Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Moja polityka - Liberalny blog Leszka Jażdżewskiego Moja polityka - Liberalny blog Leszka Jażdżewskiego Moja polityka - Liberalny blog Leszka Jażdżewskiego

5.01.2018
piątek

Polak w jednej trzeciej katolik

5 stycznia 2018, piątek,

Mniej niż 10 milionów Polaków (9,8 miliona) uczestniczy w niedzielnej mszy świętej – donosi Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego. To najniższy wynik w historii od początku badań w 1980 roku. To 36,7 proc. tych, którzy według Instytutu zaliczają się do katolików w Polsce. Jedynie 16 proc. z nich przystąpiło do komunii. Instytut podał wyniki za rok 2016, proboszczowie wszystkich parafii liczyli wiernych 16 października.

W 2016 roku księża udzielili 374 tys. sakramentów chrztu i 136 tys. ślubów. Całkowita liczba ślubów w 2016 roku wyniosła według GUS 195 tysięcy, co oznacza, że 30 proc. Polaków wybrało ślub cywilny zamiast kościelnego. Natomiast chrzci się niemal wszystkie dzieci, liczba urodzin żywych w 2016 roku wyniosła 385 tysięcy, o 16 tys. więcej niż w 2015 roku.

Liczbę polskich obywateli szacuje się na około 38 milionów, z czego około 2 miliony przebywają za granicą. Liczba uprawnionych do głosowania w Polsce w 2015 roku wynosiła dokładnie 30 768 394. Jakby nie kalkulować, w niedzielnej mszy świętej uczestniczy nie więcej niż jedna trzecia dorosłych obywateli Polski. Prawdopodobnie mniej, ponieważ w mszach świętych uczestniczą również dzieci, liczone do ostatecznego wyniku.

Trzeba też zwrócić uwagę na metodologię badania – nie wykonuje go sam Instytut, przy około 10 tysiącach parafii w Polsce byłoby to niezwykle kosztowne – tylko sami proboszczowie. Trudno oczekiwać precyzji i 100 proc. obiektywizmu, szczególnie w sytuacji, kiedy badany jest jednocześnie badającym i zależy mu na jak najlepszym wyniku.

źródło: wyborcza.pl

Szczyt uczestnictwa w mszy świętej przypada na wczesne lata 80., kiedy władza była w wyraźnej kontrze do Kościoła, przynajmniej oficjalnie. 57 proc. w roku 1982 i potem stopniowy spadek, aż do obecnego wyniku 36,7 proc.

Wnioski są dwa.

Pierwszy: katolicy w Polsce są liczni, ale daleko im do bezwzględnej dominacji, jaką próbuje w wojnach kulturowych narzucić prawica, podpierając się deklaracjami, że „Polacy to katolicy, więc trzeba wprowadzić całkowity zakaz aborcji i płacić Kościołowi za religię w szkołach”.

Chodzenie ze święconką czy na pasterkę, śpiewanie kolęd, łamanie się opłatkiem, zapraszanie księdza na pogrzeb czy zapalanie świeczki zmarłym to sposób funkcjonowania wspólnoty niemający wiele wspólnego z religijnością katolicką czy jakąkolwiek inną.

Większość w Polsce, jak pokazują cytowane powyżej kościelne badania, stanowią ludzie religijnie obojętni bądź jedynie kulturowo uczestniczący w wybranych praktykach religijnych jako klasycznych rytuałach przejścia, często pod społeczną presją (chrzest, pierwsza komunia). Jednak im dalej w las i swoboda podejmowania decyzji większa (bierzmowanie, a szczególnie śluby), tym uczestnictwo w katolickich rytuałach spada i to mimo że świecka symbolika w Polsce w zasadzie się nie wykształciła lub została skutecznie ośmieszona przez poprzednią władzę.

Wniosek drugi: sojusz tronu z ołtarzem służy być może władzy, ale praktykom religijnym nieszczególnie. Hierarchia kościelna nie zrozumiała jeszcze najwyraźniej, że korzystanie z krótkofalowych korzyści materialnych i politycznych, jakie oferuje jej aktualna władza, jest bombą z opóźnionym zapłonem. Sprzeciw wobec praktyk przemocy symbolicznej i prawnej nadejdzie szybciej, niż można się spodziewać, podobnie jak przyszedł w ultrakatolickiej do niedawna Hiszpanii. Niechęć do wtrącania się Kościoła w politykę i zabiegania o swoje interesy materialne kosztem podatnika jest powszechny.

Zaślubiny PiS z Rydzykiem i twardogłowymi hierarchami katolickimi to najkrótsza droga do sekularyzacji Polski. Oby tak dalej, panowie!

Autor: Leszek Jażdżewski

Publicysta, politolog, założyciel i redaktor naczelny liberalnego magazynu „LIBERTÉ!”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 43

Dodaj komentarz »
  1. 1. Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego podał właśnie, że na niedzielną mszę chodzi tylko 36,7% zobowiązanych do tego katolików. To jest najniższy wynik w historii tego badania.
    http://wyborcza.pl/7,75398,22855493,ile-osob-chodzi-na-niedzielna-msze-kosciol-pokazal-najnowsze.html#BoxGWImg

  2. 2. W rejestrze pedofilów nie ma żadnego księdza. Nawet tego, który więził i gwałcił 13-latkę!
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,22857877,w-rejestrze-pedofilow-nie-ma-zadnego-ksiedza-nawet-tego-ktory.html#MT

  3. Przedwczesna ekscytacja statystyką.
    Duża większośc prowincjonalnych parafian zagłosuje w wyborach (kolejnych) tak jak zarekomenduje proboszcz.
    Brak uczestnictwa w korpusie „dominicantes” może ujść płazem.
    Poparcie sił „wrażych”,nie do ukrycia na prowincji,może się skończyć wykluczeniem z „towarzystwa” i śmiercią cywilną.
    Prowincjusze wyznają pragmatyzm.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Po co wierni w kościele? To same kłopoty i koszty. Ogrzać trzeba,posprzątać, odśnieżyć itd. Kasa z tych niewiernych-wiernych też żadna. Bez tej kasy wielebni dają radę. Przecież rządzący zostali wybrani za zgodą i wskazaniem kleru. Więc teraz odpłacają się z nawiązką. Sypią gotówką i w naturze przy milczącym poparciu nawet drugiego sortu. Czy kiedyś to ma szansę na zmianę? Wątpię!

  6. Zaślubiny PiS-u z Rydzykiem? A PiS jakiej jest płci: męskiej czy nijakiej?

  7. Abchaz
    Na wsi i w małych miasteczkach jedno się mówi, szczególnie zaś plebanowi, a co innego robi po cichu, kiedy nikt nie widzi. Podobnie postępuje zresztą sam pleban.

  8. Jana Dam
    Wierni w kościele jako budynku to tylko koszt i kłopot, ale co innego ich datki „na tacę” i „co łaska” 😉

  9. Maciej2
    5 stycznia o godz. 13:42 37896
    „W mojej ocenie, w żadnej innej dziedzinie ludzkość nie poniosła większej porażki, niż podczas prób rozstrzygnięcia tej kwestii”.

    1. Jedynym sposobem uzyskania potrzebnych wyjaśnień jest zwrócenie się do kogoś, kogo nie krępują ograniczenia, którym podlega ludzki rozum zdany wyłącznie na własne siły. To właśnie radzi uczynić starożytna księga mądrości, Biblia. Mówiąc o Stwórcy, będącym „źródłem życia”, Pismo zapewnia: „Jeśli będziecie go szukać, da się wam znaleźć”.

    Biblia mocno też podkreśla znaczenie mądrości. Przyznaje również, że ludziom często brakuje tego przymiotu, toteż zachęca: „Jeśli zaś komuś z was brakuje mądrości, niech prosi o nią Boga (…) a na pewno ją otrzyma”(Jakuba 1:5).

    Ludzkość poniosła porażkę, ponieważ w swoim poszukiwaniu Boga, nie uwzględniła powyższej zachęty i nadal nie zamierza tego czynić.

    Natomiast osoby, które szukając odpowiedzi na pytanie ‘Czy Bóg istnieje’, zabiegają o Jego pomoc – nie doznają rozczarowania. Ich szczere wysiłki związane z poznawaniem Boga i zabieganiem o Jego uznanie w żadnym wypadku nie pozostają nie zauważone. W Hebrajczyków 11:6 zapewniono, że Bóg „nagradza tych, którzy Go pilnie szukają”.

