiwania nadpłaconego podatku, a więc te dane są z definicji NIEreprezentatywne).
    2. Główny Urząd Statystyczny szacował, że w końcu 2014 roku (to jest 3 lata temu) poza granicami Polski przebywało czasowo około 2320 tys. mieszkańców naszego kraju, tj. o 124 tys. (5,6%) więcej niż w 2013 roku. W Europie w 2014 r. przebywało około 2013 tys. osób, przy czym zdecydowana większość – około 1901 tys. – przebywała w krajach członkowskich UE. Liczba ta zwiększyła się o 112 tys. w stosunku do 2013 roku. Spośród krajów UE, nadal najwięcej osób przebywało w Wielkiej Brytanii (685 tys.), Niemczech (614 tys.), Irlandii (113 tys.) oraz w Holandii (109 tys.) i we Włoszech (96 tys.). (http://www.egospodarka.pl/126958,Emigracja-z-Polski-2004-2014,1,39,1.html). Jak zaś wiadomo, jest to poważny niedoszacunek, a poza tym, to przez te dodatkowe 3 lata setki tysięcy Polaków wyjechało z Polski „za chlebem”. Tak wiec mój szacunek 3 milionów Polaków przebywających obecnie zagranicą z przyczyn ekonomicznych a którzy wyjechali z Polski po jej wejściu do Unii jest też zaniżony, ale dość dobrze oddaje on skalę wielkości obecnej emigracji zarobkowej z Polski.
    Szalom!

  70. Mały Fizyk
    Główny Urząd Statyczny szacuje, że w końcu 2015 r. poza granicami Polski przebywało czasowo ok. 2397 tys. mieszkańców naszego kraju, czyli o 77 tys. (3,3 proc.) więcej niż w 2014 r. W Europie w 2015 r. przebywało około 2098 tys. osób, przy czym zdecydowana większość – ok. 1983 tys. – w krajach członkowskich UE. Liczba ta zwiększyła się o 82 tys. w stosunku do 2014 roku.
    (https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/ilu-polakow-przebywa-na-emigracji,54,0,2149430.html)
    Jesli dodać tego co najmniej milion dodatkowych Polaków (rozumianych tu jako osoby z polskim obywatelstwem, które wyemigrowały z Polski na stałe po roku 1990) przebywających poza Polską na stałe po wejściu Polaki do Unii, to te 3 miliony podane przeze mnie są mocno zaniżonym szacunkiem. Opieram się tu bowiem na szacunkach, z których wynika, że co roku wyjeżdża z Polski na stale co najmniej 100 tys. osób, jako że liczba osób przebywających czasowo za granicą, która zgłosiła swój wyjazd na dłuższy czas zagranicę w biurach ewidencji ludności wynosiła przykładowo 68,8 tys. w roku 2009, zaś w 2008 r. – 88,3 tys., Jako że mimo istnienia formalnego obowiązku zgłaszania wyjazdu za granicę na pobyt stały, tylko niewielka część wyjeżdżających dopełnia tych formalności, to można przyjąć, że co najmniej 100 tysięcy Polaków opuszcza co roku swą ojczyznę na stałe.

  71. Mały Fizyk
    A znasz może to: https://www.nbp.pl/statystyka/bilans_platniczy/doch_pl.pdf
    To jest szacunek nie tylko dla UE (jak ten firmy EuroTax.pl S., na który się powołujesz), ale też i dla reszty świata.

  72. Mały Fizyk
    Oraz to: https://wneiz.pl/nauka_wneiz/sip/sip24-2011/SiP-24-7.pdf
    Przypominam – to są tylko zgrubne szacunki, jako że nikt nigdzie nie zbiera dokładnych i wiarygodnych danych na temat wyjazdów zarobkowych z Polski zagranicę i przyjazdów zarobkowych z Polski do poszczególnych państw świata, a poza tym to granica pomiędzy wyjazdem czasowym a na stałe jest bardzo płynna oraz dane na temat zarobków są też mało wiarygodne, jako że spora część Polaków pracuje zagranicą „na czarno”, nawet w obrębie UE bądź też jest tam „delegowana”, a więc nie jest ujęta w tamtejszych statystykach. Co też jest w statystykach z takimi Polakami jak, ja którzy de facto pracowali zagranicą, ale otrzymywali tam formalnie nie płacę, a tylko stypendium badawcze (zresztą znacznie wyższe od przeciętnej płacy, równe płacy profesorskiej) i formalnie byli zameldowani wówczas w Polsce, jako że w kraju gdzie oni przebywali i de facto pracowali nie ma i nigdy nie było obowiązku meldunkowego i nawet ich wyjazd z Polski i wjazd do kraju docelowego nie był nigdzie zarejestrowany (Strefa Szengen)?

  73. Mały Fizyk 26 grudnia o godz. 22:45 37845
    Znów nic nie zrozumiałeś – Polak poza Polską wypracowuje co najmniej średnią europejską a tylko otrzymuje on od „pracodawcy” znacznie mniej niż powinien.

  74. Mały Fizyk
    Na koniec – nie ma czegoś takiego jak „gospodarcze mocarstwo 3 milionów Polaków za granicą”. Jest tylko ich wyzysk w kraju i zagranicą oraz de facto utrzymywanie Unii Europejskiej przez Polskę i Polaków, eksploatowanych przez bogate kraje owej Unii w Polsce i poza nią.

  75. @jakowalski
    27 grudnia o godz. 11:07 37846

    Ciesze sie, ze zaczynasz krytycznie czytac zrodla. (Co nie znaczy, ze sie z twoja ocena zgadzam). Ale moze pomoze ci to przestac zmyslac (wlasne) liczby i jeszcze twierdzic „jak wiadomo”. Bo zmyslone jest zmyslone a innym zrodlom wierze bardziej niz tobie 😉

    NB. Zauwazyles, ze w twoim linku NBP twierdzi, ze w latach 2004-2007 Polacy w UE 27 zarabiali do 10 razy mniej (w porownaniu z euro-tax). Chcesz to skomentowac?

    „Polak poza Polską wypracowuje co najmniej średnią europejską”
    Twierdziles, ze zarabia 2.000 $ To akurat by sie zgadzalo z danymi w moim linku. No, ale „spaliles” sobie ten argument, bo te dane sa wedlug ciebie niewiarygodne 😉
    Wiec moze bys tak podal jakies (w twoich oczach) wiarygodne zrodla na twoje stwierdzenie?