    2. Aby znaleźć dowody na istnienie Boga, wystarczy rozejrzeć się dookoła.

    Czy rozmyślając nad porządkiem panującym we wszechświecie, pochodzeniem życia albo budową ludzkiego mózgu — najbardziej skomplikowanej struktury na naszej planecie — nie dochodzisz do wniosku, że musi istnieć Ktoś górujący nad człowiekiem?

    Wszędzie widać świadectwo Jego poczynań i wielkości. Dzieła stwórcze — kwiaty, drzewa, góry, doliny, jeziora, wodospady, ptaki i inne zwierzęta, jak również sam człowiek — dostarczają licznych przykładów niedościgłego piękna oraz mistrzowskiego zaprojektowania i wykonania.

    Jednak natura nie mówi nam o Bogu wszystkiego. Widoczne w dziele stwórczym dowody na Jego istnienie przypominają odgłos kroków dobiegający zza zamkniętych drzwi. Wiesz, że ktoś tam jest, ale nie wiesz kto. Żeby się tego dowiedzieć, musisz otworzyć drzwi. Drzwiami do poznania Boga jest Biblia. Kiedy ją otworzysz i przeanalizujesz, znajdziesz pozostałe dowody na istnienie Boga. Co więcej, z Księgi tej dowiesz się, jak On postępuje z ludźmi, i w ten sposób poznasz Jego osobowość.

  10. „Czy znasz choćby jeden dowód (…) na Jego istnienie?”

    Z własnego doświadczenia zapewne wiesz, że wszystko samoistnie zmierza do coraz większego nieuporządkowania. Jak zauważył chyba każdy właściciel domu, rzeczy pozostawione własnemu losowi psują się i niszczeją. Wspomniany rozpad to rezultat działania czegoś, co naukowcy nazywają drugą zasadą termodynamiki.

    W uproszczonym ujęciu głosi ona, że wszystko w przyrodzie w naturalny sposób zmierza od stanu uporządkowania do chaosu.
    Codziennie możemy dostrzec skutki jej działania. Nowy samochód czy rower, jeśli nie jest konserwowany, po jakimś czasie nadaje się tylko na złom. Opuszczony budynek staje się ruiną. Wskutek działania praw fizycznych skomplikowane rzeczy (także żywe komórki) z upływem czasu ulegają rozpadowi.

    Jednak zdaniem ewolucjonistów może też zachodzić proces odwrotny. W pewnej książce powiedziano, że przyczyną ewolucji są docierające do Ziemi „porcje energii ze Słońca, dzięki której następuje wzrost stopnia złożoności” (Evolution for Dummies).

    Rzecz jasna żeby chaos zamienił się w porządek, potrzebna jest energia. Ale energia musi być kontrolowana i precyzyjnie ukierunkowana, gdyż pozbawiona kontroli raczej tylko przyśpiesza rozpad — tak jak wpływ promieni słonecznych i czynników atmosferycznych przyśpiesza niszczenie budynku.

    Ta sama zasada dotyczy wszechświata. Można by więc sądzić, że porządek istniejący we wszechświecie powinien się przerodzić w całkowity chaos. Jednakże wszechświatowi daleko do chaosu. Moim zdaniem, wypływa z tego logiczny wniosek, że w chwili początkowej wszechświat był uporządkowany i w dalszym ciągu panuje w nim bardzo duży porządek. W gruncie rzeczy nasze istnienie pozostaje w sprzeczności z tą uznawaną zasadą. Według mnie, ktoś kieruje energią w tak twórczy sposób.

  11. janadam48 ma rację; chrzest, ślub – trochę rzadziej, ale pogrzeb prawie obowiązkowo z klechą i to im wystarczy, by głosić katolicyzm powszechny.
    Proszę zwrócić uwagę, że to co robi PIS (poprzednicy zresztą też) jest spełnianiem dyrektyw kościelnych – dlaczego nigdy nie było manifestacji przeciwko dominacji kościoła w Polsce?
    Bo w ostatecznym rozrachunku polakatolik ręki na KK nie podniesie i wiele mu wybaczy. Choćby to, że mu katabas wychędoży dzieci.

  12. Dezerter
    1. Biblia – czy wiesz, że Biblia jest tylko spisanym przez ludzi zbiorem wierzeń, przesądów i innych guseł starożytnych Hebrajczyków? Czy wiesz, że np. Dawid wcale nie był walecznym wojownikiem, który pokonał Goliata, a tyko zwyczajnym rozbójnikiem, tyle że czasem, podobnie jak później Janosik czy Robin Hood, dzielił się on swoją zdobyczą z lokalną ludnością, aby w ten sposób zapewnić sobie ich pomoc w walce z lokalnymi panami? Jak to piszą izraelscy bibliści Israel Finkelstein (profesor archeologii biblijnej na uniwersytecie w Tel Aviv) i Neil Asher Silberman (profesor antropologii na University of Massachusetts, redaktor naczelny „Archaeology Today”) w swej książce „Dawid i Salomon. Odkrycia archeologiczne, które podważyły wiarygodność Biblii”, w księgach Starego Testamentu czytamy, że Dawid i jego syn Salomon byli potężnymi królami, wspaniałymi wojownikami, słynnymi kochankami, wielkimi mędrcami i wybitnymi budowniczymi. Zwycięstwo Dawida nad Goliatem – jedna z najsłynniejszych scen z Biblii, świątynia wzniesiona przez Salomona w Jerozolimie, jego mądre wyroki – te opowieści stały się częścią zachodniej tradycji. Czy jednak biblijna relacja jest wiarygodna? A jeśli Biblia nie mówi prawdy? Otóż ci wybitni znawcy archeologii biblijnej zagłębiają się w tę mityczną przeszłość, którą opisuje Biblia. Wykorzystując najnowsze odkrycia archeologiczne, idą tropem opowieści o biblijnych herosach. Pokazują, w jaki sposób w dramatycznym okresie wygnania Żydów, a potem w czasach rzymskich podbojów, przekształciła się ona w legendę o potężnych, mesjanistycznych władcach, ucieleśniających nadzieję na odrodzenie Izraela. Oddzielając historię od tej legendy i fakty od późniejszej propagandy, podważają biblijną relację. Dowodzą, że ta piękna wizja to mit i ujawniają zdumiewającą prawdę o tym, kim rzeczywiści byli biblijni królowie.
    W czasach Dawida, jak podkreśla Finkelstein, Jerozolima była nic nieznaczącą górską wioską, a sam Dawid zwykłym watażką mającym za sobą pięciuset osiłków z kijami w dłoniach, a nie wielkie armie z rydwanami, jak powiada Pismo. Goliat też nigdy nie istniał. Opowieść biblijna mówi, że pochodził z wielkiego miasta, a wskutek jej powtarzania przez stulecia sam stał się olbrzymem. To metafora. Niektórzy chcieliby, żeby Biblia była czymś w rodzaju Encyklopedii Oksfordzkiej, ale 3 tys. lat temu tak się nie pisało historii. To były tylko wieczorne opowieści przy ognisku.
    Pretensje Żydów do tego, że są oni najstarszym narodem na świecie, że są oni ważni w cywilizacji i kulturze, opierają się na tym, że stworzyli oni księgę nad księgami, czyli Biblię. Wyrzucenie z tej księgi Dawida i jego królestwa pozbawiłoby ją wagi. Opowieść o Dawidzie przestałaby być źródłem historycznym. A wtedy i reszta Biblii okazałaby się tylko propagandową próbą stworzenia czegoś, co nie istniało. Jeśli nie można na coś znaleźć dowodów, to pewnie wcale się nie zdarzyło. Dlatego też stawka jest taka wysoka.
    Faktem jest zaś, że księgi Starego Testamentu traktujące o Dawidzie i Salomonie składają się z tekstów spisanych 300 lat po opisywanych w nich wydarzeniach przez mało obiektywnych autorów. Nie istnieją też żadne współczesne im teksty, które by mogły je potwierdzić. Od początków archeologii biblijnej naukowcy na próżno chcieli zweryfikować historyczność Abrahama, Mojżesza, wyjścia z Egiptu, podboju Jerycha. Pozostaje nam więc tylko bardzo ubogi obraz biblijnego świata z X wieku p.n.e., tak jak go przedstawił w artykule z 1996 r. Finkelstein: nie żadne wielkie królestwo z monumentalnymi budowlami, ale płynny krajobraz oddzielnych, krystalizujących się dopiero plemiennych państwowości: Filistynów na południu, Moabitów na wschodzie, Izraelitów na północy, jeszcze dalej na północy Aramejczyków, a ponadto, owszem, judzką partyzantkę pod wodzą młodego pasterza w jakiejś małej i biednej Jerozolimie. Taka interpretacja oburza oczywiście Izraelczyków, którzy uważają Dawidową stolicę za fundament swojej kultury i państwowości. Spójrzmy też na wizytę królowej Saby, arabskiej władczyni przywożącej ze sobą do Jerozolimy rozmaite egzotyczne towary. To zupełnie nie do pomyślenia przed 732 r. p.n.e., czyli przed rozwojem arabskiego handlu pod rządami Asyryjczyków. Spójrzmy też na historię Salomona powożącego rydwanami, komenderującego wielkimi armiami itd. Sceneria tych opowieści to przecież znacznie późniejszy świat panowania Asyryjczyków.
    Obaj ci uczeni nie tylko więc stawiają pod znakiem zapytania prawdziwość opowiadań zawartych w Biblii, lecz dokonują ich prawdziwej wiwisekcji, podając w wątpliwość to, co Biblia opowiada na temat „ojców-założycieli” monarchii Izraela. C.D.N.