  76. Mały Fizyk
    1. To przecież Ty czytasz i cytujesz źródła bezkrytycznie i nieuważnie a nie ja. Rada: czytaj zawsze tzw. small print i uwagi metodologiczne, które na ogół są ukryte na szarym końcu albo w załącznikach bądź też w przypisach.
    2. Zgoda – w latach 2004-2007 Polacy w UE zarabiali znacznie mniej niż obywatele jej najbogatszych członków i w zależności od źródła ta różnica jest inna. Poza tym, to NBP popełnia bardzo poważny błąd nie podając zarobków skorygowanych o wysokość cen, czyli inaczej NBP popełnia błąd polegający na porównywaniu płac nominalnych a nie realnych, ale czego można spodziewać się po banku, którego wieloletnim prezesem był ekonomiczny i finansowy analfabeta, czyli Balcerowicz a dziś prezesuje mu człowiek, którego jedyną kwalifikacją jest jego dawna aktywność w NSZZ Solidarność i postsolidarnościowych partiach politycznych, gość który doktoryzował się w czasach PRL-u na dawnym SGPiS-ie na podstawie rozprawy pod tytułem „Metodologiczne podstawy marksistowskiej teorii ekonomii” a habilitował z Schumpetera, nic ale to nic nie rozumiejąc z tego, co napisał ów Schumpeter, człowiek, który zrobił karierę naukAwą „od studenta do profesora” w jednej i tej samej instytucji.
    3. Szacuje, że Polak poza Polską wypracowuje co najmniej średnią europejską (inaczej to by ich tam przecież nie zatrudniali). Być może że to było kilka lat temu zbliżone do około $2,000 (NIE „2.000 $”, gdyż znaczyło by to w notacji używanej na tzw. Zachodzie, że zarabiał on przeciętnie 2 dolary USA miesięcznie).
    4. Wiarygodne źródła to były by oparte na porządnych, co najmniej dziesięcioletnich badaniach REPREZENTATYWEJ próbki Polaków pracujących zagranicą. Chciałem niedawno temu takowe przeprowadzić, ale Unia (konkretnie KE i jej Research Executive Agency czyli Agencja Wykonawcza ds. Badań Naukowych) nie była tym zainteresowana, gdyż słusznie obawiała się, że wyniki takowych badań będą politycznie niepoprawne, jako że ujawnią one dyskryminację Polski i Polaków w UE.
    Szalom!

  77. @jakowalski
    27 grudnia o godz. 14:59 37853

    ad. 4. Wiec nie wiadomo ile Polacy zagranica zarabiaja. Nie wiadomo ilu ich tam jest. Nie wiadomo jaki PKB tam wypracowuja. „Na koniec – nie ma czegoś takiego jak „gospodarcze mocarstwo 3 milionów Polaków za granicą”.

    To skad wiesz o „…de facto utrzymywanie Unii Europejskiej przez Polskę i Polaków…”?
    Nie wiesz, ale wiesz? Czy to jest twoj tzw. small print i uwagi metodologiczne 😉

    Nie gniewaj sie, ale jezeli chcesz przekonac „jasny lud” do twoich tez, to to musi miec fakty, rece i nogi.

  78. Dear MF,
    1. Z grubsza wiadomo jest, że Polacy w Polsce i zagranicą zarabiają znacznie mniej niż powinni. Wiadomo też, że za granicą to Polaków są dziś miliony – nieznana jest tylko ich dokładna liczba, ale tak samo nikt przecież nie wie ilu jest obecnie Polaków w Polsce z dokładnością większą niż do miliona osób. To już nie są bowiem czasy PRL-u z małą liczbą wyjazdów z Polski w celach zarobkowych i egzekwowanym dość skutecznie obowiązkiem meldunkowym. Wiadomo też, że Polacy wypracowują zagranicą potężną wartość dodatkową i tym samym zwiększają oni znacznie PKB państw, do których zmuszeni byli oni wyjechać ze względu na „reformę” Balcerowicza i spowodowane tym wysokie bezrobocie i niskie płace w Polsce. Na koniec – owo „gospodarcze mocarstwo 3 milionów Polaków za granicą” to był twój wymysł a nie mój. 😉
    2. Utrzymywanie Unii Europejskiej przez Polskę i Polaków jest zaś 100% potwierdzonym empirycznie faktem, jako że gdyby Unia miała utrzymywać Polskę i Polaków, to by nas przecież nigdy do niej nie przyjęto, jako że w kapitalizmie „there ain’t no such thing as a free lunch” (alternatively, „There is no such thing as a free lunch”) czyli „(w kapitalizmie) nie ma darmowych obiadów” – cytat z powieści Roberta A. Heinleina z roku 1966 pod tytułem „The Moon Is a Harsh Mistress” („ Luna to surowa pani”). Jest to również tytuł wydanej w roku 1975 książki znanego amerykańskiego ekonomisty Miltona Friedmana, zwolennika wolnego rynku, laureata (rok 1976) nagrody Banku Szwecji im. Alfreda Nobla w dziedzinie ekonomii.
    3. Lud uważający się za „jasny” jest na ogół jeszcze „ciemniejszy” niż lud uważany za „ciemny” przez tych, którym wydaje się, że należą do „jasnego luda”. 😉
    Szalom!

  79. „Z grubsza wiadomo jest”. „Utrzymywanie Unii Europejskiej przez Polskę i Polaków jest zaś 100% potwierdzonym empirycznie faktem „.”Oby Polska rosła w siłę i ludzie żyli dostatniej”.To wszystko zgrubsza wiadomo jest.No,no………..jakowalski????????????????????!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  80. Prospector
    Powtarzam: Utrzymywanie Unii Europejskiej przez Polskę i Polaków jest zaś 100% potwierdzonym empirycznie faktem, jako że gdyby Unia miała utrzymywać Polskę i Polaków, to by nas przecież nigdy do niej nie przyjęto, jako że w kapitalizmie „there ain’t no such thing as a free lunch” (alternatively, „There is no such thing as a free lunch”) czyli „(w kapitalizmie) nie ma darmowych obiadów” – cytat z powieści Roberta A. Heinleina z roku 1966 pod tytułem „The Moon Is a Harsh Mistress” („ Luna to surowa pani”). Jest to również tytuł wydanej w roku 1975 książki znanego amerykańskiego ekonomisty Miltona Friedmana, zwolennika wolnego rynku, laureata (rok 1976) nagrody Banku Szwecji im. Alfreda Nobla w dziedzinie ekonomii.

  81. Prospector
    Innymi słowy – w kapitalizmie NIE ma nic za darmo, NICZEGO się w nim NIGDY nie dostanie „z dobrego serca”. Za wszystko trzeba w nim zapłacić i wszystko jest w nim na sprzedaż (A. Wajda).