  13. Dezerter
    2. Skoro Biblia jest tylko spisanym przez ludzi zbiorem wierzeń, przesądów i innych guseł starożytnych Hebrajczyków i jej wiarygodność historyczna jest w praktyce zerowa, to fakt, że napisano w niej iż Bóg „nagradza tych, którzy Go pilnie szukają” (Hebrajczyków 11: 6), nie ma żadnej wartości poznawczej. Równie dobrze można by tam wstawić tam twierdzenie, że to Szatan „nagradza tych, którzy Go pilnie szukają”, a przypominam, że to Szatan jest „Panem tego świata” (2 Koryntian 4,4). Natomiast ortodoksyjni Żydzi, mając kłopoty z monoteizmem a ostatnio z Szoah, wymyślili sobie tzw. Szechinę, czyli uosobienie boskiej obecności i nieobecnością tejże Szechiny tłumaczyli oni np. zamordowanie przez Niemców milionów Żydów w Auschwitz, Treblince czy też innym Majdanku. Nie muszę tu chyba nikomu tłumaczyć, że Szechina jest bytem zbędnym i absurdalnym, jako że Bóg Mozaistów (a więc także i Bóg Chrześcijan oraz Muzułmanów) jest tym samym bóstwem co żydowski Jehowa czyli JHWH – Bóg Starego Testamentu czyli inaczej Tory, który z kolei jest przecież z definicji wszechobecny, a więc nigdzie nie mogło go zabraknąć. Jak widać, idea Boga jest tak absurdalna, że prowadzi ona zawsze do logicznych absurdów i związanych z tym nieszczęść, nawet w przypadku Narodu Wybranego.

  14. Dezerter
    3. Tzw. dowody na istnienie Boga.
    I. Dowód opierający się na konieczności istnienia kogoś górującego nad człowiekiem.
    Otóż po pierwsze, to niekoniecznie musi istnieć w obecnej chwili jakiś byt górujący nad człowiekiem.
    Po drugie, to ludzki mozg jest być może obecnie najbardziej skomplikowaną strukturą na naszej planecie, ale nie jest to organ zbudowany poprawnie – wystarczy tylko wskazać, że podatny jest on na liczne choroby psychiczne, które uderzają także w najinteligentniejsze mózgi, np. w mózg matematyka Cantora czy filozofa Nietzschego.
    Po trzecie, jeżeli nad każdym bytem musi istnieć byt wyższego rzędu, to nad Bogiem też musi istnieć byt wyższego rzędu i tak do nieskończoności, a już ci chyba tłumaczyłem, że kiedy w nauce dochodzimy do nieskończoności, to znaczy, że popełniliśmy błąd w naszych obliczeniach czy też w naszym rozumowaniu. Każdy prawdziwy programista komputerowy czy fizyk ci to powie.
    II. Dowód opierający się na „świadectwie Jego poczynań i wielkości”. Otóż istnieją nie tylko piękne kwiaty, drzewa, góry, doliny, jeziora, wodospady ale także zwiędnięte kwiaty, chore i suche drzewa, góry zniszczone wyrębem drzew i kopalniami odkrywkowymi, doliny zamienione w śmietniki, zatrute jeziora i wyschnięte wodospady a także pustynie, zatrute rzeki, opuszczone cmentarze, hospicja dla nieuleczalnie chorych, szpitale dla chorych psychicznie, więzienia, areszty śledcze, izby tortur, pasożyty, choroby typu nowotworów złośliwych etc. Czy to też są według Ciebie dowody na świadectwo Jego poczynań i wielkości, czy to są przykłady niedościgłego piękna oraz mistrzowskiego zaprojektowania i wykonania? Dlaczego wierzący w Boga szukają Go w tylko i wyłącznie w pięknych miejscach, np. w świątyniach albo też w Tatrach czy Alpach, zamiast szukać go na cmentarzach, w prosektoriach, na oddziałach onkologicznych szpitali czy też w hospicjach dla nieuleczalnie chorych dzieci a w przeszłości także w kacetach i gułagach oraz żydowskich gettach Warszawy czy Łodzi? Odpowiesz mi na to pytanie?.
    III. Biblia jako drzwi do poznania Boga. Skoro Biblia jest tylko spisanym przez ludzi zbiorem wierzeń, przesądów i innych guseł starożytnych Hebrajczyków i jej wiarygodność historyczna jest w praktyce zerowa, to nie może być ona dowodem na cokolwiek. To jest tak samo niepoważny „dowód” jak zapewnienie przestępcy, złapanego in flagranti na miejscu zbrodni z dymiącym rewolwerem w ręku i śladami prochu na skórze, że to nie on popełnił to przestępstwo. Dorośnij więc Dezerterze i znajdźże wreszcie jakie bardziej przekonywujące argumenty niż te, które tu w kółko od lat powtarzasz. 🙁

  15. Dezerter – na koniec
    1. To, że wszechświat dąży do chaosu jest wynikiem działania praw termodynamiki na wielką, czyli kosmiczną skalę. Ale to, że wszechświat generalnie dąży do chaosu nie znaczy, że ten chaos powstaje wszędzie i w takim samym stopniu. Dam ci przyklad – podczas niemieckiej okupacji Polacy generalnie zubożeli i to mocno, ale jak to już pisałem na innych blogach i forach, były od tej reguły liczne wyjątki, np. spora część rolników, rzemieślników i przedsiębiorców wzbogaciła się na dostawach dla Wermachtu i na nielegalnej dystrybucji żywności i innych deficytowych towarów, np. opału. Pisałem też, że mój stryjek zarobił na szmuglu i bimbrze podczas II wojny światowej w parę lat więcej, niż jego rodzice i dziadkowie przez całe życie, co nie przeczy temu, że ogromna większość Polaków, szczególnie w miastach, w tym samym czasie mocno zbiedniała.
    2. Dalej – jeśli przyjąć hipotezę Wielkiego Wybuchu, to rzeczywiście, w chwili początkowej nasz wszechświat był uporządkowany, jako że składał się on wtedy z jednorodnej w zasadzie „zupy kwarkowej”, ale to było takie uporządkowanie jak na cmentarzu. Dopiero kiedy w tej „zupie” zaczęły się przypadkowe ruchy i kwarki zaczęły łączyć się w nukleony a te z kolei tworzyć jądra atomów, to zaczął się powoli wyłaniać wszechświat podobny do obecnego, ale w nim też daleko jest do porządku. Spójrz na nasz Układ Słoneczny – panuje w nim spory chaos i zwykły bałagan – nie dość, że planety są różnej wielkości i w umieszczone są one nierównych odległościach od Słońca, to samo Słonce nie jest stabilne, jako że ma ono okresy większej i mniejszej aktywności a pomiędzy planetami krąży cała masa śmiecia w postaci asteroid.
    3. Nasze istnienie jest zaś spowodowane tym, że proces oparty na przypadku, czyli ewolucja, zaszła na jednej z planet naszego Układu Słonecznego i nie było tu żadnego cudu ani też konieczności, aby ktoś kierował tym procesem ewolucji w sposób celowy, czy jak to wolisz twórczy. Zresztą gdyby tak było, i jakiś genialny super umysł kierowałby inteligentnie tym procesem ewolucji, to na pewno nie stworzyłby On organizmów, które z powodu zbytniej komplikacji i generalnie przypadkowych błędów w procesie ich tworzenia podatne są na takie choroby jak nowotwory złośliwe, nie dopuściłby, aby na świat przechodziły dzieci bezmózgie i z narządami wewnętrznymi umieszczonymi na zewnątrz ich organizmów i wreszcie nie dopuściłby do poronień ani też do przychodzenia na świat osobników niedorozwiniętych umysłowo albo też np. karłów.
    4. Jak to dawno temu ktoś mądry powiedział: dlaczego wierzący w Boga szukają Go tylko i wyłącznie w pięknych miejscach, np. w świątyniach albo też w Tatrach czy Alpach, zamiast szukać go na cmentarzach, w prosektoriach, na oddziałach onkologicznych szpitali czy też w hospicjach dla nieuleczalnie chorych dzieci a w przeszłości także w kacetach i gułagach oraz żydowskich gettach Warszawy czy Łodzi? Odpowiesz mi Dezerterze przynajmniej na to jedno pytanie?