  82. snakeinweb i jakowalski.A cóż to za wspaniałe spotkanie dwóch antyliberałów.Blackley mógłbyś w obydwu walić faktami jak z CKM-u a i tak wg. nich czarne będzie białe a białe będzie czarne(snakeinweb i jego KK,jakowalski i jego komuna).Wszyscy zaczadzeni religią albo doktryną tak mają zasłaniając się demonstrowaniem rozumienia demokracji.

  83. @jakowalski
    27 grudnia o godz. 20:35 37858

    Prosze, przespij sie i przestan sie miotac. Bo stac cie na wiecej.

    I nie zapomnij, ze w kapitalizmie (i nie tylko) jest cos takiego jak „win-win” a nie tylko „jednego zysk to drugiego strata”. I to jest naprawde „w 100% potwierdzone empirycznie” 🙂

    PS. „win-win” nie musi byc fifty-fifty. Mimo to, ze strata nie ma nic wspolnego.

  84. Prospector
    Blackley ma sprawę sądową o zniesławienie a nie fakty, a wiara w wolny rynek jest jak najbardziej wiarą religijną (p. np. Rafał Woś „Teologie gospodarki” Polityka 51/52 (2017) s. 56-58.

  85. MF
    W kapitalizmie nie ma czegoś takiego jak „win-win”, gdyż kapitalizm jest grą o sumie zerowej – zysk jednego gracza oznacza więc stratę drugiego gracza a w najlepszym wypadku zwiększenie zysku jednego gracza odbywa się kosztem zmniejszenia zysku drugiego gracza, gdyż w momencie podziału „tort” nie zmienia swoich wymiarów, co jest w 100% potwierdzone empirycznie.
    Cytuję z „Kapitalizm w ostateczności przetrwają kanibale” (https://obserwatorpolityczny.pl/?p=27364):
    Musimy to sobie uświadomić, że kapitalizm w ostateczności przetrwają tylko kanibale, to jest dosłownie ci, dla których nie będzie problemem jedzenie mięsa upolowanych ludzi należących do innych wspólnot. Dokładnie do tego prowadzi kapitalizm, zwłaszcza w swoim krwiożerczym łże-neo-liberalnym wydaniu, ponieważ jego dogmatem jest trwałe utrzymywanie nierównowagi ekonomicznej w systemie społeczno-gospodarczym, kosztem tych uczestników systemu, którzy są zobowiązani do świadczeń z przymusu, tj. zmuszonych statusem ekonomicznym do aktywnego uczestniczenia w nim poprzez świadczenie swojego aktywnego uczestnictwa. Perfidia i nieskończone zakłamanie systemu polega obecnie na tym, że z aktywnego uczestnictwa uczyniono przywilej, głównie po to żeby spadła cena wynagrodzenia za pracę.
    Spadek ceny wynagrodzenia za pracę odbywa się w kapitalizmie różnymi metodami. Częściowo następuje poprzez wydłużenie czasu pracy, nieformalne wymagania realizacji części wymiaru czasu pracy w czasie wolnym, stałe przymuszanie do wzrostu efektywności, inflacyjne obniżanie wynagrodzeń, czy też wyższe opodatkowanie. Nie brakuje pomysłowości, żeby tylko uczestnicy systemu, byli bardziej zobowiązani, stale związani i ubezwłasnowolnieni na przyszłość. Bronią totalną w tym zakresie jest dobrodziejstwo kredytu. Nie byłoby dramatu z samego faktu udzielania go, pod warunkiem, że byłby udzielany głównie na rozwój, postęp, inwestycje budujące majątek uczestników. Tymczasem najczęściej jest on udzielany na KONIECZNĄ DO FUNKCJONOWANIA konsumpcję, w tym tą wymuszaną poprzez normy środowiskowe pompowane przez marketing. Zaraz zacznie się okres przedświąteczny – zobaczycie państwo nową ofertę instytucji finansowych. Szybkie, łatwe, przyjemne kredyty dawane w uproszczonej procedurze – na spełnianie marzeń.
    To oczywiście jest tylko czubek problemów i mechanizmów zmuszających ludzi do posłuszeństwa. Problemem jednak nie są ani kredyty, ani nawet coś tak ważnego jak nierównomierny podział „wygranej” w kapitalizmie. Ta nierównowaga działa stymulująco dla gospodarki i jeżeli jest dobrze opodatkowana, jest utrzymywana w dobrych dla każdej gospodarki proporcjach. Problemem jest wyczerpanie się dotychczasowych liniowych dogmatów prostego rozwoju, który umożliwiał to, że mający więcej mieli więcej a reszta była najedzona do syta.
    Źródeł tego problemu jest bardzo wiele, jednakże jego rzeczywistą przyczyną jest NIESKOŃCZONA ATAWISTYCZNA CHCIWOŚĆ, JAKO IMMANENTNA CECHA KAPITALIZMU. Osoby o delikatniejszej percepcji w miejsce słowa chciwość mogą sobie wpisać „pogoń za zyskiem” itd. Oczywiście nie ma w tym nic złego, że kapitalista realizuje swoje zyski, jednakże pojawiają się problemy wówczas, kiedy jego zysk nie ma związku z logistycznymi łańcuchami kreowania wartości, na których powinien się opierać.
    Już widać skutki zahamowania rozwoju linearnego opartego o proste czynniki wzrostu. Jest to szczególnie bolesne dla ubożejącego Zachodu, w którym już trwają konflikty o zasoby, rynki i możliwości. Kapitał dla większości graczy nie jest już problemem, problemem jest wyścig o cenę zasobów, jeżeli wszyscy chcieliby go zrealizować na zasadzie win-win mniej więcej w tym samym czasie.
    Dochodzi już do takich fikcji jak próby ustalania ujemnych stop procentowych za kapitał, żeby ograniczyć jego ciśnienie. Na Zachodzie jest zbyt dużo kapitału, a jeszcze nie stało się nic takiego, żeby powiedzieć jego właścicielom, że tak naprawdę go nie ma, bo nie ma na niego pokrycia i CO NAJGORSZE TO POKRYCIE NIE POJAWI SIĘ W DAJĄCEJ SIĘ PRZEWIDZIEĆ PRZYSZŁOŚCI. Dlatego, gdyż nie ma potencjału, który mógłby wytworzyć nadwyżkę z dochodów bieżących na pokrycie „starego portfela”. Tutaj wręcz nadmiar kapitału przeszkadza, ponieważ staje się widocznym, że kapitalizm to jest gra o sumie zerowej. Nadzieje na wzrost dzięki rozwojowi technologii to jest już fikcja, nie da się bowiem napędzić sztucznie postępu technologicznego, jeżeli nie ma rzeczywistych potrzeb do tworzenia innowacji. W najlepszym wypadku wymyśla się nowe tapety na komórki zamiast metod kucia tytanu lub nowoczesnego klejenia itp. Zachód już zrozumiał, że nie da się zbudować ekonomii w oparciu o handel prawami autorskimi do tapet na komórki, które dopiero mają powstać. Jednakże tą tajemniczą wiedzę mają na razie nieliczni, a oni już zabezpieczyli swoje potencjały. Masy będą zaś musiały zapłacić własnym majątkiem, a w konsekwencji poziomem życia.
    System kapitalistyczny pozbawiony naturalnych możliwości rozwoju w oparciu o np. eksploatację słabszych, handel niewolnikami, to jest po prostu już tylko bandytyzm państwowy, piractwo i inne sposoby wyzysku słabszych państw lub grup ludzi – zaczyna on więc zjadać własny ogon, potem korpus – do zupełnego zniszczenia. Warto tu prześledzić przyczyny upadku imperium zachodnio-rzymskiego, naprawdę do dzisiaj zmieniła się tylko technologia mechanizm i przede wszystkim błędy są dokładnie takie same, a pod pewnymi względami nawet mniej wyrafinowane. Od czasów Rzymu, Zachód bowiem nie wymyślił, bowiem niczego innego jak rozwój napędzany zasobami zewnętrznymi.
    Dzisiaj się to skończyło i mamy lukę czasową wynikającą z emancypacji byłych kolonii i państw trzeciego świata oraz braku postępu technologicznego, który mógłby umożliwić izolowanie się od problemów „otoczenia”. Jeżeli do tego dodamy jeszcze odcięcie się od zasobów Wszechrosji to mamy zupełną katastrofę. Skończy się to w ten sposób, że przetrwają tylko kanibale, ponieważ zabraknie ludzi zdolnych do pracy na warunkach dyktowanych przez posiadaczy kapitału, czyli najpierw na ich rentę, potem na amortyzację, stopę zwrotu i wreszcie na wypłatę. A kiedy zabraknie pracujących uczestników systemu, to pozostanie tylko zjadanie ostatnich zasobów i wyścig o nie. Prawdziwy degrowth (wzrost negatywny czyli regres), ale nie jako szczytna idea oszczędzania zasobów naturalnych, tylko jako wynik sumy wszystkich atawizmów. To jest tylko kwestia najbliższych kilkudziesięciu lat, chyba że kręgosłup tzw. cywilizacji zachodniej złamie się szybciej.
    Zresztą to jest i tak bez znaczenia, bowiem kanibali wyeliminują inne cywilizacje, jako że otoczenie nie stoi w miejscu – może jego rozwój nie jest spektakularny, ale w ich wymiarach decydujących o możliwości kreowania potencjału zdolnego do zewnętrznej interakcji w poszukiwaniu zasobów – ma się wręcz kwitnąco.
    Szalom!

  86. @jakowalski
    27 grudnia o godz. 22:41 37862
    „..gdyż kapitalizm jest grą o sumie zerowej…”

    No, w koncu ktos udowodnil tym wrednym marksistom (i D.Ricardo), ze ich wartosc dodana, to tylko wartosc urojona 😉 Tylko skad sie wtedy twoj tort do podzialu wzial? A moze chodzi ci o zerowy tort?

    A mowilem ci, przespij sie ….

  87. MF
    Ten tort to wziął się z pracy pracowników najemnych, ale największa jego część zostaje zabrana przez kapitalistów, czyli członków klasy próżniaczej (idle class or leisure class). Poza tym to w teorii ekonomii nie ma żadnej wartości dodanej, a jest tylko wypracowana przez ludzi pracy nadwyżka „m+v”, czyli wartość dodatkowa „m” (inaczej zysk), przejmowany w całości przez kapitalistę i płaca robocza „v”, co już dawno temu udowodnił Marks. Tak więc jeżeli mamy ten tort do podziału, to mamy zawsze do czynienia z grą o sumie zerowej, jako ze każde zwiększenie płacy roboczej „v” oznacza zmniejszenie zysku „m” i vice versa. „Idź dziecię do szkoły, ja cię uczyć każę” – Maria Konopnicka „Przed sądem”.

  88. MF
    NIE ma wartości urojonej – jest tylko wielkość urojona czyli „i”.

  89. @jakowalski
    28 grudnia o godz. 9:33 37867

    Oj, jaki glupi jestem 🙁 Bo mi sie zawsze wydawalo, ze kapitalizm to najpierw wytwarzanie tego tortu a dopiero pozniej jego podzial. No i po co ten Marks sie tak staral, zeby opisac kapitalizm, jezeli to tylko podzial tortu 😉

    Nadal brakuje ci snu, zebys trzezwo myslal. A tak wychodza ci tylko bezsensowne zbitki zdaniowe.

    PS:
    „Poza tym to w teorii ekonomii nie ma żadnej wartości dodanej,…”
    „David Ricardo wskazał na podział wartości dodanej na płacę i zysk[1].” https://pl.wikipedia.org/wiki/Wartość_dodana
    [1] Ekonomia klasyczna. W: Józef Nowicki: Ekonomia polityczna kapitalizmu. Warszawa: KiW, 1988. ISBN 8305114619.

  90. MF
    Wytwarzanie tortu nie ma nic wspólnego z ustrojem ekonomicznym. Odbywa się ono bowiem w każdym ustroju ekonomicznym, czyli w niewolnictwie, feudalizmie, kapitalizmie, socjalizmie i komunizmie. Marks zajmował się zaś głównie dystrybucją nadwyżki, którą ty i Nowicki mylicie z wartością dodaną. Ale wartość dodana to jest tylko termin z dziedziny finansów, dokładniej administracji podatkami i wiąże się on z tzw. VAT (value-added tax) czyli z podatkiem od tzw. wartości dodanej, ale sam termin „wartość dodana” nie ma nic wspólnego z definicją wartości używaną w teorii ekonomii. Cytowany przez ciebie Józef Nowicki („Ekonomia polityczna kapitalizmu” Warszawa: KiW, 1988) myli przecież wyraźnie wartość dodaną z wartością dodatkową, jako że wartość dodana jest definiowana jako różnica między całkowitym przychodem ze sprzedaży a całkowitymi kosztami zasobów zużytych do produkcji (pracy, surowców, maszyn, energii i usług zewnętrznych związanych z daną produkcją), a więc jest to różnica pomiędzy przychodem (utargiem) a kosztami czyli inaczej jest to zysk brutto producenta. Natomiast nadwyżka osiągana przez firmę, czyli „m+v” składa się z płacy roboczej „v” wypłacanej pracownikom najemnym i z zysku kapitalisty „m”. Jak widzisz, mamy tu pomieszanie z poplątaniem, jako że w skład owej wartości dodanej NIE wchodzą płace, które są w finansach uważane za koszt, a które to płace wchodzą w skład nadwyżki „m+v” uzyskanej przez firmę i wypracowanej przez zatrudnionych w niej pracowników najemnych. Pamiętaj, że Wikipedia NIE jest źródłem, z którego można korzystać bezkrytycznie.