  16. Dezerter znów zdezerterował przed zbyt dla niego trudnymi pytaniami. 🙁

  17. „Zresztą gdyby tak było, (…) to na pewno nie stworzyłby On organizmów, które (…) podatne są na choroby”.

    1. Bóg nie jest temu winien. Zapewnił ludziom doskonały start, ale oni woleli zlekceważyć Jego wymagania i sami chcieli decydować o tym, co jest dobre, a co złe. Obecnie robią to na niespotykaną wcześniej skalę – i zbierają tego owoce.

    Jehowa obdarzył ludzi wolną wolą. Pozwala im z niej korzystać, nawet jeżeli nie robią tego mądrze. Przez cały czas zachęca nas jednak, abyśmy skorzystali z Jego praktycznych rad, które zawarte są w Biblii. Gdybyśmy zrobili z nich użytek – udałoby się uniknąć wielu problemów.

    2. Pierwsi ludzie od chwili stworzenia mieli doskonałe ciała i umysły, a zatem nie mieli żadnych wad. Dopóki trzymali się wytycznych, które otrzymali od Boga, dopóty mogli się cieszyć życiem trwałym, pomyślnym i szczęśliwym.

    To zaś, co ich spotkało, gdy się odcięli od kierownictwa Stwórcy, można przyrównać do następstw wyciągnięcia z kontaktu wtyczki wentylatora. Dopóki jest podłączony do źródła prądu, działa. Po odłączeniu stopniowo zwalnia obroty, aż w końcu zamiera w bezruchu. Tak się właśnie stało, gdy Adam i Ewa odcięli się od swego Stwórcy, od „źródła życia”. Ponieważ świadomie wybrali niezależność od Boga, On dał im w pełni odczuć znaczenie tego wyboru, pozostawiając ich własnemu losowi.

    Potwierdziła się na nich zasada biblijna: „Jeśli Go [Boga] zostawicie, zostawi was”. Pozbawieni zasilającej energii od Stwórcy zaczęli stopniowo ulegać zwyrodnieniu pod względem umysłowym i cielesnym.

    3. Błędy w reprodukcji DNA – które skutkują strasznymi chorobami – świadczą o tym, że nawet cudownie stworzony kod genetyczny, nie może bez końca doskonale funkcjonować, po odłączeniu się Adama od ŹRÓDŁA doskonałego życia.

    Czy Stwórca miał prawo pozbawić pierwszego człowieka tych możliwości, po obraniu przez niego drogi niezależności, i sprowadzeniu na całą ludzkość wyroku śmierci ?

  18. Wspaniałe wieści.
    Zwłaszcza, że liczyli to w kościołach to jest duże prawdopodobieństwo, że te liczby są zawyżone.

  19. Dezerter
    1. Bóg nie jest temu winien, że my chorujemy, gdyż Go po prostu nie ma, nigdy nie było i nigdy też nie będzie. Gdyby zaś Bóg był, to na pewno by nie spaprał tak swojego dzieła i będąc z definicji nieomylnym, na pewno nie stworzyłby On organizmów, które są śmiertelne i są podatne są na choroby. Gdyby Bóg istniał, to stworzyłby, jako Idealny Kreator, idealnych, nieśmiertelnych i wiecznie zdrowych ludzi, na swój obraz i podobieństwo. To zaś co widzimy, czyli niedoskonałych, śmiertelnych ludzi, stworzyć mogła tylko ślepa, bezrozumna ewolucja. Nie jest też tak, że idealni ludzie stworzeni przez idealnego Boga mogli kiedykolwiek postąpić źle, jako że Bóg, będąc wszechmocnym i wszechdobrym, na pewno nie stworzyłby istot innych niż w 100% będących idealnymi.
    2. Bóg nie mógł także obdarzyć ludzi wolną wolą, gdyż wolna wola ludzi ograniczałaby jego wszechmoc i wszechwiedzę. Tak więc jeśli mamy wolną wolę, to znaczy, że Boga nie ma, jako że wolna wola pozwalałaby nam czynić to, czego Bóg nie byłby wstanie przewidzieć, a więc ograniczałaby jego boską wszechmoc, przez co przestał by On być Bogiem.
    3. Jeżeli ci pierwsi ludzie od chwili stworzenia mieli doskonałe ciała i umysły, a zatem nie mieli żadnych wad, to nie mogli oni także popełnić żadnego błędu i zawsze cieszyliby sie życiem trwałym, pomyślnym i szczęśliwym. Nie mogliby oni popełnić żadnego błędu, gdyż byli by oni istotami idealnymi, stworzonymi przez idealnego Boga. Nie mogliby oni, będąc idealnie wręcz mądrzy, jako stworzeni przez idealnego Boga, postąpić źle. A nawet gdyby chcieli, to Bóg, jako istota z definicji wszechwiedząca, wszechobecna i wszechmocna by im na to nie pozwolił w swej nieskończonej mądrości i dobroci. Tak więc to, że ludzie czynili i czynią źle, dowodzi, że są oni produktami nierozumnej ewolucji, a nie istotami stworzonymi przez rozumnego, wszechmocnego, wszechwiedzącego i wszechdobrego Boga.
    4. Jeśli kod DNA zostałby stworzony przez idealnego Twórcę, czyli Boga, to musiałby on być idealny, a więc nigdy by się on nie mógł zepsuć. To zaś, że nie jest on idealny, świadczy tylko o tym, że z powodu braku Boga, został on stworzony przez nierozumną ewolucję. Poza tym, to nawet gdyby Adam chciał ze wszystkich sil odłączyć się od źródła doskonałego życia, to Bóg w swej nieskończonej dobroci, mądrości, wszechwiedzy i wszechmocy nigdy by mu na to nie pozwolił, tak jak ojciec nie pozwala małemu dziecku bawić się zapałkami i nigdy by też nie stworzył Szatana, który by powiódł Adama i innych ludzi na pokuszenie. Po prostu istnienie zła nie da się pogodzić z istnieniem wszechdobrego, wszechobecnego i wszechpotężnego Boga.
    5. Stwórca jest z definicji ponad prawem, a więc może On wszystko, ale jako istota idealna, nie zechce on przecież zrobić niczego, co by komukolwiek sprawiło jakakolwiek przykrość. Chyba, że ty wierzysz w żydowskiego bożka Jehowę, czyli bożka „mocnego, zawistnego, karzącego nieprawość ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy (go) nienawidzą” – z tradycyjnego polskiego przekładu Dekalogu, według Biblii księdza Jakuba Wujka. Oczywiste jest bowiem, że Biblia jest tylko zbiorem staro-hebrajskich legend, stąd też w niej te liczne okrucieństwa, jako że Bliski Wschód był i jest z definicji okrutny i nieludzki. Tragedią kościołów chrześcijańskich i popieranej przez nie prawicy jest przecież także i to, że czerpią one swe natchnienie z legend chyba najbardziej na świecie zacofanego regionu, czyli Bliskiego Wschodu. Tłumaczy to też, dlaczego chrześcijanie spalili Bibliotekę Aleksandryjską wraz z nią przepadły liczne dzieła greckich i rzymskich filozofów, dlaczego chrześcijanie zakazali igrzysk olimpijskich na setki lat, dlaczego Giordano Bruno został spalony na stosie Przenajświętszej Inkwizycji, dlaczego Galileusz musiał odwołać swoje poparcie dla heliocentrycznej teorii Kopernika i dlaczego dzieło Kopernika było przez setki lat umieszone przez Watykan na indeksie ksiąg zakazanych i dlaczego też chrześcijanie zwalczają teorię ewolucji i popierają zbrodnie syjonistów. Itp. Itd.

  20. Dezerter
    Wciąż nie odpowiedziałeś na poniższe pytania:
    1. Czy znasz choćby jeden dowód naukowy czyli empiryczny na istnienie tzw. Boga?
    2. Kto, kiedy, gdzie, dlaczego i jak stworzył Boga?.
    Przypominam Ci że twierdzisz co następuje: wszystko co istnieje ma swojego stwórcę. A więc jeśli Bóg istnieje, to musi On też mieć swojego stwórcę, a ten z kolei też musi mieć swojego stwórcę i tak do nieskończoności. Ale kiedy w nauce dochodzimy do nieskończoności, to znaczy, że popełniliśmy błąd w naszych obliczeniach czy też w naszym rozumowaniu.

  21. No i co, Szanowny Dezerterze?
    W Szabas nie wolno ci używać komputera?

  22. Alki
    Nie cieszmy się jednak za wcześnie. Na miejsce katolicyzmu rzymsko-rydzykowego może przecież przyjść do Polski coś jeszcze gorszego, np. fanatyczny kalwinizm, przed którym Szwajcarzy masowo uciekali z Genewy czy też amerykańskie sekciarstwo z jehowitami i moronami (pardon, mormonami) na czele. Albo coś jeszcze gorszego, np. islam. Problem w tym, że jeżeli ktoś wierzy w jedno mzimu, to go łatwo jest „nawrócić” na wiarę w innego, pozornie atrakcyjniejszego (w sensie atrakcyjnej podanego) mzimu.

  23. Szanowny Gospodarzu

    Podaje pan trafne dane wejściowe, ale wyciąga nietrafne wnioski. Polak nie jest w 1/3 katolikiem, tylko w 95/100 jest katolikiem. Z drobną i pomijalną nieścisłością należy stwierdzić, że Polak = katolik. Sam pan zresztą przyznał, że chrzci się niemal każde dziecko w Polsce. Kto został ochrzczony, jest katolikiem i nigdy nie przestanie. Nie można się „odchrzcić”. Semel catholicus, semper catholicus – tą przesądzającą formułę zapewne pan zna. jest ona nieustająco potwierdzana przez papieży, potwierdził ją stanowczo Święty Ojciec Święty oraz nie mniej stanowczo potwierdził ją Benedykt XVI.
    Statystyka chodzenia na niedzielną mszę nic do tego nie ma. Kto nie uczestniczy w mszy świętej niedzielnej popełnia grzech ciężki. I tyle. Z ciężkiego grzechu się katolik spowiada, dostaje rozgrzeszenie i w kolejną niedzielę udaje się na grilla: kiełbasa i karkówka z musztardą, tłuszczem i chrzanem, następnie znowu daje się do spowiedzi, dostaje rozgrzeszenie i tak dalej.
    Cały czas jest katolikiem.

  24. Tanaka
    6 stycznia o godz. 10:50 37917
    Tanako bardzo dobry i słuszny komentarz.
    Polskie dzieci zostają katolikami przez konformizm rodziców. Potem nawet jako ateiści czy agnostycy są katolikami, bo w niemowlęctwie otrzymali niezatarty ślad duchowej więzi z…
    Ciekaw jestem jak z religijnej perspektywy Kościoła katolickiego wyglądają konwertyci, wpierw ochrzczeni potem przyjmujący np. islam? A może religijni katolicy i judaiści są islamistami starszego rytu ale tego samego Boga? Wszak przed Mahometem Arabowie często byli wyznawcami judaizmu, z którego wyszło także chrześcijaństwo.
    W swoim życiu spotkałem także niewierzących ale praktykujących księży, życiowe ofiary swych dewocyjnych matek albo rozmaitych zahamowań, którzy raz wchodząc w tę grupę zawodową, nie opuszczają jej, choćby z obawy o swą materialną przyszłość.
    Ciekaw jestem czy Kościół zdobył by się na odwagę, aby chrzest niemowlęcia potraktować jako czasowy, do uzyskania dorosłości i prawnej odpowiedzialności za decyzje i działania. Ilu spośród ochrzczonych, powtórzyłoby ten akt? Tak na wzór ślubów zakonnych. Chrzest dorosłego jak wieczysty ślub zakonny. Myślę, że to wyjaśniłoby wiele kwestii.

  25. zak1953
    6 stycznia o godz. 11:42 37919

    Jak z pewnością pamiętasz, pamięta Gospodarz i każdy w miarę przytomny człowiek, nieustającą zasadą chrześcijaństwa nadwiślańskiego, ale i chrześcijaństwa jako takiego (przy czym to „chrześcijaństwo” to tu bardziej katolicyzm) było to, że najstarszy syn w rodzinie idzie na księdza. W tych rodzinach, w których w ogóle ktoś szedł. Nie jest trudne do pojęcia to, że taka zasada nie ma nic wspólnego z jakimś „powołaniem”, bo to by było w ogóle osobliwie cyrkowe, że Wszechmogący sobie nieustannie najstarszych wybiera, a odrzuca resztę materiału. Choć i zdarzały się wyjątki, że jaki najmłodszy poszedł, albo jakaś córka poszła na zakonnicę. Z zakonnicami i to jest gorsze, że powiedzieć „powołanie” to taki śmiech wywołać, że na jednym wydechu oponę od tira da się napompować. To „służba boża” i nic więcej: szmata, podłoga, obsługiwanie „człowieka, księdza” – same czarności życia.
    Drobne wyjątki wzmacniają regułę, więc nie ma co sprawy rozwijać.
    „Kto ma księdza w rodzie, tego bieda nie ubodzie” – to równie stara zasada, właściwie zlewająca się z poprzednią w jedno. Nie do odróżnienia. Może sobie członek kleru katolickiego być osobą dowolnego rodzaju: Żydem, muzułmaninem, ortodoksem, zielonoświątkowcem, protestantem potrójnie reformowanym, mormonem, animistą, baptystą, buddystą, szintoistą, agostykiem, ateistą, satanistą, masonem, komuchem i w ogóle – tym, co mu się tylko roi w głowie. To bez znaczenia. Od momentu ochrzczenia jest katolikiem. Jako członek kleru wielbiący szatana, Allaha, latające spodki czy śliczne pupcie małych chłopców czy dziewczątek – jest katolikiem.
    To co widzimy, to wszystko Kościół katolicki. Innego nie ma niż ten. I o to właśnie chodzi, w tym właśnie rzecz to jest piękne: ta nędza to właśnie katolicyzm.
    Człowiek troszkę rozumny i nieco moralny wyciaga z tego wnioski.

  26. Zak
    1. Najbaradziej znanym w Polsce niewierzącym choć praktykujacym księdzem był Stanisław Staszic, ale to były jednak inne czasy. Dziś znaczna większość kleru, szczególnie zaś biskupi, też nie wierzy w te bajki, które opowiadają oni tzw. laikatowi, a niektórzy z bardziej oświeconych biskupów i teologów tego kościoła często są de facto deistami, czyli że wierzą oni, że racjonalnie można uzasadnić istnienie jedynie Boga bezosobowego, będącego konstruktorem świata rozumianego jako mechanizm oraz źródłem praw, według których ten mechanizm świata działa i że tak rozumiany Bóg nie ingeruje w raz ustanowione prawa. Na pewno nie wierzą oni w takie oczywiste brednie jak „niepokalane poczęcie człowieka-boga”, „boskość człowieka czyli Jezusa” czy też we „wniebowstąpienie żywcem tzw. matki boskiej”.
    2. Chrzest niemowlęcia nie jest ważny, jako że odbywa się on bez zapytania o zgodę owego chrzczonego niemowlęcia. Tak więc kościół powinien zostać prawnie zobowiązany do unieważnienia wszelakich chrztów, których dokonano na osobach niepełnoletnich oraz niesprawnych umysłowo.
    3. Za katolików rzymskich można zaś uważać tylko osoby wierzące bez zastrzeżeń w osobowego Boga „w Trójcy Jedynego” (cokolwiek miałoby to oznaczać), regularnie (czyli co najmniej raz w tygodniu, poza okresami poważnej choroby) uczęszczające na msze i regularnie przystępujące do komunii i spowiedzi, przestrzegające postów oraz odmawiające pacierz co najmniej raz dziennie a przede wszystkim wierzące świadomo, czyli znające, z co najmniej jednorazowego przeczytania, całe Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Śmiem twierdzić, że takowych to w Polsce jest obecnie znacznie poniżej 10% całej dorosłej populacji.