  91. MF
    Według Nowickiego w skład wartości dodanej nie wchodzą płace, które są przecież częścią kosztów, a więc Ricardo nie mogli napisać, ze wartość dodana składa się z płacy i zysku. Ricardo twierdził bowiem, że źródłem wszelkiej wartości jest praca i tylko praca.
    Więcej tu: https://www.nbportal.pl/wiedza/artykuly/historia-mysli-ekonomicznej/historia_ekonomii_9

  92. MF
    Polecam też: ttps://en.wikipedia.org/wiki/Labor_theory_of_value

  93. @jakowalski
    28 grudnia o godz. 11:38 37870

    „Wytwarzanie tortu nie ma nic wspólnego z ustrojem ekonomicznym.”

    No patrz, a temu glupiemu Marksowi wydawalo sie, ze system wytwarzania (produkcji) i podzial dobr (w tym wartosci dodatkowej/dodanej) definiuje kapitalizm. Kto by pomyslal, ze dopiero jakowalski przejzal na oczy 😉

  94. MF
    Marks przez system (proces) wytwarzania rozumiał głównie stosunki miedzy ludźmi w tymże systemie (procesie). To bowiem sposób, w jaki nadwyżka, wypracowana przez ludzi pracy, jest dzielona pomiędzy nich a osoby pochodzące z klasy wyzyskującej ludzi pracy definiuje dany system ekonomiczno-społeczny. W niewolnictwie ta nadwyżka jest przejmowana głównie przez właścicieli niewolników, w feudalizmie głównie przez właścicieli ziemi i de facto właścicieli chłopów pańszczyźnianych a w kapitalizmie głównie przez właścicieli kapitału w postaci zysku „m” a tylko relatywnie mała część tej nadwyżki czyli „v” wraca w postaci płacy roboczej do tych, którzy ją wypracowali czyli do pracowników najemnych. Tylko w ustrojach nieantagonistycznych czyli bezklasowych cała ta nadwyżka wraca w postaci płacy roboczej do tych, którzy ją wytworzyli swoją własną pracą, oczywiście minus ta jej część, która przeznaczona jest na rozwój czyli na inwestycje, ale w tych ustrojach to dochody z owych inwestycji wracają do ludzi pracy. Oczywiste jest też, że każdy ustrój ekonomiczno-społeczny opiera się na innej bazie czyli technologii, ale to jest zupełnie inna para kaloszy, jako że my tu dyskutujemy na temat podziału a nie wytwarzania nowych wartości.

  95. @jakowalski
    28 grudnia o godz. 12:48 37874

    Ja o niczym nie dyskutje. Ja tylko zadaje pytania i sprawdzam, czy twoje wypowiedzi sa sensowne. Czasem usmieja sie po jakims twoim „kwiatku” 😉

    A teraz wracam do sensownej roboty. So long.

  96. To było tak:
    Miał chłop mieszek z siemieniem lnianym. Obsiał nim pole i… ( z dalszym, całym procesem technologicznym można zapoznać się w bajce M. Konopnickiej ” Jak to ze lnem było” )…i na końcu powstał zwój płótna , z którego można było uszyć piękną koszulę.
    Ta cala praca rolnika, prządek, tkaczek i na końcu krawca to właśnie owa „wartość dodana” która sprawiła iż ze siemię zmieniło się w koszulę.

  97. MF
    Znaczy się, że nic nie masz do powiedzenia. 🙂

  98. Kaesjot
    Mały Fizyk wierzy zaś święcie, że to kapitalizm sprawił, że siemię cudownie zamieniło się w koszulę. 😉
    I jeszcze to:
    „Wyrosło w lesie drzewo potężne,
    Twarde, wysmukłe i niebosiężne.
    Raz przyszli drwale, drzewo zrąbali,
    Bardzo się przy tym naharowali.
    Potem je konie na tartak wlokły,
    Tak się zziajały, że całe zmokły.
    Na tym tartaku warczące piły
    Tak drzewo cięły, że się stępiły.
    Kupił te szorstkie listwy i deski
    Stolarz warszawski Adam Wiśniewski.
    Adam Wiśniewski, nie lada majster,
    Wziął piłę, młotek, hebel i klajster.
    Mierzył, heblował, kleił, sposobił,
    Zbijał, malował, wreszcie stół zrobił.
    Tyle to trzeba było mozołu
    Dla sporządzenia jednego stołu.”
    Julian Tuwim „Stół”

  99. MF
    P.S. – wszystkimi swoimi wpisami dowodzisz, że NIC ale to absolutnie NIC NIE zrozumiałeś z tego, co ja tu piszę. -(

  100. Murarz domy buduje,
    Krawiec szyje ubrania,
    Ale gdzieżby co uszył,
    Gdyby nie miał mieszkania?

    A i murarz by przecie
    Na robotę nie ruszył,
    Gdyby krawiec mu spodni
    I fartucha nie uszył.

    Piekarz musi mieć buty,
    Więc do szewca iść trzeba,
    No, a gdyby nie piekarz,
    Toby szewc nie miał chleba.

    Tak dla wspólnej korzyści
    I dla dobra wspólnego
    Wszyscy muszą pracować,
    Mój maleńki kolego.

    To też Juliana Tuwima
    „Wszyscy dla wszystkich”
    Nawet poeta nie mówiąc o gospodyni domowej to rozumieją czego pojąć nie mogą „ekonomiści”.

  101. Kaesjot
    Współcześni akademiccy ekonomiści (a przynajmniej ich przytłaczająca większość) jest zwolennikami hipotezy creatio ex nihilo czy cudownego tworzenia czegoś z niczego. Zapominają oni tylko, że z niczego, to tylko nic powstać może, np. bezwartościowy, wirtualny pieniądz i oparta na nim wirtualna gospodarka finansowa obracająca niczym, czyli wirtualną walutą i wirtualnymi papierami bezwartościowymi które są przedmiotem wirtualnego obrotu przez wirtualnych maklerów na wirtualnych giełdach finansowych istniejących dziś w praktyce głównie w wirtualnej pamięci wirtualnej sieci wirtualnych finansowych komputerów.