  27. Tanaka
    1. Katolikiem rzymskim jest tylko ten, kogo Panbóg uważa za katolika rzymskiego. Ponieważ Panaboga nie ma, gdyż go przecież być nie może, to katolikiem rzymskim jest ten, kto uważa się za owego katolika rzymskiego. To, że ktoś go wlicza czy też nie do swoich statystyk katolików rzymskich nie ma tu przecież nic do rzeczy. Pamiętam, że w pewnym środkowoeuropejskim kraju każdego (poza Żydami) uważano nie tak dawno temu za zwolennika ówczesnego dyktatora na zasadzie „ein Volk, ein Reich, ein Führer”. Z kolei w nie tak przecież bardzo odległych czasach PRL-u też głoszono jedność narodu wokół tzw. wiodącej siły czyli PZPR w ramach tzw. Frontu Jedności Narodu. Chyba jednak nie tęsknisz za tymi czasami?
    2. Poza tym, to kto nie uczestniczy w mszy świętej niedzielnej, ten nie popełnia żadnego grzechu – wręcz odwrotnie, ciężki grzech popełnia ten, kto uczestniczy w tych de facto politeistycznych, a więc pogańskich obrzędach odprawianych w tzw. kościołach wyznania rzymsko-katolickiego. Żadna spowiedź nie zmaże zaś tego grzechu – może tylko szczera dożywotnia skrucha i omijanie z daleka wszelakich budynków, miejsc i osób związanych z Watykanem.

  28. „Kto, kiedy, gdzie, dlaczego i jak stworzył Boga?”

    „Pewny siebie, sceptyczny Francuz stojący przed drzwiami swego domu spojrzał prosto w oczy Świadkowi Jehowy i oświadczył: „Jeśli potrafi mi pan wytłumaczyć, skąd się wziął Bóg, to pana wysłucham. Świadek spokojnie odrzekł: Niektórzy rozsądnie myślący ludzie doszli do tego samego wniosku, co osiemnastowieczny francuski filozof Voltaire, który powiedział: ‛Gdyby nie było Boga, to trzeba by Go wymyślić’. Czy zastanawiał się pan nad tym, dlaczego tak inteligentny człowiek, jak Voltaire, to powiedział?

    Mężczyzna przyznał, że o tym nie pomyślał, ale zaprosił Świadka, który w mieszkaniu ciągnął dalej swą argumentację.

    Wiele ludzi — podobnie jak kiedyś Voltaire — uważa, że zarówno życie, jak i Wszechświat musiały mieć jakąś przyczynę. Aby móc stworzyć to, co widzimy, musiałaby ona dysponować pewną siłą, czyli odpowiednią energią, i takimi cechami, jak talent organizacyjny, poczucie piękna, miłość i mądrość. Dlaczego? Ponieważ te cechy są widoczne w widzialnym Wszechświecie, zwłaszcza na Ziemi. Nie są to jednak właściwości rzeczy, tylko osób. Wobec tego musi istnieć jakaś Istota Najwyższa — Bóg.

    Zgoda, odparł ciągle nie dowierzający Francuz, ale skąd się wziął Bóg?

    Wiadomo, że istnieje widzialny, materialny Wszechświat i niezliczona różnorodność form życia na Ziemi. Jak to wszystko powstało? Przez przypadek — mówią niektórzy, choć nie wszyscy naukowcy. Jednakże w teoriach sformułowanych przez różnych uczonych zawsze zakłada się, że coś istniało już przedtem — mniejsza o to, jak byśmy to nazwali. Uczeni mówią, i słusznie, że materia jest formą energii. Na tej podstawie, ich zdaniem, Wszechświat mógł powstać przez przypadek. Nie wyjaśniają jednak, jak doszło do wytworzenia się warunków inicjujących. Zawsze biorą za punkt wyjścia coś już istniejącego, czego pochodzenia nie potrafią wytłumaczyć.

    Ateiści przyjmują więc za punkt wyjścia istnienie jakiejś rzeczy, wierzący w Boga natomiast — istnienie osoby. Biorąc pod uwagę uwidaczniające się zarówno na Ziemi, jak i w całym Wszechświecie prawa natury, matematyczną dokładność, organizację i mądrość, ŚJ uważają, iż wynika stąd logiczniejszy wniosek, że tą Praprzyczyną wszelkiego bytu jest Osoba, a nie rzecz, inteligentny Stwórca, a nie ślepa siła. Przedkładają wstępne słowa Biblii: „Na początku Bóg stworzył (…)” nad hipotezę ateistów: „Na początku było coś” .

    Wiedziałem, że w końcu zacytuje pan Biblię — powiedział dociekliwy Francuz.

    Rzeczywiście, ŚJ uważają biblijny punkt widzenia co do prawd podstawowych za logiczny i zgodny z dostrzegalnymi realiami. Zbadajmy niektóre z nich …”

    Dalszy ciąg tej rozmowy pokazuje że staranne rozważenie argumentów na to, że życie zostało stworzone, może okazać się interesujące. Niejedna osoba zapewne przyzna, że nie byłoby rozsądne zamykać się na takie fakty.

    A zatem, żeby odpowiedź na pytanie: „Czy Bóg miał początek ?”, trafiła nam do przekonania, najpierw powinniśmy się upewnić , że On naprawdę istnieje.