  102. Kaesjot
    Jeszcze to:
    Żeby nam było lepiej
    żyć na tym pięknym świecie
    musimy wszyscy pracować.
    To jasne przecież.

    Jeżeli ma być krótsza
    podróż przez góry i lasy,
    trzeba przekopać tunel,
    trzeba umocnić nasyp.

    Jeżeli zboża za mało,
    to trzeba obsiać ugory,
    jeżeli miasto zbudować,
    to wspólny potrzebny poryw.

    Jeżeli ciągle przybywa
    szkół dookoła i fabryk,
    to trzeba, trzeba budować,
    pomnażać cegły i skarby.

    Jeśli masz kiedyś się włączyć
    w tę wielką, wezbraną rzekę,
    to musisz pracować nad sobą,
    by stać się prawdziwym człowiekiem.

    To wszystko, wszystko się spełnia
    na świecie i w naszym kraju
    przez pracę – dzięki tym, którzy
    pokój kochają.

    „Wiersz o pracy” Jerzy Kierst (1911 – 1988)

  103. I jeszcze to:
    Pan (podobno profesor UJ) Jan Hertrich-Woleński napisał na forum „Kraj” POLITYKI co następuje: „Często podróżuję koleją. Nie prowadzę statystyki, ale jakieś 50–70 proc. pociągów ma opóźnienia” (https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1732558,1,lot-i-pkp-coraz-gorzej-traktuja-swoich-pasazerow.read). Nie wyjaśnił on jednak, co rozumie on przez „często”, jako że dla jednego „często” to jest co miesiąc a dla innego kilka razy dziennie i przyznał, że nie prowadzi on żadnej statystyki, ale stwierdza on autorytatywnie, że 50–70% pociągów ma opóźnienia, ale nie podaje jak duże. Jak to można więc nazwać, jak nie pseudonaukowym bełkotem? Pytam się więc, kto dał mu dyplom ukończenia studiów wyższych, doktorat i habilitację? Obawiam się że albo otrzymał je on „po linii partyjnej”(Wikipedia podaje, że był on członkiem PZPR w latach 1965 to 1981 a przedtem zapewne aktywistą ZMS albo też podobnej reżymowej komunistycznej organizacji młodzieżowej) albo też zwyczajnie je sobie kupił. Jak też mógł się on doktoryzować z analitycznej teorii prawa i habilitować z logicznych problemów wykładni prawa inaczej niż po znajomości, plagiatem i przekupstwem, skoro nie posiada on nawet elementarnego pojęcia o logice i metodzie naukowej? U mnie to za takie stwierdzenia jak w tym jego artykule, to wyleciałby on ze studiów zaraz po pierwszym semestrze.

  104. Ad sprawa Pana Jana Hertricha-Woleńskiego – mam „w ręku” 100% dowody i to na piśmie, że jego praca magisterska, doktorska i habilitacyjna oraz dorobek, na podstawie którego otrzymał on po habilitacji tzw. profesurę belwederską, musiały być plagiatami, albowiem nawet na najgorszej wyższej uczelni wymaga się od studentów znajomości przynajmniej elementarnej logiki i podstaw metodologii badań naukowych. Tymczasem Pan Jan Hertrich-Woleński wykazuje swoimi artykułami opublikowanymi na łamach „Polityki”, że obce mu są zarówno podstawy logiki jak też i podstawy metodyki badań naukowych, a więc jego praca magisterska, doktorska, habilitacyjna i profesorska musiały być plagiatami. Piszę obecnie w tej sprawie list do wicepremiera i ministra nauki i szkolnictwa wyższego czyli dra Gowina oraz do prokuratora generalnego czyli do ministra sprawiedliwości Ziobry i jestem pewien, że z powodów politycznych moje doniesienie o popełnieniu przez Pana Jana Hertricha-Woleńskiego przestępstwa uzyskania dyplomów magistra, doktora i doktora habilitowanego a także profesora belwederskiego oraz korzyści materialnych z nimi związanych przez plagiat czyli kradzież cudzego dorobku naukowego, spotka się zainteresowaniem obecnych władz.
    Pan Jana Hertrich-Woleński powinien zaś wiedzieć, że za plagiat czeka go odpowiedzialność zarówno cywilna jak też i karna. W sytuacji popełnienia plagiatu dochodzi bowiem do naruszenia autorskich praw osobistych twórcy a ochronę przed takim działaniem reguluje artykuł 78 ustęp 1 prawa autorskiego. Odpowiedzialność karną za plagiat reguluje zaś artykuł 115 ustawy o prawach autorskich i prawach pokrewnych:
    1. Kto przywłaszcza sobie autorstwo albo wprowadza w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3.
    2. Tej samej karze podlega, kto rozpowszechnia bez podania nazwiska lub pseudonimu twórcy cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie albo publicznie zniekształca taki utwór, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie.
    Patrz także art. 166-122.
    Zatem odpowiedzialność karną ponosi ten kto albo przywłaszcza sobie autorstwo albo wprowadza w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu. Przywłaszczenie to musi być bezprawne, a więc niezgodne z obowiązującymi przepisami, co w oczywisty sposób zachodzi w przypadku Pana Jana Hertricha-Woleńskiego. Bezprawność jest tu rozumiana bardzo szeroko, czyli jako sprzeczność z dowolnymi przepisami prawa, a nie tylko prawa karnego. Plagiat stanowi także przestępstwo formalne, a więc do jego dokonania nie jest wymagany skutek, np. strata autora przywłaszczonego utworu, jako że może być ono popełnione wyłącznie w zamiarze bezpośrednim.
    Przestępstwo plagiatu może polegać na wspomnianym wcześniej przywłaszczeniu oraz na wprowadzeniu w błąd, (co jest przecież oczywiste w przypadku Pana Jana Hertricha-Woleńskiego) który polega na wytworzeniu niezgodnego z obiektywnie istniejącym stanem rzeczy wyobrażeniem o autorstwie utworu. Może to przestępstwo popełnienia plagiatu nastąpić zarówno przez działanie jak i zaniechanie. Dla stwierdzenia przestępczości zachowania nie jest zaś istotne, w jakiej części doszło do przywłaszczenia lub wprowadzenia w błąd co do autorstwa utworu, a charakter naruszenia wpływa jedynie na wysokość kary.
    Ustawodawca przewidział następujące sankcje karne wyrażone alternatywnie za dopuszczenie się plagiatu: karę grzywny, karę ograniczenia wolności i karę pozbawienia wolności od 1 miesiąca do 3 lat.
    Opierałem się tu na informacjach uzyskanych ze adresu:
    https://lexplay.pl/artykul/prawo_autorskie/odpowiedzialnosc_cywilna_i_karna_z_tytulu_popelnienia_plagiatu
    Poza tym, to prokuratura obiecała mi pomoc w pozwaniu Pana Jana Hertricha-Woleńskiego na postawie art. 212. Kodeksu karnego. Przypominam, że zniesławienie jest zdefiniowane w polskim prawie karnym następująco:
    § 1. Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.
    § 2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
    § 3. W razie skazania za przestępstwo określone w § 1 lub 2 sąd może orzec nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego, Polskiego Czerwonego Krzyża albo na inny cel społeczny wskazany przez pokrzywdzonego.
    § 4. Ściganie przestępstwa określonego w § 1 lub 2 odbywa się z oskarżenia prywatnego.
    (Dz.U.2017.0.2204, Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny)

  105. @kaesjot
    26 grudnia o godz. 11:47

    „Płace nominalnie na podobnym poziomie tyle że w Niemczech wypłacane są w EUR a w Polsce w PLN. […] Jakby zsumować tylko różnice między zyskami jakie firmy zachodnie mają z działalności prowadzonej u siebie a tej u nas i porównać to z unijnymi dotacjami to wyszłoby , że to nie Unia nas dotuje lecz my Unię.”

    Twoje oburzenie mnie zdumiewa, bo oburzasz się z powodu oczywistego faktu, że firmy zachodnie, prowadzące działalność na terenie Polski, dostosowują się do miejscowych warunków.

    Ten rynkowy mechanizm, który przez redukcję kosztów skłania zachodnie firmy do lokowania się w Polsce – to nie jest żaden tajny spisek kapitalistów – tylko podstawowy powód, dla którego Polska chciała zostać przyjęta do UE, zaś kraje UE chciały Polski w swoich strukturach.

    Nikt z tego nigdy nie robił tajemnicy, że nasze zacofanie jest w tej konfiguracji atutem, który pozwoli zachodnim firmom zwiększyć zyski. Nam zaś pozwoli stopniowo podnosić się z zacofania, ponieważ firmy inwestując w Polsce, będą zmniejszały bezrobocie i zwiększały zamożność obywateli. No, to jest klasyczna sytuacja „win-win” – robimy coś, co obu stronom się opłaca. Już samo to byłoby dla Polski wystarczającym powodem, aby do UE przystąpić; fakt, że UE dodatkowo skierowała do Polski duże środki jako dotacje celowe, tylko te powody spotęgował.

    Z tego co się orientuję, Panowie wypowiadający się tu obficie, są emigrantami. Zapewne z tego powodu nie orientujecie się, jak Polska wyglądała do 2004 roku. W przeciwieństwie do Was, jak żyłem wówczas w Polsce i pamiętam jaka była szara, brudna i biedna, z jak absurdalnie wysokim bezrobociem – i jak bardzo wszystko to zaczęło odmieniać się na korzyść w kolejnych latach.

    Jeśli ktoś uważa, że Polska mogłaby zmieniać się szybciej, z bardziej sprawiedliwym rozkładem zamożności – powinien moim zdaniem zdecydowanie przyjrzeć się miejscowym, dość brutalnym stosunkom społecznym:
    1) Typowy polski kapitalista-Edek wydaje się czerpać satysfakcję z utrzymywania swoich pracowników w stanie biedy, myślenie w kategoriach win-win jest mu raczej obce; chętniej wybuduje sobie trzeci pałac, niż dobrowolnie podniesie ludziom pensje o 100 zł.
    2) Obecny rząd, przy całej swojej żałosności – dał mocną przesłankę, że rządzące elity również kierowały się filozofią kapitalisty-Edka. Okazuje się, że państwo może przekierować część zysków polskiej gospodarki do obywateli – i budżet się od tego nie zwali. To jest cenna nauczka na przyszłość.

  106. Maciej
    1. To nie Polska chciała zostać przyjęta do UE, a tylko Zachodnia Europa chciała widzieć Polskę w UE, aby uzyskać wolny dostęp do polskiego rynku a w przypadku Niemiec mieć na dodatek państwo buforowe na swojej wschodniej granicy. Kapitalizm to jest bowiem ciągła walka o rynki zbytu i dostęp do surowców, jeśli tego jeszcze nie wiesz.
    2. Kapitalizm jest, jak ci to już tłumaczyłem, grą o sumie zerowej, a więc nie ma tam możliwości zaistnienia sytuacji win-win. W kapitalizmie są zawsze ci, którzy wygrali i ci, którzy przegrali, przy czym przegranych jest w nim zawsze znacznie więcej niż tych, którzy wygrywają.
    3. Miłosz kiedyś napisał, że kiedy przyjechał po raz pierwszy do Nowego Jorku, to wszystko wydawało mu się znajome i wreszcie zrozumiał – Nowy Jork w latach powojennych przypominał mu przedwojenne Wilno i Warszawę – kawałek ładnego centrum, wyglądającego zresztą znacznie lepiej po zmroku, kiedy rudery są nieświetlone a więc widać jest tylko ładniejsze budynki oraz dalej paskudne na ogół robotnicze przedmieścia. Taką Polskę znów mamy, a ty dajesz sie oszukiwać tej kapitalistycznej grze pozorów. Miasteczka na Dzikim Zachodzie też ładnie wyglądały na Westernach, gdyż nie pokazywano ich tyłów.
    Pozdrówka!

  107. @jakowalski
    4 stycznia o godz. 20:28

    Moim zdaniem, to czy kapitalizm jest albo nie jest grą o sumie zerowej, nie ma w ogóle żadnego znaczenia. To problem filozoficzny, pytanie w rodzaju tych, czy istnieje bóg – trzymam się od takich pytań na odległość kija. Liczy się wymiar praktyczny. Kapitalizm to ośrodek, w którym wszyscy funkcjonujemy. Pływasz albo toniesz. Lub inaczej: możesz sobie rozmyślać nad grą o sumie zerowej pod warunkiem, że pływasz 🙂

    Na marginesie, wg mnie patrzysz bardzo wąsko, jakby nie istniała kultura, a jeszcze bardziej: czynnik wiedzy, kreacji, ludzkie talenty. Chłopak czy dziewczyna z małego miasteczka w Polsce, za pomocą laptopa podłączonego do internetu, może w rok zarobić więcej, niż jej rodzice przez całe życie. Pula talentów, losowość, kreacja. Wielcy usiłują definiować rzeczywistość zgodnie ze swoim interesem – i niejednokrotnie ponoszą porażki. Tak samo, jak mali. Ile technologii, w które wpakowano kupę kasy, się nie przyjęło! A mnie właśnie najbardziej interesują ci mali, bo też jestem mały. Mali robią i tworzą coś w swojej skali, definiują po swojemu jakiś fragmencik świata, odkrywają lub kreują jakiś popycik. Jednym się udaje bardziej, innym jeszcze bardziej 🙂 a innym nie specjalnie. Ty tego nie widzisz, bo się zablokowałeś na surowcach i sumie zerowej.