  29. Dezerterze,
    Chyba zdajesz sobie sprawę, że to co umieściłeś na tym blogu 6 stycznia o godzinie 15:55, to umieściłeś poprzednio i to najmniej kilka razy na różnych blogach i forach internetowych i że to nie są twoje słowa, a tylko długi cytat z podręcznika wydanego przez wydział propagandy sekty jehowitów. Niemniej odpowiadam Ci, abyś przypadkiem nie pomyślał, że trafił do mnie choćby tylko jeden z twoich „argumentów”. A więc po kolei:
    1. Dlaczego uważasz, że zarówno życie, jak i wszechświat musiały mieć jakąś przyczynę? Na jakiej podstawie tak uważasz? A co, jeśli nie miały one żadnej przyczyny, jako że materia i energia, które są przecież sobie równoważne (E=m*c**2), są wieczne, a więc nie mają one ani początku ani też końca, a to, co bierzemy za tzw. Wielki Wybuch to było tylko powstanie z tej materii-energii kolejnego wszechświata, tu konkretnie tego, w którym my żyjemy. Zresztą już Newton obalił setki lat temu ten dowód „z pierwszej przyczyny”, wskazując, że ruch jednostajny nie musi mieć żadnej przyczyny. Z braku miejsca i czasu na wyłożenie ci podstaw współczesnej kosmologii a szczególnie kosmogonii, odsyłam Cię tu do:
    – John D. Barrow „The Book of Universes” i
    – John Gribbin „The Universe. A Biography”.
    2. Dalej – arbitralnie twierdzisz, że nasz wszechświat posiada takie cechy jak dobra organizacja, piękno, miłość i mądrość. Ale równie dobrze, jak nie łatwiej, jest przecież znaleźć w nim przykłady złej organizacji a nawet chaosu i bałaganu oraz brzydoty, nienawiści i głupoty, a to już z definicji wklucza, że mógłby on być stworzony przez boskiego, czyli idealnego Kreatora. Pomyśl tylko – im lepszy sportowiec, tym lepsze osiąga on wyniki. Nasz Kamil Stoch, mając niewiele ponad 30 lat, zdobył już mistrzostwa świata, złote medale olimpijskie a teraz wygrał on po raz drugi Turniej Czterech Skoczni, wygrywając, co przedtem udało się tylko jednemu zawodnikowi, wszystkie cztery konkursy po kolei i to w wielkim, mistrzowskim stylu, a przecież jest on tylko człowiekiem a więc daleko jest mu do sportowca prawdziwe idealnego. Idealny, czyli boski skoczek narciarski to byłby przecież taki, który nie przegrałby ani jednego konkursu i co więcej, każdy jego skok byłby lepszy niż poprzedni, bo przecież nie mógłby on być gorszy, Jak się chyba domyślasz, taki ideał nie jest możliwy do zrealizowania (nie mówiąc już o tym, że po kilkudziesięciu takich skokach nikt by nie chciał oglądać dalszych, gdyż były one wszystkie dokładnie takie same, czyli idealne i że nikt nie chciałby z nim rywalizować, co zniszczyłoby konkurencję skoków narciarskich). Analogicznie jest z tworzeniem wszechświatów – wszechświat stworzony przez idealnego, czyli boskiego Kreatora musiałby być z definicji idealny, a więc nie byłoby w nim miejsca na zło, nienawiść, brzydotę choroby, wojny i śmierć. A jak dobrze wiesz, na naszej plancie, która jest dla nas praktycznie całym światem, panują, i to od niepamiętnych czasów, zło, nienawiść, brzydota, choroby, wojny i śmierć, co wyklucza możliwość stworzenia tego świata przez Kreatora idealnego, czyli boskiego.
    3. Nie jest też tak, że nauka nie wyjaśnia jak doszło do wytworzenia się warunków inicjujących powstanie naszego wszechświata – znów odsyłam cię tu do książek Barrowa i Gribbina. Ale wspomnę też, że aby powstał taki wszechświat ja nasz, to zajść musiały takie warunki jakie zaszły, jako że gdyby zaszły inne, to powstałby inny wszechświat, na pewno różny od naszego (pytanie tylko jak czy na ile różny), a czy lepszy czy też gorszy, to trudno jest powiedzieć, jako że jeden woli sporty letnie a drugi zimowe a trzeci w ogóle nie lubi uprawiać sportu; jeden woli wino a drugi piwo a trzeci jest abstynentem Jak to bowiem mawiali Starożytni Rzymianie, de gustibus non disputandum est.
    4. Poza tym, to wierzący zawsze biorą za punkt wyjścia coś już istniejącego, czyli tu konkretnie byt idealny a więc Boga, którego pochodzenia nie potrafią jednak wytłumaczyć. Poza tym, to Bóg nie jest osobą – przypisywanie Bogu osobowości jest typowym antropomorfizmem, wywodzącym się z religii pogańskich. Przykładowo u Starożytnych Greków, bogowie olimpijscy byli wyraźnie ludźmi, tyle że potężniejszymi niż ówcześni Grecy, ale niewiele potężniejszymi niż my dziś jesteśmy (np. piorunami władał już w ubiegłym stuleciu Nicola Tesla).
    5. ŚJ, biorąc pod uwagę uwidaczniające się zarówno na Ziemi, jak i w całym Wszechświecie prawa natury, matematyczną dokładność, organizację i mądrość, uważają, iż wynika stąd logiczniejszy wniosek, że tą Praprzyczyną wszelkiego bytu jest Osoba, a nie rzecz, czyli tzw. inteligentny Stwórca. Ale przecież prawa natury mają wyraźnie stochastyczny(„przypadkowy”) charakter, szczególnie zaś na poziomie kwantowym, czyli podstawowym. Matematyczna dokładność w naukach empirycznych jest zaś tylko iluzją, jako że zawsze mamy w nich do czynienia z nieuniknionym przecież błędem pomiaru (wynikającym głównie z wpływu narzędzia pomiarowego na mierzony obiekt), a poza tym, to zauważ że w wielu kluczowych formułach fizycznych występują liczny niewymierne takie jak „pi” (stosunek obwodu koła do jego średnicy) i „e” (podstawa logarytmu naturalnego), czyli takie, których dokładnych wartości nigdy nie poznamy a z kolei inne podstawowe stałe fizyczne takie jak np. „c” (prędkość światła w próżni) znamy tylko z przybliżeniem, a więc wszystkie formuły używane w naukach ścisłych (w tym więc i w fizyce) dają w praktyce tylko wyniki przybliżone, jako że tylko w czystej matematyce mamy do czynienia ze 100% dokładnością. Co zaś do organizacji i mądrości, to patrz punkt 2.
    6. Pytam się też Ciebie – jak konkretnie powinniśmy się upewnić, że Bóg naprawdę istnieje? Jakie znasz naukowe czyli empiryczne dowody na jego istnienie? Znów wracamy tu do punktu wyjścia, jako że odwołujesz się tu znów do Biblii, a ona jest przecież tylko spisanym przez ludzi zbiorem wierzeń, przesądów i innych guseł starożytnych Hebrajczyków, a więc jej wiarygodność historyczna jest w praktyce zerowa, czyli że nie może być ona dowodem na cokolwiek. To jest tak samo niepoważny „dowód” jak zapewnienie przestępcy, złapanego in flagranti na miejscu zbrodni z dymiącym rewolwerem w ręku i śladami prochu na skórze, że to nie on popełnił to przestępstwo. Powoływanie się przez Ciebie na Biblię nie ma więc sensu, jako że używasz cytatów z Biblii na poparcie tezy, że zawiera ona prawdę – innymi słowy, jedyny argument, który masz na istnienie Boga sprowadza się do słów „ponieważ tak jest napisane w Biblii”, która została przecież napisana przez duchownych tylko po to, aby nakłonić ludzi do wiary w Boga a tym samym do podporządkowania się kościołom czy też innym organizacjom o charakterze religijnym. Dorośnij więc Dezerterze i znajdźże wreszcie jakie bardziej przekonywujące argumenty niż te, które tu w kółko i od lat powtarzasz. 🙁

  30. Kategoria „katolików zobowiązanych”, a właściwie „ochrzczonych zobowiązanych” jest nieco zawiła. Wystarczająco zawiła, żeby zapominać co znaczy. Współczynnik 36,7% oznacza, że na mszach pojawiło się 36,7% z 82% osób uważanych przez KK za katolików, czyli 30% owych katolików, a 26% populacji Polski. Więc nie jedna trzecia, ale jedna czwarta. Pomijając to, że wielu ochrzczonych nie jest katolikami, a czasem nigdy nimi nie była.
    Samych ochrzczonych wg danych ISKK za poprzedni rok, 2015, jest 32,7 mln. Ponieważ ISKK nie podał liczby za rok 2016, a ich liczba spada ostatnio po 300-500 tys. rocznie, można nawet założyć, że wynosi ok. 32,3 mln. Ale do obliczeń używałem 32,7 mln.

  31. Polak tylko w jednej czwartej katolik!
    Otóż to, My Dear „rzm”. Na mszach w kościołach wyznania rzymskiego zwanego nie wiadomo czemu „katolickim” czyli powszechnym (po łacinie „catholicus” oznacza bowiem „powszechny”) pojawia się w Polsce, według mocno zawyżonych danych zebranych przez ów rzymski kościół, zaledwie 36,7% z około 82% osób uważanych przez ów rzymski kościół za katolików, czyli około 30% owych rzymskich katolików, a tylko około 26% całej populacji Polski. A więc nie jedna trzecia Polaków mieszkających w Polsce, a tylko jedna czwarta. Wynika z tego, że prawdziwi, czyli praktykujący katolicy rzymscy są w Polsce MNIEJSZOŚCIĄ – dość liczną, wciąż wielomilionową, ale tylko MNIEJSZOŚCIĄ, a więc nie ma usprawiedliwienia dla nauki dogmatów tej rzymskiej religii w polskich państwowych szkołach, dla uczestnictwa kleru tegoż rzymskiego kościoła w uroczystościach Państwa Polskiego oraz dla uczestnictwa w uroczystościach tegoż rzymskiego kościoła prezydenta RP, premiera rządu RP i jego ministrów. Oczywiście, jeżeli te osoby są praktykującymi katolikami rzymskimi, to mogą one uczęszczać na msze do tegoż kościoła, ale tylko prywatnie i jako osoby prywatne, na wzór np. generała de Gaulle’a, wieloletniego prezydenta Francji, bohatera narodowego Francji i całej kolacji antynazistowskiej oraz niekwestionowanego przywódcy patriotycznie nastawionych Francuzów podczas II wojny światowej. Tytuł tego wątku powinien więc brzmieć: Polak tylko w jednej czwartej katolik!

  32. @ jakowalski-
    Nie wiem po co się wysilasz i próbujesz Dezerterowi tłumaczyć. Przecież on już wyjaśnił, za Voltairem, skąd wziął się Bóg- został wymyślony. Dezerter zaś wierzy w magię, czyli że jeżeli dostatecznie duża ilość ludzi w coś wierzy to przedmiot ich wiary się materializuje.

  33. Mad Marx
    Ja tego nie piszę dla Dezertera, a tylko dla tych, którzy mogliby wziąć Dezertera na serio. Wiadomo jest przecież, że bogów wymyślili ludzie, czyli że to nie ludzie zostali stworzeni przez bogów, a tylko bogowie zostali stworzeni przez ludzi, ale jak to dawno już temu stwierdził doktor Goebbels, ludzie zaczynają wierzyć w każde kłamstwo, byle było ono powtarzane dostatecznie dużą ilość razy (kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą) i że im większe kłamstwo, tym ludzie łatwiej w nie uwierzą i na tym właśnie, czyli na ciągłym powtarzaniu wielkiego kłamstwa polega strategia i taktyka wszystkich kościołów, wyznań i sekt religijnych z katolikami rzymskimi i jehowitami włącznie. Oto co dokładnie powiedział dr Goebbels: „Wenn man eine große Lüge erzählt und sie oft genug wiederholt, dann werden die Leute sie am Ende glauben. Man kann die Lüge so lange behaupten, wie es dem Staat gelingt, die Menschen von den politischen, wirtschaftlichen und militärischen Konsequenzen der Lüge abzuschirmen. Deshalb ist es von lebens­wichtiger Bedeutung für den Staat, seine gesamte Macht für die Unterdrückung abweichender Meinungen einzusetzen. Die Wahrheit ist der Todfeind der Lüge, und daher ist die Wahrheit der größte Feind des Staates.” („Jeśli powiesz wielkie kłamstwo i będziesz je często powtarzać, ludzie uwierzą w to i będziesz mógł utrzymać to kłamstwo tak długo, jak długo państwo zdoła ochronić swych poddanych przed politycznymi, ekonomicznymi i militarnymi konsekwencjami kłamstwa. Jest więc niezwykle ważne, aby państwo wykorzystało całą swoją moc do zwalczania dysydentów jako że prawda jest śmiertelnym wrogiem kłamstwa, a zatem prawda jest największym wrogiem państwa.”)