    A gdy do mnie piszesz, że win-win nie istnieje, to jakbyś pisał, że bąki nie mogą latać, bo mają za małe skrzydła. Całe moje zawodowe życie, to win-win.

  108. Maciej
    1. Trzeba wiedzieć, w jakie gówno się wdepnęło i nie udawać, że to są perfumy. A to, czy kapitalizm jest albo nie jest grą o sumie zerowej, to jest bardzo ważne w praktyce, jako że decyduje o naszym codziennym bycie.
    2. Piszesz też, że chłopak czy dziewczyna z małego miasteczka w Polsce, za pomocą laptopa podłączonego do internetu, może w rok zarobić więcej, niż jego czy jej rodzice przez całe życie, a przecież przed wojną, bez laptopa i bez internetu, chłopak czy dziewczyna z małego miasteczka w Polsce też mogli w rok zarobić więcej, niż jego czy jej rodzice przez całe życie. Mój stryjek zarobił na szmuglu i bimbrze podczas wojny w parę lat więcej, niż jego rodzice i dziadkowie przez całe życie. Itp. Itd. Nikodem Dyzma miał przecież swoich licznych prawdziwych odpowiedników.
    3. Zgoda – bogaci też ponoszą porażki w kapitalizmie, ale biedni, poza nielicznymi wyjątkami potwierdzającymi regułę, są w kapitalizmie skazani na porażki.
    4. Bez surowców niczego nie osiągniesz, a aby je mieć, to trzeba mieć kapitał. Pamiętaj, że surowcem są nie tylko kopaliny – surowcem dla kapitału są też ludzie, którzy przecież potrzebują obróbki, tu konkretnie edukacji, aby stanowili oni wydajną siłę roboczą. W kapitalizmie jeśli nie masz kapitalu, to pozostaje ci tylko rola takiego żywego narzędzia, czy jak wolisz surowca.
    5. Twoje życie zawodowe niczego zaś nie dowodzi. Ja też mógłbym napisać, że moje życie zawodowe było pasmem samych tylko sukcesów, tyle, że najwięcej na nim zyskałem nie ja, a właściciele firm, dla których musiałem pracować, jako że nie odziedziczyłem kapitalu a brzydziłem się uzyskać go drogą kradzieży, jak to Polakom radzono na początku lat 1990-tych. Pamiętaj – nic w kapitalizmie nie dostałeś za darmo, na wszystko musiałeś zapracować, a tylko wydaje ci się, że cokolwiek zyskałeś, za co nie zapłaciłeś wysokiej ceny. Ty nie wygrywałeś – tak ci się tylko zdawało. 🙁

  109. Maciej
    Helikoptery i wiatrakowce latają, choć w ogóle nie mają skrzydeł. 😉

  110. Maciej2
    4 stycznia o godz. 23:04
    „To problem filozoficzny, pytanie w rodzaju tych, czy istnieje bóg –
    trzymam się od takich pytań na odległość kija”.

    „Czy można sobie wyobrazić ważniejsze pytanie w całym ludzkim życiu niż: ‚Czy Bóg istnieje?’” (Francis Collins; Język Boga).

    Co mogłoby zasługiwać na większą uwagę i mieć większe znaczenie niż rozstrzygnięcie tej fundamentalnej kwestii?

  111. Dezerter
    Zacznijmy od tego, że Bóg nie istnieje, gdyż jest to idea wewnętrznie sprzeczna. Na przykład: Bóg nie może być jednocześnie wieczny i wszechpotężny, gdyż wieczność ogranicza Jego potęgę (nie jest on w stanie zakończyć swojego istnienia, a więc Bóg wieczny nie może być Bogiem wszechpotężnym i vice versa).
    Poza tym, to jeżeli twierdzisz że Bóg istnieje, to odpowiedz mi na dwa poniższe pytania:
    1. Czy znasz choćby jeden dowód naukowy czyli empiryczny na Jego istnienie?
    2. Kto, kiedy, gdzie, dlaczego i jak stworzył Boga?. Sam przecież twierdzisz, że wszystko co istnieje ma swojego stwórcę, a więc jeśli Bóg istnieje, to musi On też mieć swojego stwórcę, a ten z kolei też musi mieć swojego stwórcę i tak do nieskończoności. A kiedy w nauce dochodzimy do nieskończoności, to znaczy, że popełniliśmy błąd w naszych obliczeniach czy też w naszym rozumowaniu. Każdy prawdziwy programista komputerowy czy fizyk ci to powie.
    Szalom!

  112. @dezerter83
    5 stycznia o godz. 8:17

    „Co mogłoby zasługiwać na większą uwagę i mieć większe znaczenie niż rozstrzygnięcie tej fundamentalnej kwestii?”

    Kwestia jest tyleż fundamentalna, co pozbawiona znaczenia. Bo wszystko zależy, dla kogo. W mojej ocenie, w żadnej innej dziedzinie ludzkość nie poniosła większej porażki, niż podczas prób rozstrzygnięcia tej kwestii. Postęp jest tutaj po prostu zerowy, wszelkie próby nawiązania kontaktu z bogiem nieodmiennie kończą się niczym. Wszystko, czego się dorobiliśmy, to garść spekulatywnych twierdzeń, całkowicie arbitralnych i dowolnych, które nie mają oparcia literalnie w niczym, dlatego też musiały zostać „ufortyfikowane” w formę dogmatów. No po prost zero: spekulacje, zmyślenia oraz – oczywiście – przymuszanie opornych.

  113. Maciej2 5 stycznia o godz. 13:42 37896
    Pełna zgoda!

  114. Dezerter
    Wciąż nie odpowiedziałeś na poniższe pytania:
    1. Czy znasz choćby jeden dowód naukowy czyli empiryczny na istnienie tzw. Boga?
    2. Kto, kiedy, gdzie, dlaczego i jak stworzył Boga?.
    Przypominam Ci że twierdzisz co następuje: wszystko co istnieje ma swojego stwórcę. A więc jeśli Bóg istnieje, to musi On też mieć swojego stwórcę, a ten z kolei też musi mieć swojego stwórcę i tak do nieskończoności. Ale kiedy w nauce dochodzimy do nieskończoności, to znaczy, że popełniliśmy błąd w naszych obliczeniach czy też w naszym rozumowaniu.

css.php