  34. Panowie , nie pastwcie się nad Dezerterem . On wierzy i MA PRAWO !
    Najgorszą sytuacją jest ta , opisana przez Tanakę w poście 37917 i 37919 . To jest rozstrzygające , a nie wywody filozoficzne . Jeśli ksiądz , mój drogi jakowalski odmówi Ci pochówku kogoś na cmentarzu , którym prawem kaduka zarządza to mieszkając na wsi masz przerąbane ! Tyle !
    Nikt tam nie będzie rozsiewał prochów po lasach i polach .

    Rozmawiałem ostatnio z rolnikiem na rynku obok mnie . Gość jest spod Łowicza ( kawał drogi , bo to Łódź ) , wyobraźcie sobie , że mają proboszcza , który datki na kościół zbiera jadąc terenówką wzdłuż wsi ulicówki , a wierni MAJĄ STAĆ przed obejściami z kopertami i dawać przez okno wozu !!!
    Średniowiecze ? Tak ! Wielu go nienawidzi ? Tak !
    Ale maszyna się kręci !

  35. Kiedy to usłyszałem – ONIEMIAŁEM ! Niby Europa i XXI wiek.
    Na pytanie , czy nikt mu jeszcze łba nie ukręcił , albo chociaż nie spalił terenówki , gość odparł – wielu chciałoby !

    „ino panie śmiałości brak „

  36. Tanako , są jeszcze gorsze rzeczy wypływające z tzw. tradycji , bandycko rozgrywanej przez PiS . Otóż ja , pochodzący z panów , mam możliwość dostania w tzw. ryj od wielbicieli tzw. wyklętych . Ludzi z reguły prostego chowu . A są to głowni beneficjenici PRL-u !
    Patrz nazwiska – Szydło , Kępa , Błaszczak , Pięta itd.
    Schizo polega na tym , że będąc lewicowcem ( nie lewakiem) popieram np. reformę rolną – ergo parcelację mojego dziadka .
    Zaś matoł „patriota” , prawnuk BENEFICJENTA owej parcelacji , może dać mi w ryj za to , że nie popieram jakiegoś ognia czy innej bladzi , która .. zastrzeliła geometrę dzielącego ziemię dla jego pradziadka !!! I to się nadaje do prasy ! ( 40 latek)

  37. Znaczy się cytat z 40 latka .

  38. Momo
    1. A co to dziś za problem spalić zwłoki i pochować na komunalnym cmentarzu np. w Warszawie? Poza tym, to cała moja rodzina pochowana jest na pewnym małym cmentarzu na przedmieściach Warszawy. Ksiądz proboszcz doskonale wie, że ich w kościele nigdy nie widział, ale liczy się przecież tylko opłata za grób. Przepraszam – dziadka ksiądz proboszcz widywał w kościele, kiedy dziadek malował proboszczowi obrazy przedstawiające ten kościół (zresztą zabytkowy, z XV wieku), na zasadzie opisanej przez Boya. Otóż Boy naśmiewał się ze Styki, który z pasją i nabożeństwem malował obrazy Matki Bożej. Ukazała mu się więc Maryja i rzekła: „Ty, Styka, ty mnie nie maluj na kolanach, ty mnie maluj DOBRZE”. Ksiądz proboszcz wybrał więc malarza mało religijnego, ale za to DOBREGO. 😉
    2. Bez przesady. Możesz podać nazwę tej wsi albo parafii i nazwisko tego proboszcza? Nie sądzę, aby Watykan byłby zadowolony z niego i myślę, że długo by taki proboszcz posiedział na swoim stołku. Różne dziwne rzeczy się dzieją w polskiej sekcji kościoła rzymskiego, ale bez przesady – odróżnij plotki od faktów.
    3. Dezerter – ja mu nie bronię wierzyć w co on tyko zechce, ale niech on wreszcie przyzna za Tertulianem, że „credo quia absurdum est” i że znalezienie naukowego dowodu istnienia boga sprowadziłoby go do pozycji zjawiska (bytu) fizycznego, a więc odarłoby boga z boskości.

  39. Momo
    Poza tym, to jeżeli ci rolnicy są rzeczywiście aż tak głupi, że dają się aż tak terroryzować aż tak bezczelnemu klesze, to znaczy, ze sobie na takiego a nie na innego proboszcza zasłużyli i dobrze im tak.

  40. @jakowalski – z tą wsią , to naprawdę (!) nie zmyśliłem . Wiem , że Watykan ma inne poglądy . Szczeg. papież Franciszek . Ale to PRAWDA !
    O nazwę wsi postaram się dowiedzieć . Gość opowiedział mi to sam , bez żadnych sztuczek z mojej strony . Wiarygodność na podst. ustnego przekazu

  41. @jakowalski – z tym pkt. 1 to pojechałeś . A jesteś bystry , (ale kłótliwy) . Powiedz mi łaskawco co zrobi gość z odległej wsi , kiedy sąsiedzi zapytają – Antoni , a gdzie mamusia leży?
    W W-wie ? Żarty ! I co ma zrobić 1.11 ? Gdzie zapalić świeczkę ?

  42. Momo
    1. No to czekam na nazwę tej wsi i wtedy napiszę do Diecezji, i zapytam się, co oni o tym myślą, gdyż ten proboszcz wyraźnie wychowuje sobie ateistów a przynajmniej heretyków. Czy wiesz, od czego zaczął się protestantyzm? Wcale nie od Lutra i nie o jakieś tezy na temat Biblii tam poszło, a tylko od obowiązkowych danin na budowę nowej siedziby dla papieża w Watykanie.
    2., A co to kogo obchodzi, gdzie są pochowani czyiś krewni? Ciekawskim można powiedzieć, że na Cmentarzu Wojskowym w Warszawie albo jeszcze lepiej w Watykanie, na cmentarzu dostępnym tylko dla wysokich funkcjonariuszy K-R-K. Świeczkę można zaś dziś zapalić wirtualnie przez Internet, a poza tym to z Łowicza do Warszawy nie jest daleko – czy to autostradą czy też pociągiem. Ja co najmniej raz na rok jeżdżę z żoną z Warszawy do Olszyna, na grób jej ciotki, a więc co to za problem? Zgoda – Olsztyn to piękne miasto z ciekawymi okolicami, ale podobnie jest też w przypadku Warszawy, a więc taka wizyta na cmentarzu może być połączona ze zwiedzaniem miasta i jego okolic. Chyba, że ci rolnicy, o których piszesz, są niedorozwiniętymi umysłowo analfabetami i boją się ruszyć poza swoją parafię.

  43. A Dezerter jak zwykle zdezerterował w obliczu silniejszego przeciwnika. Taki to już z niego „damski bokser”. 😉

  44. A tak nawiasem, to obecnie mamy w Polsce sytuację bardzo podobną do tej z roku 1868. Też mamy frakcyjne walki w wąskim gronie zawodowych polityków reprezentujących rządzące nami elity, tyle ze w roku 1968 to były frakcje wewnątrz rządzącej „monopartii” a dziś mamy dwie walczące ze sobą frakcje POPiS-u, czyli PO contra PiS. Tak jak w roku 1968, do tych walk wewnątrzpartyjnych próbuje się włączać osoby spoza ścisłego kierownictwa rządzących partii czy frakcji – w roku 1868 to byli głównie studenci a dziś są to inni pożyteczni „i d y j o c i” tacy jak członkowie KOD-u, panie z czarnymi parasolkami, „obywatele” RP etc. Obie walczące frakcje tak samo jak w roku 1968, deklarują swoją dozgonną i absolutną wierność oraz przywiązanie do hegemona (wówczas ZSRR, dziś USA) i do obowiązujących dogmatów (wówczas tzw. realnego socjalizmu, a dziś tzw. realnego kapitalizmu). Nihil novi sub sole.

css.php